Byłam wczoraj na badaniach medycyny pracy, czasem trzeba. Źle je umówiłam ponieważ (self diagnosed) autyzm i opcja ze skierowania nie matchowała w 100% listy czynników, więc przychodzę i pani na recepcji jest nieco w szoku, bo nijak nie ma gdzie mnie wcisnąć (bo ten czynnik z wybrany z listy wpisałby badania dodatkowe). Ja oczka jak kot w butach, to ona stanęła na rzęsach. Potem pielęgniarki (w like 5) ogarnęły mnie właściwie na raz - bo wywiad, ekg, lipidogram (mam dobry wynik, lol, nie składam się z samego cholesterolu, szok, a dzień wcześniej zjadłam maczka, bo mi się mózg zawiesił) i na czas wypchnęły do lekarza. I były przy tym taaaak sympatyczne. Jedna z nich, ta od wywiadu, mnie pyta, ile ważę. A ja mówię pani, nie wiem, nie jest to w kręgu moich zainteresowań. A ona, ALE JA O WAGĘ PYTAM, jakby z lekkim (hehe) głupkiem rozmawiała, upewniam ją, że rozumiem i że mogę jej powiedzieć, że ważę za dużo, ale nie wiem o ile, bo nie korzystam z wag, nie będzie mnie martwe urządzenie obrażać. Więc mnie sama zważyła i nie robiła problemu z tego, że nie chcę wiedzieć i jeszcze obiecały, że odejmą 2kg za buty. ;)

Lekarka też była przemiła i przekompetentna.

Dostałam potem maila, z prośbą o ocenę, dałam 10 i napisałam, że zajo.

O 18:00 dzwoni do mnie obcy numer, odbieram (bo czekam na inny telefon), a tu szefowa działu recepcji podziekować mi, za opinię. Potem patrzę na maila, mail od szefowej pielęgniarek, z tym samym. Okazuje się (zupełnie nie szok, bo znam zasady dawania opinii), że prawie nikt nie pisze miłych opinii, tylko wszyscy piszą na wkurwie, więc im moje zachwyty bardzo potrzebne i przekazały paniom, o których pisałam. Mam nadzieję, że przez to dzień pracowy był im lżejszym.

Strasznie dużo napisałam, a strasznie mało wątków (jak nie ja) to jeszcze dodam, że mi się dziś nie chce, mam 9 calli, z których dwa komplety wymagają bilokacji, więc mentalnie próbuję to wszystko przewinąć, ale nie ma takiej funkcji i trzeba przecierpieć.

A, i jeszcze na koniec: JEBAĆ KATY PERRY I ŁYSEGO Z AMAZONA.

#belkotki