Poprzedni weekend było moim drugim w niedługim czasie długim weekendem (see what I did there? xD). Ogarnęłam w jego trakcie mnóstwo ważnych rzeczy: brwi, pazury, wizytę w dobrym papierniku, pierwsze w sezonie espresso tonic i papierową książkę. Tak bym mogła żyć, z dłuższymi weekendami, ale niestety, jeśli to wejdzie, to pewnie nie za mojego życia. Za mojego życia to raczej jednak - z zgrozo - upadek cywilizacji. No nic, tym bardziej trzeba się cieszyć małymi rzeczami.
A w sam weekend, sobota piąteczek, w Bydgoszczu odbył się pierwszy konwent tatuażu!
Oj jak wygodnie, nie musieć lecieć o 7 rano na pociąg, żeby dobrać (rusycyzm świadomie i z premedytacją) się do Poznania!
Bawiłam się świetnie, wspaniale. Impreza mniejsza, więc luźniej, nikt się nikogo nie ocierał losowo, kolejki do artystów też mniejsze. Zrobiłam sobie nową dziarkę, jako i planowałam (co nawiasem mówiąc zakończyło ponad 6 miesięczną posuchę w tej kwestii, wynikającą z innych wydatków).
W ogóle pierwszy raz od prawie 6 lat mogłam teoretycznie oddawać krew (nie wiem czy wiecie, ale my wydziarani jesteśmy brudni i nie możemy przez 6mcy od ostatniej dziary oddawać, co jest tyleż wkruwiające, co bez sensu, bo gwarantuję, że w studiu tatuażu jest czyściej, niż u piguły w przychodni, ale chuj w to, nie mój cyrk, nie moje małpy).
Mam nadzieję, że tę imprezę powtórzą za rok, ale szanse są 50/50, gdyż ponieważ frekwencja była no... Mniejsza pewnie niż się spodziewali. Jakoś nikt nie skleił, że robienie tego W LESIE, do którego dojazd zbiorkomem jest tyleż sporadyczny, co teoretyczny i BARDZO niewygodny dla 95% mieszkańców miasta oraz w weekend, w który odbywa się w centrum miasta konwent fantastyki jest, well, ciekawym pomysłem.
Zdobyłam mnóstwo itemków, pokrwawiłam sobie spodnie, pojadłam zapiekane fyteczki, wytatułowałam coś na skórce od banana - weekend udany.
Załączam zdjęcia dziary. I mnie z moją skórką od banana.
Znośnej środy, u znajomego jest 30cm śniegu, nie mamy tak źle!