Byłam wczoraj w Kinie Żeglarz w Jastarni, prowadzonym przez trzy pokolenia kobiet, które samo w sobie jest klimatycznym i co niezwykłe w tej branży, psiolubnym miejscem. Polecam! 

A film, który mnie tam sprowadził i jeszcze nie chce mi wyjść z głowy to Kneecap. Hip-hopowa rewolucja. (Trochę o fabule, ale nic więcej niż znajdziecie w opisach filmu).

Zaczyna się od głosu z offu jednego z bohaterów: ,,Every fucking story about Belfast starts like this" (wiecie jak, w tle mamy wybuchy i strzały), a on ciągnie dalej ,,but not this one". I rzeczywiście, okazuje, że można ją opowiedzieć inaczej. Otóż śledzimy historię dwóch chłopaków, ubabranych w narkotykowy biznes. Pewnego razu jeden z nich trafia na komisariat i odmawia mówienia po angielsku. Zostaje zatem sprowadzony dosyć przypadkowy tłumacz - nauczyciel muzyki i irlandzkiego. (Jeśli teraz tracicie zainteresowanie, bo spodziewacie się ciężkostrawnej historii, spokojnie, całość podana jest w komediowym i świetnym muzycznie sosie, w stylu lepszym niż Trainspotting).

W notesie chłopaka, który sobie przywłaszcza, pomagając przy okazji zatrzymanemu, znajduje niezłe teksty po irlandzku. Te nie dają mu spokoju i doprowadzają do tego, że jak zarzuca mu potem ktoś, na kryzys wieku średniego, znajduje niecodzienną receptę - proponuje chłopakom nagranie tych kawałków. 

Na nazwę wybierają Kneecap (od strzelania w rzepkę przez republikańskie bojówki). Niełatwo, ale całkiem szybko, trio staje się popularne. Nie wszystkim się to podoba.
 
W tle trwa batalia o nadanie irlandzkiemu statusu języka urzędowego. Aktywiści i politycy nie są przekonani do pisania po irlandzku m.in. o narkotykach i ćpaniu, słowem deprawowania młodzieży. Tej samej młodzieży, która wraz z popularnością zespołu zaczyna się interesować językiem znacznie bardziej niż po średnio porywających czytankach z podręczników, traktujących o kopaniu torfu. Politycy nie są też przekonani do ,,cackania się z językiem, którym w Irlandii Północnej mówi mniej osób niż po polsku".

CD niżej, bo się rozpisałam, sorry!

W głowie tkwią mi też słowa, które wypowiada ojciec jednego z chłopaków (grany przez wspaniale śmiertelnie poważnego i mrocznego, nawet w komicznych scenach, Michaela Fassbendera) ,,Każde słowo wypowiedziane po irlandzku to wystrzelona kula za irlandzką wolność". Uwielbiam słuchać o skutecznej walce słowem o wolność i swoje prawa, a tu, jak się domyślacie, wszystko do tego zmierza.

Niesamowicie ogląda się tę historię, raz wiedząc, że wydarzyła się w dużej mierze naprawdę, a chłopaki z Kneecap grają siebie samych (po trzymiesięcznym kursie aktorskim, ale nie ustępują zawodowym aktorom), a po drugie na oglądając ją na Kaszubach.
I to nie tylko dlatego że Kino Żeglarz zadbało o dobre wprowadzenie w temat, poprzedzając projekcję występem kaszubskiego rapera, Dawida Złego. Ale też, bo od kilku lat mam okazję weryfikować swoje polskie stereotypy o kaszubskim i obserwować walkę o zachowanie tego języka, godność i prawa tych, którzy się nim posługują. I marzy mi się bardzo taka, niekoniecznie hiphopowa, rewolucja na Kaszubach.

PS Kneecap wystąpi na Off Festival, a oprócz nich Fontaines D.C. Będzie bardzo irlandzko i głośno. ❤️
Idźcie, jeśli możecie i na film, i na koncerty!

#kino #kaszuby #film #koncert #muzyka #Irlandia #Kaszëbë

@Roksana
Eja, ale jak już to zapomniałeś o tagu #Kaszëbë
@Aegewsh O, fakt, dzięki.
@Roksana Przepraszam, zapomniałAŚ - mea culpa, zafiksowałem się na tekście i nie zauważyłem kto pisze :)