Powiem Wam, że ostatnio coś nie mam energii. To już nie jest nawet kwestia tego, że jadę na jakiejś rezerwie, po prostu mam wrażenie, że ciągnę wszystko już po prostu z uporu. Najchętniej bym się walnął i przespał tak ze dwa dni cięgiem, ale nie da się, bo praca, bo dzieci, bo Pograne, bo dom i inne obowiązki. Wyczekuję trochę okresu świątecznego, choć wiem, że wtedy też nie wypocznę, ale chociaż od pracy będę miał trochę przerwy.
EDIT: Zapomniałem o hasztagu dla wyciszajacych.