Najciekawsza (no, przynajmniej dla mnie) część wyścigu dobiegła końca - Joasia nie zdecydowała się jechać dalej ze względu na problemy żołądkowe.
To, że nie jest najlepiej, widać było już przed 22, kiedy przyszedł pierwszy sygnał SMS-em, potem była bardzo długa przerwa w Golubiu-Dobrzyniu i ostatecznie kilka kilometrów później ta wiadomość.
Taki względnie krótki wyścig - w założeniu dwie doby - narzuca bardzo wysokie tempo od samego początku - te 30 km/h przez ileś pierwszych godzin to wymóg, żeby zostać w czołówce. Organizm nerwowo reaguje na podawane mu na szybko, w większości słodkie, zawsze bardzo gęste energetycznie rzeczy, a na odrobienie ewentualnej słabości pozostaje niewiele czasu.
Pierwsza nieukończona duża impreza - zawsze musi być taka!