Jakie są dla Was najlepsze, a jakie najgorsze przeczytane przez te pół roki?

U mnie bezapelacyjne najlepiej wypadła seria „Lockwood i spółka”. Tak mi to przypadło do gustu, że żałuję, że jest o tej książkę tak cicho i jest niedoceniana. Sympatyczni bohaterowie, realne relacje i ogólnie taka sympatyczność całej książki. To taka świetna comfort book. Do tego fajnie wykreowany świat. Ogólnie to książka, której może się spodobać dzieciom i dorosłym

#ksiazkarymastodonta #twitteroweksiążkary

Była jeszcze „Cieszę się, że moja mama umarła” i tez jest to rewelacyjna książka, którą ciężko oceniać i ciężko o niej mówić, bo porusza trudne tematy, ale warto przeczytać.
I „Ballada o nieszczęśliwej miłości” to tez dla mnie 10/10. Jak ja się wciągnęłam! I jakie zajebiste było to zakończenie.

A najgorzej wypadło „Cigarettes&coffee” - rany… jakie to było nudne, nieciekawe. Bohaterowie bez charakteru, brak chemii między nimi. fabuła najzwyklej w świecie nudna

@mysliwylatujace "Stoner" Williamsa mnie poruszył, a "Gogolowe disco" Matsina zszokowało nudą.
@mysliwylatujace najlepszych mam kilka: Lustrzanna (1 tom to "Zimowe zaręczyny"), Dewabad (1 tom to "Miasto mosiądzu") czy chociażby "Mężczyzna imieniem Ove". Najgorsza jest tylko jedna: "Ludzie na drzewach", to pierwsza książka w moim życiu, której dałam 1 gwiazdkę, gdybym mogła dałabym 0, nic wcześniej mnie tak nie wkurzyło jak ten jeden koszmar 🙈