W całej tej dyskusji o istnieniu bądź nieistnieniu zjawiska "cancel culture" prawicowcy przywołują ciągle te same postacie typu J.K. Rowling, czy Jordan Petersone które rzekomo zostały totalnie scancelowane tyle że te osoby cały czas sprzedają książki, są zapraszane na odczyty i gwiazdorzą w mediach a zatem nie zostały scancelowane.
Jeśli w ogóle można mówić o czymś takim jak "cancel culture" to w zasadzie jest tylko jedna osoba, którą faktycznie to spotkało.
Jeśli w ogóle można mówić o czymś takim jak "cancel culture" to w zasadzie jest tylko jedna osoba, którą faktycznie to spotkało.
