Wiecie co jest najbardziej irytujące w tych cudownych radach typu "Masz depresję? Uprawiaj sport! Odżywiaj się zdrowo! Medytuj! Zmień priorytety!"? Bynajmniej nie to, że tego typu teksty nie odróżniają gorszego nastroju od ciężkiej psychotycznej depresji, w której człowiek nie ma nawet siły wstać z łóżka.
Nie chodzi też o to, że można przez 20 lat dość regularnie uprawiać sport, jeść warzywa, medytować, czytać Junga, priorytetyzować sobie strefy komfortu itp. itd., a i tak to wszystko nie pomaga, nawet przy lekkiej i umiarkowanej depresji, przy której wg tych badań naukowych przecież powinno pomóc lepiej niż leki.
Nawet nie to, że człowiek po raz kolejny słyszy te mądre rady o uprawianiu sportu, medytacji i witaminkach i widzi, że nie działa, to zaczyna myśleć, że jednak coś jest z nim naprawdę nie tak, skoro te super skuteczne i dostępne za darmo metody nie działają, to znaczy że jest jakoś życiowo spierdolony i to jego wina. Co oczywiście tylko pogarsza depresję.
Irytujące jest to, że te wszystkie komunikaty utrwalają stereotyp ludzi z depresją jako śmierdzących leni, którym nie chce się pracować, uprawiać sportu, tylko jak jacyś idioci chcą się truć jakimiś uzależniającymi produktami Big Farmy i oczekują zasiłków. To zaś z kolei ma wpływ na to jak postrzegają cię znajomi, rynek pracy i na to jak kształtowana jest polityka państwa w stosunku do psychiatrycznej opieki medycznej, pomocy społecznej, edukacji, mieszkalnictwa i wszystkiego co ma wpływ na twoje życie.
Depresja tych wszystkich złotych radach jest traktowana indywidualny wybór i złe cechy charakteru. Nie trzeba się zatem przejmować jakimiś traumami, przemocą, biedą, wykluczeniem społecznym i innymi wymysłami lewaków. Nie trzeba tez inwestować w profesjonalną opiekę medyczną skoro wystarczy sobie pobiegać, pomedytować i zjeść awokado.
