Gdy podczas zimowej wyprzedaży na steam, moją uwagę przykłuło Wanderstop, nie namyślałam się długo - piję 5+ kubków herbaty dziennie, więc gra o prowadzeniu teashopu brzmiała zachęcająco.
Gra opowiada historię Alty, wojowniczki, która wygrywała wszelkie możliwe turnieje, przez lata nie przegrała żadnego pojedynku… aż pewnego dnia przegrywać zaczęła. Nie będąc w stanie zrozumieć, co się dzieje, postanowiła udać się na trening do legendarnej mistrzyni miecza, ale w drodze przez magiczny las miecz zaczął jej ciążyć, na tyle że nie była go w stanie podnieść, a sama straciła przytomność. Obudziła się na polanie, na której znajduje się herbarciarnia Wanderstop, właściciel której, Boro, oferuje Alcie pracę do czasu, gdy ta będzie w stanie znowu podnieść swój miecz. Czytając ten opis, zapewne zorientowaliście się, że pod plakietką „cozy” kryje się tutaj historia o wypaleniu, traumie i cierpliwości w uczeniu się odpoczynku.
W jednej recenzji przed zakupem przeczytałam poradę w stylu: „Ta gra nie jest dla każdego… Spróbuj demo i jeśli z Tobą zaklika, kup pełną wersję”. Mechaniki bywają clunky, a narracyjnie niektóre ścieżki prowadzą do nikąd (co wielu osobom nie odpowiadało), ale dla mnie to było na tyle katartyczne doświadczenie, że wybaczyłabym tej grze dużo więcej.
#gry #wypalenie #uwielbiam-boro

