#Adwent_Z_Duchami Dzień 23! 👻🎄
Trochę nieoczekiwanie dla mnie w audycji dużo miejsca poświęciłam powieści Bory Chung "Sny umarłych". Nie chcę za dużo zdradzić przed jutrem, więc nie omówię jej w tym poście dokładnie... mogę wam za to powiedzieć, jakie wywołała we mnie uczucia.
Być może miało na nie wpływ moje błędne przekonanie, że "Sny umarłych" to young adult. Skąd ono się wzięło? Może przez tę okładkę, która strasznie mocno się kojarzy z polską okładką powieści "Babel" R. F. Kuang? (Znakomite, ale nadal YA). Nie wiem. Opis od wydawcy w sumie tego nie potwierdza, choć też nie zaprzeczam.
Spoiler: TO NIE JEST POWIEŚĆ YOUNG ADULT. ANI, KURDE, TROCHĘ.
Ta historia jest tak ciężka, i to na wielu poziomach... Po pierwsze, przedstawione w niej duchy naprawdę przerażają. Po drugie: rozwiązanie ich zagadki to paliwo na wewnętrzną mizantropię (a jak jeszcze się doczyta, że inspiracja wyszła z prawdziwego zdarzenia... Oj). Po trzecie: oprócz historii o duchach mamy jeszcze drugi wątek, wątek Seong-yeon, kobiety, która też egzystuje w przestrzeni pomiędzy życiem a śmiercią, choć na innych zasadach, niż Tae-gyeong, nasze medium spirytystyczne i chyba główna postać powieści. Tę dwójkę łączy pewna niezwykle żarliwa, ale też... Niezbyt zdrowa relacja. Czytanie o niej przypomina dostawanie na zmianę w żołądek i twarz.
Bora Chung świetnie pisze, ale kurde, pierwszą moją reakcją po skończeniu "Snów umarłych" było: "...ja nie chcę tego mieć w domu". Tak bardzo bolało przeżycie tego do końca. Pożyczyłam więc mamie z cichym postanowieniem, by się o nią nie upominać 😅 Ale potem zdałam sobie sprawę, że pewne jej aspekty idealnie ilustrują pewną teorię, która do mnie przemawia, więc... No cóż, wróciła na półeczkę. Nie wiem, ktoś chce? Zachęciłem? Czy niekoniecznie? 🤭
Więcej już jutro o 21 w @radiokapital !