Muzyczne Konstelacje: jak Danuta Rinn pomogła mi odnaleźć szczęście.
Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy,
mmm, orły, sokoły, herosy!?
Gdzie ci mężczyźni na miarę czasów,
gdzie te chłopy!? – Jeeeee!
Dookoła jeden z drugim jak nie nerwus, to histeryk,
drobny cwaniak, skrzętna mrówa, niepoważne to, nieszczere.
Jak bezwolne manekiny przestawiane i kopane,
gęby pełne wazeliny, oczka stale rozbiegane.
Bez godności, bez honoru, zakłamane swoje racje
wykrzykuje taki w domu śmiesznym szeptem po kolacji,
śmiesznym szeptem po kolacji, śmiesznym szeptem po kolacji…
Gdzie ci mężczyźni . . .
Bojownicy spraw ogromnych, owładnięci ideami
o znaczeniu wiekopomnym, i wejrzeniu, jak ze stali.
Gdzie umysły epokowe, protoplaści czynów większych,
niż pokątne, zarobkowe kombinacje tuż przed pierwszym.
Nieprzekupni, prości, zacni, wielkoduszni i szlachetni.
Gdzie oni, gdzie tytany woli, czynu, intelektu,
woli, czynu, intelektu, woli, czynu, intelektu…?
Gdzie są prawdziwi mężczyźni tacy,
mmm! orły, sokoły, bażanty?
Gdzie ci mężczyźni – u-u-u – na miarę czasów,
gdzie te franty – jeeeeee!
Gdzie, gdzie, gdzie, gdzie!?
Nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma,
nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma,
nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma…
Od autorki (2026): Ten tekst napisałam w marcu 2009 roku na swoim dawnym blogu. Minęło 17 lat. Świat zalały aplikacje randkowe, algorytmy AI , zalew informacji, niepokoje społeczne oraz nowa plaga emocjonalnej pustki, a ja patrząc na to z dzisiejszej perspektywy, widzę, że moje słowa sprzed lat nie zestarzały się ani o dzień. Zmieniła się tylko jedna rzecz – dziś już nie pytam nikogo z lękiem, czy moje wymagania są za wysokie. Dziś wiem, że były jedynym słusznym radarem. Czystą koniecznością. Zapraszam Was w podróż do moich publicystycznych korzeni.Będzie niezwykle lekko, krótko, głęboko, nostalgicznie, literacko i z humorem.
Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy?
Wokół nas kręci się mnóstwo „podróbek” mężczyzn, którzy mienią się mianem człowieka z zasadami, z honorem, potrafiącego kochać. Niestety, rzeczywistość bywa brutalna. Szybko okazuje się, że to tylko puste słowa, a pod płaszczykiem rzekomej dojrzałości kryje się egoizm i chęć zaspokojenia własnych zachcianek. Najgorsze jest to, że tacy ludzie potrafią w perfidny sposób wykorzystać kobiecą dobroć, wrażliwość, otwartość, empatię i zaufanie. Mówią „kocham” tylko po to, by osiągnąć swój cel, a potem zostawiają po sobie emocjonalne zgliszcza. Prawdziwy mężczyzna to nie ten, który ma „mózg Dody” i potrafi jedynie błyszczeć w towarzystwie, ale ktoś, dla kogo słowo „honor” i „szacunek” do kobiety mają realne znaczenie. Ktoś, kto potrafi wymówić imię kobiety z dużej litery, nie tylko na papierze, ale przede wszystkim w codziennym życiu, okazując jej należny szacunek. Czasami zastanawiam się, czy moje wymagania nie są zbyt wygórowane, czy nie cierpię na jakąś odmianę „krótkowzroczności”, szukając kogoś, kto po prostu będzie człowiekiem w pełnym tego słowa znaczeniu. Przecież ja musiałam zawsze liczyć tylko na siebie, a prawdziwy mężczyzna kojarzy mi się z Kimś, przy kim kobieta czuje się bezpieczna, rozumiana, akceptowana, pożądana i kochana mimo upływającego czasu.
Czy to naprawdę tak wiele? Czy to naiwność z mojej strony, że nie chcę zadowalać się byle czym, że wolę być sama, niż trwać w relacji, która jest tylko imitacją bliskości? Prawdziwa miłość i dojrzałość to nie jest towar deficytowy, na który mogą pozwolić sobie tylko nieliczni. To powinien być standard. Gdzie więc podziali się ci mężczyźni, którzy potrafią unieść ciężar odpowiedzialności za drugiego człowieka, zamiast uciekać przy pierwszej lepszej okazji?. Tak pisała przed laty Onetowska Contessina, która umiejętność przyciągania niewłaściwych mężczyzn miała opanowaną do perfekcji. Nie były to łatwe czasy. W nikim nie miałam oparcia, nikomu nie mogłam zaufać, bo zawsze źle się to dla mnie kończyło. Dziś jest zupełnie inaczej. Jestem spełnioną, pełną radości mężatką, która z wielką nostalgią wspomina emocjonalne rozterki z przeszłości. Dziś patrzę na te sprawy zupełnie inaczej. Teraz to mężczyźni coraz częściej płaczą na forach: ,,co się stało z tymi kobietami, do jasnej cholery?”. Siedze przed monitorem z kubkiem aromatycznego kakao i czytam niektóre stare teksty i nie mogę się nadziwić, gdyż już wtedy opisywałam niezgrabnie mechanizmy toksycznych relacji. To naprawdę niesamowite. Ta esencjonalna mądrość od zawsze mieszkała we mnie.
Ten powrót do zapisków sprzed siedemnastu lat to coś znacznie więcej niż zwykły, sentymentalny spacer po zakamarkach starego twardego dysku. To fascynujący dowód na to, że nasza wewnętrzna, esencjonalna mądrość oraz intuicyjny kompas moralny mieszkają w nas od zawsze – nawet wtedy, gdy brakuje nam jeszcze dojrzałości, by precyzyjnie nazwać przeżywany ból. Przejście od zagubionej, piszącej z głębi samotności Contessiny do dzisiejszej, spełnionej kobiety pijącej spokojnie kakao, pokazuje nam niesamowitą dynamikę osobistej ewolucji. Cieszę się ogromnie, że nie powtórzyłam schematu z domu rodzinnego. Wybrałam mężczyznę, który w niczym nie przypomina mojego oschłego, egocentrycznego, niedostępnego emocjonalnie ojca. To właśnie deficyt ojcowskiej miłości sprawił, że wchodziłam w toksyczne układy. Jeśli więc jesteś singlem/ singielką, a chcesz się z kimś związać, przyjrzyj się tej osobie dobrze. Bo może jest odbiciem twojej matki (lub ojca).
Dzisiejszy świat, zniekształcony przez algorytmy aplikacji randkowych, sztuczną inteligencję, wieczny szum informacyjny i narastającą plagę emocjonalnej pustki, udowadnia, że tamte bolesne diagnozy ani trochę się nie zestarzały. Zmieniły się jedynie role w tym odwiecznym teatrze relacji, w którym zmęczeni i zagubieni mężczyźni coraz częściej przejmują na forach dawny głos zranionych kobiet. Najważniejsza lekcja, jaka płynie z tej siedemnastoletniej klamry czasu, to ta, że z każdych emocjonalnych zgliszcz i samotności można wyjść z podniesioną głową, budując wokół siebie nienaruszalną, bezpieczną twierdzę. Dojrzała miłość, oparta na emocjonalnej stałości, absolutnym szacunku dla wzajemnej suwerenności oraz bezwzględnej spójności słów z czynami, nie jest towarem luksusowym dla wybranych – jest niezbywalnym standardem, z którego nigdy nie wolno rezygnować. Warto ufać swojemu wewnętrznemu głosowi i bezkompromisowo chronić własne granice, ponieważ rezygnacja z siebie w imię kiepskich imitacji bliskości zawsze kosztuje zbyt wiele. Oryginały naprawdę istnieją, a nagrodą za cierpliwość i wierność własnym zasadom jest święty spokój, w którym Twój układ nerwowy może wreszcie bezpiecznie odpuścić cały pancerz i poczuć się jak w domu.
https://www.youtube.com/watch?v=3WTmobbdiTw
#DanutaRinnGdzieCiMężczyźni #dlaczegoPrzyciągamNiewłaściwychMężczyzn #jakNiePowielaćSchematówZDomuRodzinnego #jakPrzeszłośćWpływaNaWybórPartnera #jakRozpoznaćToksycznąRelację #jakZbudowaćPoczucieWłasnejWartości #kultura #LaboratoriumMyśliJoanny #muzyka #relacje #Wordpress #wpływNiedostępnegoOjcaNaZwiązki