Jeśli w jakimś meczu mówi się, że jakaś drużyna wygrała zasłużenie, to właśnie w takim. Seahawks wygrali zdecydowanie, bo dominowali rozgrywkę. Przyznaję, że nie śledziłem uważnie sezonu NFL, więc pewne aspekty były dla mnie zagadką, ale widzę, że Sam Darnold już tylko czasem widzi duchy i mimo że nie zagrał idealnie, to na tyle dobrze, że przebił dość nieszczęśliwą ofensywę Patriots. Drake Maye starał się, ale widać, że brakowało doświadczenia, a O-line zdecydowanie nie pomagała.
Inna sprawa, że obrona Seahawks to był pogrom i pokaz siły, szczególnie w obrębie Front Seven. Nie bez powodu Maye nie miał czasu na rzut, był powalany, podbijany, przechwytywany itd. Chłopak był tak zrozpaczony, że nawet ten shovel pass do Stevensona w końcówce był na słowo honoru. I nie dziwię mu się - młody jest, jeszcze ma czas, a już pokazał dużo.
Z kolei Patriots miało niesamowitego Gonzaleza, który bardzo efektownie zapobiegał podaniom do receiverów Seahawks - bardzo miło się to oglądało na skrócie. Chciałbym wyróżnić też obu running backów (Walker w SEA i Stevenson w NE), a także puntera Seattle, Dicksona, który dwa razy kopnął tak, że nie było co zbierać.
W sumie to nawet lepiej oglądało mi się skrót niż siedziało w nocy na meczu, tylko trzeba uważać rano na spoilery :P