Czytając kolejne teksty pozytywnej psychologii, słuchając kolejnych podcastów prowadzonych przez terapeutów... co chwile łapię się na tym, że zastanawiam się jakby to było "spróbować żyć", a nie egzystować, "chwycić dzień" albo "zdać sobie sprawę z własnych zasobów", ewentualnie "zbliżyć się do innych".
Na szczęście potem wystarczy jedno spojrzenie na "przyjazną" twarz przedstawiciela mojego gatunku i wiem, że to wszystko bzdury.