nie dyskutuję na tematy światopoglądowe, wolę zajmować się przeżywaniem życia. kocham wracać do tego, co kocham i zakochiwać się w tym na nowo. lubię to, co znam i znam to, co lubię.
Trzeci, ostatni obraz, to już zejście na ziemię, choć nadal w ekstazie. Zostawiam tu koronkowy czepek Margarety van Eyck, nie wdając się w rozważania na temat jej urody. Co za koronka!
klik klik:
https://www.museabrugge.be/en/collection/work/id/0000_GRO0162_I
5/5
Drugi to - pozostając w obszarach sacrum (ostatecznie sztuka sama w sobie, przynajmniej taka, jaką i przez sposób, jak ją przeżywam, jest sacrum) - szata świętej Katarzyny na dyptyku Memlinga z Janem Chrzcicielem i świętym Janem. Kiepską śmierć Katarzyna miała, ale za to malarz niezwykle gustownie ją ubrał. Sama chętnie założyłabym takie fatałaszki w ponury, jesienny dzień. Tylko butów do nich nie mam.
klik klik: https://www.museabrugge.be/en/collection/work/id/O_SJ0175_I
4/...
Pierwszy to misterne liście na obrazie Madonny ukoronowanej przez Anioły - anonimowego malarza zwanego - uwaga: Mistrzem Haftowanego Listowia (kto by pomyślał, prawda?).
Siedziałam, kontemplowałam, pal sześć tę Madonnę (twarz zerżnięta z van der Weydena - o którym polecam, mimo wszystko, poczytać u Łysiaka, bo tak, jak on pisał o malarstwie, nikt przedtem ani potem nie napisał), anioły, ale te ornamenty! Tak, ekstaza.
Tu sobie można poklikać i pokontemplować:
https://www.museabrugge.be/en/collection/work/id/0000_GRO1660_I
3/...