Parę gorzkich słów na temat udaremnionej przedwczoraj próby dzikiej eksmisji. Pomimo tego że w ostatecznym rozrachunku napastnicy w eskorcie policji opuścili mieszkanie poszkodowanej trudno mówić o jednoznacznej wygranej. Po 12 godzinach przetrzymywania, terroru, zastraszania, obojętności policji, rękoczynów i gróźb (na przykład jeden z napastników w towarzystwie policji powiedział że chce, aby wszyscy opuścili mieszkanie żebym mógł zostać z tą panią "sam na sam"), policja najpierw ustaliła z bandziorem warunki dzikiej eksmisji, po czym zmusiła lokatorkę do podpisania "porozumienia", w ramach którego zrzeka się ona okresu wypowiedzenia i wyprowadzi się z końcem miesiąca. Policja wzniosła wielki krzyk na propozycję wpuszczenia do mieszkania prawnika, z którym lokatorka mogłaby uzgodnić treść pisma – oczywiście prawnik wymagałby w pierwszej kolejności usunięcia przestępców z domu poszkodowanej, a następnie stworzenie jej warunków, w których mogłaby wszelkie porozumienia podpisywać (lub nie) z własnej nie przymuszonej woli. Chociaż porozumienie podpisane w takich warunkach nie ma żadnej mocy prawnej, to lokatorka faktycznie nie chce przebywać w tym mieszkaniu dłużej ponieważ działania policji udowodniły jej że nie może czuć się bezpieczna i mając na względzie swoje zdrowie fizyczne i psychiczne i tak musi niezwłocznie to miejsce opuścić. Na zawsze jebać niebieską mafię, zapamiętaj ten dzień bandyto w mundurze, gdy lud przejmie władzę zawisniesz na sznurze!