Dobra, sam nie wierzę w swoje szczęście.
To na zdjęciu to oczywiście telewizor. Nawet nie za nowy. Ale rzecz w tym, że jeszcze parę tygodni temu stał u mnie pod śmietnikiem, wyniesiony przez spółdzielnię podczas remontu jednego z mieszkań - ot, pozostałości po somsiedzie. I mókł na ulewnym deszczu cały dzień, dopóki go nie wyhaczyłem. Użyłem całego uroku osobistego na żonie, żeby mi pomogła wtargać tego 55-calowego bydlaka do mieszkania. Pomógł argument, że skoro spaliśmy w łóżku z butlą z CO2 i wielkim kabaczkiem (nie pytajcie, albo... i tak wiem że zapytacie...), to TV pod ścianą, po mojej stronie łóżka, będzie mniej inwazyjny.
Prawdę mówiąc, nie liczyłem na cokolwiek. Ale postał w domu, wysuszył się, odpaliłem... nie działa. Spoko, tego się spodziewałem. Telewizor na łóżko, śrubokręty i multimetr w ruch.
Zauważyłem, że po podpięciu do laptopa przez HDMI jest wykrywany przez system, a złącze optyczne daje światło - znaczy są oznaki życia. Ale nie było obrazu.
Internet na pomoc - i tutaj podaję użyteczną podpowiedź. Jeśli macie taką sytuację jak ja, weźcie drania do ciemnego pomieszczenia (łazienka itp.), odpalcie i poświećcie mocną latarką na ekran. Jeśli przy patrzeniu z kilku cm widać słabiutki obraz (a la rozładowujący się zegarek LCD) to padło podświetlenie ekranu. I tutaj zaliczyłem pierwsze trafienie.
Teraz są dwie drogi: jeśli podświetlenia nie ma wcale albo uruchamia się na chwilę - winny jest sterownik LED. Jeśli jest, ale nierównomierne - padły same taśmy LED. Druga opcja jest gorsza, bo taśmy są w module ekranu, prawie nienaprawialnym w domowych warunkach (na aliexpress są zamienniki do wielu modeli, ale dostanie się do środka wymaga bardziej profesjonalnych narzędzi, umiejętności i DUŻO miejsca). Ja zaliczyłem drugi szczęśliwy traf - w ciemności zauważyłem, że po włączeniu podświetlenie miga na ułamek sekundy i gaśnie.
Czyli winny jest układ sterujący LEDami.
Dalej było prosto - zamówić płytkę, wymienić, skręcić całość. I na razie działa :) #elektronika #righttorepair #upcycling #złomologia