Parę zdań (i parę zdjęć) o (z) Mystic Festivalu [1/...]
Piątek w deszczu, jak to na Mystic Festivalu xD
Gatecreeper w deszczu - bardzo fajnie, energia, trochę łomotu, trochę "szwedzko", Park Stage wydało się głośniejsze niż rok temu - po raz pierwszy i zdecydowanie nie ostatni
Black Tusk w deszczu - dobry sludge z przytupem, na cztery wokale (ze wskazaniem jakościowym na jadowicie punkowy wokal perkusisty i przyzwoity ryk gitarzysty z prawej strony)
Benediction w deszczu - czułem się satysfakcjonująco rozwalcowany, nawet jeśli Park Stage dawała się we znaki, chwilami przebijając się na Desert nawet w czasie grania (sic)
Death to All w deszczu, przez kilka numerów - Hoglan zasypiał za perkusją, DiGiorgio ma fajny, trójstrunowy fretless, i tyle mam do powiedzenia na temat tego koncertu
Down w deszczu - czyli jedyna wizyta pod główną sceną - poza takim sobie nagłośnieniem wokalu, elegancko. Młyn w nowoorleańskim bagnie całkiem okazały. Na końcu działy się dziwne rzeczy, a osób, które przewinęły się przez scenę i zamieniały za instrumentami, nie zliczę.
Electric Wizard w deszczu i Today is the Day pod dachem - tylko rzuciłem uchem; rozumiem entuzjastyczne opinie, choć z tyłu B90 TITD brzmiało dziwnie (podobno pod sceną super)
Film Xtro w VHS Hell - jezu…
I to tyle, bo siedem godzin deszczu było wystarczające.
🌱








