Parę zdań (i parę zdjęć) o (z) Mystic Festivalu [1/...]

Piątek w deszczu, jak to na Mystic Festivalu xD

Gatecreeper w deszczu - bardzo fajnie, energia, trochę łomotu, trochę "szwedzko", Park Stage wydało się głośniejsze niż rok temu - po raz pierwszy i zdecydowanie nie ostatni
Black Tusk w deszczu - dobry sludge z przytupem, na cztery wokale (ze wskazaniem jakościowym na jadowicie punkowy wokal perkusisty i przyzwoity ryk gitarzysty z prawej strony)
Benediction w deszczu - czułem się satysfakcjonująco rozwalcowany, nawet jeśli Park Stage dawała się we znaki, chwilami przebijając się na Desert nawet w czasie grania (sic)
Death to All w deszczu, przez kilka numerów - Hoglan zasypiał za perkusją, DiGiorgio ma fajny, trójstrunowy fretless, i tyle mam do powiedzenia na temat tego koncertu
Down w deszczu - czyli jedyna wizyta pod główną sceną - poza takim sobie nagłośnieniem wokalu, elegancko. Młyn w nowoorleańskim bagnie całkiem okazały. Na końcu działy się dziwne rzeczy, a osób, które przewinęły się przez scenę i zamieniały za instrumentami, nie zliczę.
Electric Wizard w deszczu i Today is the Day pod dachem - tylko rzuciłem uchem; rozumiem entuzjastyczne opinie, choć z tyłu B90 TITD brzmiało dziwnie (podobno pod sceną super)
Film Xtro w VHS Hell - jezu…
I to tyle, bo siedem godzin deszczu było wystarczające.

#mysticfestival #muzykametalowa #mysticfestival2026

[2/...]

Sobota bez deszczu - znacznie przyjemniejsza.

Yoth Iria - satysfakcjonujące melodyjne blackowe granko dla tych, którzy nie widzieli Rotting Christ dzień wcześniej ;) - było super kiedy nie wyświetlali tekstów xd
Acid King - znaczy aaaciiiid kiiiing - bardzo wolno, bardzo przyjemnie i przestrzennie, z często zawiewającymi obłokami marihuanowego dymu, choć ponownie Park Stage dała się we znaki i chwilami mieliśmy mashup Acid King i Evergrey
Martyrdod przez chwilę, w drodze na Void - od razu słychać, że lewaki ;) fajnie poddbeatowane, ale chciałem zająć dobre miejsce na:
Youth Code - dla mnie koncert festiwalu; znając nagrania nie spodziewałem się aż takiego ciosu na żywo. EBM, ale mocno podkręcony, wręcz do okolic ATR-owskiego digital hardcore. Sara wypluwała płuca, Ryan wypluwał płuca, dodatkowo wokalistka - odziana w t-shirt Janet Jackson - a to się wdrapała na kontenerową ścianę przy scenie, a to weszła w publiczność, a to sobie rozbiła czoło i napluła w twarz, takie tam typowe zachowania wegańskiej instagramerki xd Ale poważniej - mało która metalowa załoga dostarczyła na Mysticu taką energię i brutalność - nabyty jeszcze przed koncertem tshirt (w sumie jedyna ładna rzecz na merchu tego dnia xd) będzie miłą pamiątką
Scour - gdybym nie był moment wcześniej na Youth Code, to pewnie byłbym pod bardzo dużym wrażeniem okołoblackowej supergrupy, a tak - byłem pod całkiem dużym ;) Stylowy wygląd (nawet Philip H. Anselmo ubrał się jak na kolację przy czarnych świecach, a i wokalnie przekonał mnie w tej wersji bardziej niż w Down), granie z klasą (co ten Jarvis na perkusji to ja nawet nie) - przy takim doświadczeniu muzyków trudno się dziwić, ale też elementy inside joke'ów w postaci zaprzyjaźnionych muzyków uzupełniających co chwila zapas kostek na statywie mikrofonowym basisty, który to basista wspomniane kostki z lubością rozrzucał - Kirk Windstein w roli roadiego to widok dość sympatyczny ;)
#mysticfestiwal #muzykametalowa #mysticfestival2026

[3/3]

Monkey3 - grali "Echoes" na zmianę z "Comfortably Numb", o takie Pink Floyd w domu nic nie robiłem - piękny psychodeliczny koncert przy zachodzącym słońcu na wypchanej małej scenie
Mastodon - jedząc pyszny bowl od Dobrej Kalorii widziałem na telebimie, że Dailor ma fajną koszulkę Black Abbath; a poza tym festiwal wymaga czasem trudnych wyborów ;)
Hulder - może trochę za mało "zimne", ale fajne blackowe granie, wokalistka - choć bardziej statyczna niż Sara z YC - trzymała poziom ekstremalnych wokali na scenie Void
Gaahls Wyrd - Wydrę widziałem w Progresji na większej scenie, z bardziej spektakularną oprawą - wrażenie było bardziej "estradowe" (w pozytywnym tego słowa znaczeniu); w B90 koncert bardziej duszny, ale i bardziej "true". Gaahl snuł się w oparach dymu, przeciskając się między instrumentalistami to z jednej, to z drugiej strony, wokalnie super (może z wyjątkiem niepodociąganych falsetów, ale widać było, że trochę walczy z odsłuchem dousznym), kto w połowie poszedł na Behemotha ten trąba
Frog Leap - nadal unikając Behemotha - w konwencji internetowego żartu jest spoko, w konwencji koncertowej na chwilę może być (królik zdecydowanie ubogacał show), całość to pewnie byłoby dla mnie zbyt wiele, więc udałem sie na:
The Gathering - głównie w repertuarze z Mandylion - piękna sprawa, Anneke wyciągała górki bez większych trudności, muzycy zasadniczo dawali radę ze swoimi starymi partiami super, klimat 100% a wizualizacje ładne i nietandetne. W konwencji "granie zarobkowe dla sentymentalnych metali" wypadają znacznie lepiej niż Tiamat. Godne zamknięcie festiwalu (i stoczniowej jego epoki).

Sporo sympatycznych spotkań z dobrymi ludźmi - dłuższych, krótszych i w przelocie, tylko ze zbiciem piątki. Skandaliczny brak Warzywiny (ale na szczęście były inne roślinne opcje, a i sąsiednia 100cznia zapewniała godne wyżywienie). Frekwencja trochę za duża jak na dotychczasowe miejsce, więc rozumiem decyzję o przenosinach, ale tego klimatu raczej przenieść się nie da.

#mysticfestival #muzykametalowa #mysticfestival2026