Palacze, ech.
Zawsze dumni z siebie, 偶e nie pal膮 "w 艣rodku". Za to tylko wyjd膮 na "艣wie偶e powietrze", to hulaj dusza, piek艂a nie ma.
I tak sobie pal膮 metr od ciebie. Albo nawet troch臋 dalej, ale pod wiatr. Albo pod twoim oknem. Albo id膮c chodnikiem, skazuj膮c wszystkich, kt贸rzy id膮 za nimi. Albo stoj膮c na "czerwonym" (plaga w miastach!). Albo przy wej艣ciu na stacj臋 (tu Pozna艅 G艂贸wny ma zaszczytne miejsce, ustawiaj膮c strefy dla palaczy po obu stronach wej艣cia). Albo pod wiat膮, w czasie deszczu. Nawet nie b臋d臋 m贸wi艂 o tych 艣wi艅stwach, kt贸re potem roznosz膮 na ubraniach.
I oczywi艣cie nigdy, ale to nigdy, nie mog膮 wrzuci膰 peta do 艣mietnika, obok kt贸rego stoj膮. To kwestia honoru, 偶eby wyl膮dowa艂 na ziemi, na chodniku, na torach, w rowie, w studzience kanalizacji deszczowej.
A na koniec jeszcze stanie taki dumnie, i stwierdzi, 偶e palenie wcale nie szkodzi, bo on nie ma raka (cho膰 nigdy si臋 nie bada艂), a kto艣, kto nigdy papierosa nie zapali艂, ma. I najlepiej jeszcze tym odkrywczym stwierdzeniem buchnie mu w twarz!