W tejże chwili pośliznąłem się, grzmotnąłem o schody i zaimprowizowałem zadkiem po stopniach niezapomniane staccato, coś jak impromptu na ksylofonie, bo schody były z drewna na szczęście, a wyślizgane, jakby wędrowały nimi pielgrzymki do Grobu Pańskiego. To przez te łzy tak się pośliznąłem, wzrok mi zaćmiły, z czego wniosek - nie trzeba płakać nad historią, bo tym mocniej kopnie cię w tyłek.

Obłęd. Jerzy Krzysztoń

@ksiazki
#ksiazki