@wariat
Media, co do zasady, w materii internetowej były "głupie". Czasem dlatego, że komponent białkowy klepiący teksty mocno się czymś zachwycał. Ale często dlatego, że dział reklamy przynosił informację "po X, Y i Z nie jeździmy, bo oni nam dają kasę".
Poza tym fajnie się chodziło na konferencje prasowe do BigTechów i przynosiło gadżety, których nikt inny nie miał. Jak jest się z branży IT, to takie rzeczy specjalnie nie robią, ale jak się jest spoza tej branży, sytuacja wygląda inaczej.
Chyba w 2008 była w Warszawie jakaś konferencja dotycząca Google Transit i pamiętam, że sporo osób mi gadżetów zazdrościło, chociaż serio nie pamiętam już, co wtedy dawali. Na pewno nic szczególnie wartościowego, ale też to było raczej spotkanie dla IT, które mogłoby kogoś zainteresować tematem lub miałoby to wdrażać.
Słyszałem jednak o konferencjach, na których można było znaleźć laptop. Nie każdy go dostawał, ale kto dostał, źle nie pisał. A gdyby ktoś uważał, że to niemożliwe, to mamy nie tak znów stary tekst (2021) zatytułowany "Gadżety reklamowe na konferencję prasową – na co są łasi dziennikarze?". Obstawiam, że to nie jest jedyny taki tekst, a w działach PR BigTechów nie tylko znają to na pamięć, ale i budżet roczny jest odpowiednio przygotowany.
@p357
Tak, ale nie do końca. Najpierw przejęli FeedBurnera i niby popularyzowali RSS, ale grzebanie przy nim zaczęli już w 2011 - w maju ogłosili, że API jest przestarzałe, w październiku 2012 zostało wyłączone. Było to przygotowanie pod zamknięcie Google Readera, które ogłoszono w marcu 2013.
[Odtworzona wersja istnieje do dziś: https://www.theoldreader.com/en/ - ale nie korzystałem.]
Powody zamknięcia były tradycyjne: zmniejszająca się liczba użytkowników i chęć skupienia się na innych produktach. Wszystko jednak wskazuje na to, że chciano tych ludzi przekierować do Google Plus, żeby tam się dzielili linkami i treściami.
@mason
Nie tyle społecznościówki jako takie, co BigTechy. W tamym okresie mieliśmy odwrót od otwartych standardów na rzecz budowania zamkniętych środowisk. Oczywiście wszystko działo się stopniowo, w ramach gotowania żaby. Część osób pamięta, że przecież dawało się podpiąć RSS do Facebooka, żeby publikował wpisy z blogaska. Potem zaczęto to stopniowo utrudniać, aż wreszcie wyłączono.
Zresztą z tym kierowaniem ruchu ze społecznościówek na WWW było podobnie. Na początku proszę bardzo, automatyzacja, wsparcie i tym podobne. Dziś publikowanie na FB wpisu z linkiem jest karane obniżeniem widzialności, trzeba dawać link w pierwszym komentarzu. Łaskawie link w komentarzu jest, póki co, wciąż klikalny.
Dlatego nie zgodzę się z tą naturalnością spadku znaczenia RSS. Zostaliśmy z premedytacją tego pozbawieni. Również dlatego, że nie powinniśmy prowadzić blogasków czy małych serwisów, BigTechy uznały, że wszystko powinno być na FB czy G+. Różnica jest taka, że Google nie potrafiło wypromować G+, więc mamy monopol FB.
@wolnelewo