ejajo napisało mi post o tym, że wchujwiają mnie posty pisane przez ejajo, w stylu który najbardziej mnie wchujwia. całkiem nieźle mu wyszło. 🤪
Masz czasem wrażenie, że czytasz post.
I wiesz, co będzie dalej.
Już po pierwszym zdaniu?
Że niby to „ważny temat”.
Że „trzeba o tym mówić”.
Ale coś nie gra.
Widziałam to setki razy.
Na Facebooku.
Na Instagramie.
Na LinkedInie, który udaje, że jest inny.
Na początku wszystko wygląda normalnie.
Pierwsze pytanie.
Drugie pytanie.
Krótki akapit.
A potem zaczynają się rzeczy, których nikt się nie spodziewa.
Chociaż wszyscy się spodziewają.
Powtarzalność.
Rytm jak z metronomu.
Emocje rozpisane na linijki.
Kilka zdań o „ludziach”.
Kilka o „systemie”.
Trochę empatii.
Trochę dramatyzmu.
I zawsze pojawia się to samo uczucie:
że nie pisał tego nikt żywy.
Że emocje są poprawne.
Ale puste.
Że wszystko jest „okej”,
ale nic nie jest prawdziwe.
Problem nie leży w algorytmach.
I nie w technologii.
Problem jest prosty:
ja już tego nie mogę znieść.
Nie kończę tych postów.
Nigdy.
Po trzecim akapicie wiem już wszystko.
Wiem, gdzie to zmierza.
Wiem, jaki będzie wniosek.
Wiem, że zaraz będzie „rozwiązanie”.
Dlatego scrolluję dalej.
Bez emocji.
Bez reakcji.
Bo kiedy styl krzyczy „czuj”,
a ja czuję tylko zmęczenie,
to znaczy, że coś poszło nie tak.
Być może to pierwszy raz,
kiedy ktoś mówi to wprost.
(stworzone przy użyciu Chata GPT)