Nawet nie wiem, jak zacząć a mam potrzebę uzewnętrznić się tu.

(No, to już jakiś początek.)

Miałem dziś 3 rozmowy. I jakimś cudem w każdej z nich załączył się stan pewnego „flow” - zdarza się rzadziej niż bym może chciał, ale tym razem był.

Słuchałem dziś z uwagą i uważnością jakiej nie miałem jakiś czas. I wszystko nagle klikało. To co mówili ludzie, to jak wczuwałem się w ich historię… narrację raczej. Miałem poczucie wewnętrznego ekwilibrium w moim wnętrzu…

I to były, mam wrażenie, jedne z bardziej owocnych sesji. Dialog sokratejski w moim mniemaniu sam się układał. Jakież to przyjemne! Chciałbym tak pracować na każdej sesji. Ale chyba wtedy nie byłoby to takie piękne. (Jak to z pięknem bywa - jego ulotność czyni je pięknym.)

Zastanawiałem się nad tym, co sprzyja temu stanowi i jak wiele w moim odczuciu zmienia on pracę na sesji.

Zero presji, pędzenia, tu i teraz.

Co mu sprzyja?
Odpoczynek.
Moja chyba naturalna zdolność do popadania w pewną dawkę nostalgii i zachwytu nad światem. Melancholia?
Odstawienie telefonu i zatrzymanie pędzącego umysłu.
Świadome skierowanie uwagi na słowa i treść. Na opowieść.

Chyba dlatego odświeżyłem sobie po raz 2137 fragmenty Westworlda, w których Ford opowiada o pożarze Wielkiej Biblioteki i rozmawia z Bernardem w Kołysce.
No i 7. Symfonia Beethovena miała w tym swój udział. Jestem tego pewien.

#refleksje

@marventh przeczytałem ten post, bo zauważyłem 2137. Sprytne 🙂
@marventh Dobrze czytać takie coś z perspektywy pacjenta xd
@pluszysta Teraz jak sam to czytam to nachodzi mnie pytanie „Co to znaczy?” 🫣
@marventh Bardzo profesjonalne podejście i takie o wiele głębsze niż większość specjalistów, z którymi miałam do czynienia.

@pluszysta To miłe, bo wierz mi lub nie ale ostatnia superwizja zaliczeniowa w szkole psychoterapii początkowo pokazała mi, że tak naprawdę nic nie wiem i nic nie umiem 🫣

(Zaliczyłem z dużym wysiłkiem po kilku miesiącach walki z pisaniem pracy na prawie 50 stron. Koniec końców wyciągnąłem z tego jednak dobrą naukę na przyszłość.)