Już dawno zauważyłem, że różne miasta mają różne podejścia do tego, ile czasu pali się zielone na przejściu dla pieszych.

W Warszawie czy Olsztynie nie mam problemu aby przejść przez ulicę spokojnym krokiem, zawsze jest parę sekund zapasu. W Katowicach praktycznie zawsze na końcu światło mrugało i zmuszało do przyspieszenia. Tak samo pamiętam, że zielone szybko gasło we Wrocławiu. Ciężko jest tam być seniorem czy też inną osobą z problemami w poruszaniu się.

@rdrozd w Kutnie na większości skrzyżowań mamy sekundniki i dzięki temu wiadomo jak szybko musisz iść/biec żeby dostać się na 2 stronę. Mega wygodne i jak jadę gdzieś gdzie tego nie ma, to mi brakuje
@rdrozd no Wrocław z perspektywy niewidomego to jest czasami tragedia. Zwłaszcza, jak światło jest tak cicho, że ci chwilę zajmie zanim się zorientujesz, co tutaj się w ogóle dzieje i że tak w sumie to jest zielone. Jak to jest jedno, krótkie przejście to jeszcze nie ma tragedii, ale jak jest wysepka po środku…
@miki A właśnie, jeszcze jeśli chodzi o Katowice - przyzwyczaiłem się że jak stoję na czerwonym, to jak się uruchomi zielone, usłyszę pikanie. Połowa świateł nie pikała, no i wiadomo, jakie to ma skutki dla dostępności przejść.

@rdrozd Zakładamy, że organizacja świateł jest stała. W Krakowie udało mi się upolować światła gdzie są inne czasy w zależności od czasu ale nadal nie rozgryzłem czy to godzina, dzień tygodnia, a może oba.

Fajnie, że jest jakieś dostosowanie do charakterystyki ruchu tylko czemu ono na tyle oderwane od rzeczywistego ruchu, że pieszy nie wie czy warto się pośpieszyć na zielone?