Nosi mnie ostatnio i nie mogę się na niczym skupić, a zwłaszcza na pisaniu. To źle, bo większość rzeczy, które chce robić i z których chciałbym jakoś wyżyć zaczyna się od pisania.
Nie umiem tego uporządkować, ale fakty są takie, że ostatnio ciężko mi się pisze zarówno rzeczy, z których może być jakiś pieniądz, jak i te, z których może nie być go nigdy. Zapominam też rysować. Próbowałem grzebać w moich napisanych już opowiadaniach, ale czułem jakbym brnął przez bagno.
Za to dziś napisałem pierwszą scenkę - 365 słów - czegoś co wygląda na początek jakiejś fantastyki. Nigdy nie próbowałem pisać fantastyki, a zawsze chciałem, przynajmniej w dzieciństwie/młodości. Do tej pory byłem zafascynowany smutnymi chłopami i próbowałem pisać jak smutne chłopy i o smutnych chłopach.
A teraz napisałem coś co się zaczyna od fruwającego zamku i gadającej kozy.
Może coś z tego będzie, a może chociaż pozwoli mi to regularniej pisać i jakoś ruszać z buta każdy dzień?
To byłoby już dużo.