Moje rozmyślenie o dzisiejszych czasach:
Jeżeli gówno kręcące się w przeręblu generuje dolary, to należy sprawić aby kręciło się ono jak najefektywniej! Aby tego gówna w przeręblach był dostatek... Wcale nie chodzi o jakiś tam rozwój, czy dobrostan. A tfu.
*Chodzi mi o to, że już przestaje się liczyć rozwój, ale że wszystko jest zamieniane na pieniądze... nawet jak coś nie ma żadnego sensu i nie zbliża ludzkości absolutnie kurwa do niczego, ale generuje hajs - noooo to wtedy się opłaca tego robić dużo.*
Chyba tęsknię za czasami, gdy byt człowieka nie był oceniany przez pryzmat stanu jego konta, czy popularności, lecz przez jego dobroczynne działania.