W tym kraju nie ma żadnej praworządności. Rączka rączkę myje, a dla maluczkich teatrzyk w TV, jak to walczy się z korupcją, niezależnie od opcji rządzącej.

Sprawa Jolanty Brzeskiej po 13 latach pseudo-śledztwa umorzona przez prokuraturę.

https://wiadomosci.onet.pl/warszawa/sprawa-smierci-jolanty-brzeskiej-zaskakujaca-decyzja-prokuratury/em7spnf?utm_site=wiadomosci&utm_push_id=6728d82aaa27cff1caa547be

#jolanta_brzeska
#reprywatyzacja
#Warszawa

Sprawa śmierci Jolanty Brzeskiej. Zaskakująca decyzja prokuratury

Prokuratura Regionalna w Gdańsku umorzyła śledztwo w sprawie śmierci działaczki Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów Jolanty Brzeskiej. Nie udało się uzyskać danych, mogących dostatecznie udowodnić podejrzenie popełnienia przestępstwa — poinformowano w oficjalnym komunikacie. "Dowody nie pozwalają rozstrzygnąć w sposób niebudzący wątpliwości, czy doszło do zabójstwa, samobójstwa, czy nieszczęśliwego wypadku" — poinformował rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Gdańsku Mariusz Marciniak.

Onet Wiadomości

CIEMNA STRONA PARTII - o zwodzeniu ruchu lokatorskiego przez polityków

❤️ Walka o prawa lokatorów nie leży w interesie żadnej partii politycznej. Toteż żadna nie jest zainteresowana rozwojem mieszkalnictwa komunalnego i socjalnego. Przez ostatnie 30 lat doszło do wielu tragedii związanych z eksmisjami na bruk. Niemały w tym udział mieli politycy. Nowelizowali oni tak prawo aby pozwoliło się rozwijać firmom deweloperskim kosztem społeczeństwa. Dzięki temu mamy obecnie kwitnące mieszkalnictwo spekulacyjne.

🖤 W Krakowie jest aż 60 tysięcy pustych mieszkań. Właściciele traktują je jako lokatę kapitału, nie chcą ich wynajmować. Głód mieszkaniowy rośnie, a wraz z nim patorynek mieszkalny. To politycy swoimi działaniami do tego doprowadzili. Jedne partie polityczne udają, że problemu nie widzą inne udają, że los lokatorów leży im na sercu. Tylko żadna nie chce tego negatywnego społecznie procesu przerwać. Bo jak sam Piotr Ikonowicz podkreśla posłowie czy senatorowie mają po kilka lokali mieszkalnych, więc nie będą na siebie nakładać ograniczeń.

❤️ Dziwi bezkrytyczna postawa części warszawskiego środowiska lokatorskiego wobec jednej z partii politycznych. Ramię w ramię z politykami tejże partii (będącej opozycją w Radzie Warszawy) postanowiła działać na rzecz m.in. zmiany polityki mieszkaniowej. Swoimi działaniami niestety uwiarygadniają tychże polityków. Prezentują ich w oczach opinii publicznej jako „obrońców” lokatorów. Warto przypomnieć! Z buńczucznych zapowiedzi ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry o rozliczeniu ludzi uwikłanych w reprywatyzacje nic nie wyszło. Komisja Weryfikacyjna i śledztwa toczone w tej sprawie miały przynieść jedynie cel polityczny jakim było m.in. wypromowanie Patryka Jakiego na urząd prezydenta Warszawy.

🖤 Życie w polsce wygląda jak walka o przeżycie każdego dnia. Tylko nie dla polityków. Oni żyją jak pączek w maśle. Jak tacy ludzie, obojętnie z jakiej są partii mogą być dla nas wiarygodni? Nie wystarczy powołać taką czy inną komisję, wznowić śledztwa i udawać, że sprawy zostaną wyjaśniona. Deklaracje polityków są tak wiarygodne jak ich działania. Niestety nie pierwszy raz słyszymy od nich, że pochylają się nad naszym losem. Żadna, ale to żadna partia polityczna nie zmieniła nic w życiu najuboższych! Ba! Jeszcze je pogorszyła! Nieżyjąca była minister budownictwa Barbara Blida jest autorką wpisania do prawa lokatorskiego eksmisji 30 lat temu.

❤️ „Główną autorką ustawy z 1994 roku była ówczesna minister budownictwa Barbara Blida. Celem ustawy, było oddanie sprawy orzekania o eksmisję całkowicie w ręce sądów. Ustawodawca zakładał, że sądy będą każdorazowo badać dokładnie sytuację osób, którym eksmisja groziła i orzekać czy należy się lokal socjalny czy nie. To myślenie okazało się mocno życzeniowe. Sądy decyzje o eksmisji podejmowały taśmowo – bez względu na to, kto miał eksmisji podlegać” – możemy przeczytać na stronie "rigcz.pl."

🖤 Czy któryś z polityków chciał zmienić to nieludzkie prawo? Jedynie złagodzono jego skutki w postaci wyrzucania zadłużonych lokatorów do zapchlonych i zgrzybiałych lokali tymczasowych. Stamtąd właściciel rękoma swoich goryli może już wyrzucić prosto na ulicę, a tam już czeka bezdomność a potem śmierć (często na mrozie). Czy przez lata widziano jakiegoś polityka w takich miejscach? To nie presja radnych, posłów, urzędników, ale ruchów lokatorskich zamknęła z końcem 2016 roku hotel robotniczy przy ulicy Przeworskiej 1 na warszawskim Grochowie. Było to przez osiem lat miejsce hańby i wstydu dla władz miasta. Takie osoby jak właścicielka owego „przybytku dobrej nadziei” przy Przeworskiej mogą robić biznesy na ludzkiej tragedii dzięki politykom.

❤️ Mimo tego doświadczenia część warszawskiego ruchu lokatorskiego została kupiona przez tanie chwyty jednej z partii politycznych. Skutkiem tego jest to, że stracił sprawczość i autentyczność. Proces prywatyzacji i spekulacji mieszkaniami trwa w najlepsze, program rządowy mający polepszyć dostępność do mieszkania był źle pomyślany i jeszcze fatalniej zrealizowany. Część polityków wykorzystała dramat lokatorów do własnych celów. Po przegranej nadal udaje obrońców najsłabszych warszawiaków. Były poseł i radny dzielnicy Pragi Północ ponownie został wybrany na burmistrza tej dzielnicy. Dekadę temu pełnił tą samą funkcję. Nie zatrzymał pogarszającego się stanu kamienic komunalnych na Pradze Północ, bardziej był zajęty walką o nazwy ulic w stolicy niż losem lokatorów.

🖤 Niestety niektóre działaczki i działacze lokatorscy w tym polityku upatrują nadzieję na zmiany w polskim mieszkalnictwie. To przykład i ostrzeżenie, że wchodzenie w układy czy sojusze z politykami przynoszą cel odwrotny od zamierzonego. Nie jest argumentem przemawiającym za przymierzem z taką czy inną partią, że jedna z nich odegrała mniejszą lub większą rolę w reprywatyzacji. Każda dołożyła do tego procederu swoją cegiełkę. Szkoda jak niektórzy walczący od lat z niesprawiedliwą polityką mieszkaniową tego nie rozumieją. I jest jeszcze jedna sprawa. Reprywatyzacja to nie afera nakręcona przez taką czy inną partię. To realny problem, to realny dramat tysięcy lokatorów wyrzuconych z domów ponieważ bandyci w białych kołnierzykach mieli ochotę na ich kamienice.

#Reprywatyzacja #Warszawa #WarszawskaPraga

Jolanta Brzeska miałaby dziś 77 urodziny.

01.03.2011 roku, została zamordowana przez swoich oprawców, panów Mossakowskiego i "księcia" Massalskiego. Zginęła, aby rosły czynsze i zyski dla nielicznych beneficjentów reprywatyzacji.

Żadna partia polityczna dla niej i lokatorów ze zreprywatyzowanych kamienic w stolicy, nie zrobiła.

Wręcz przeciwnie wszystkie dołożyły się do jej i warszawskich lokatorów dramatu.

#Warszawa #Reprywatyzacja #MieszkaniePrawemNieTowarem #WszystkichNasNieSpalicie

KLĘSKA POLITYKI WŁADZ WARSZAWY W USŁUGACH PUBLICZNYCH

❤️ „Warszawa ściąga mandaty sprzed 20 lat. Komornicy zabierają gapowiczom z kont tysiące złotych. Jeden poprosił pracodawcę, by pieniądze przelewał na konto jego mamy, drugi założył konto w Anglii. ZTM ściąga gapowiczom długi za niezapłacone mandaty nawet z minionego wieku” – „Gazeta Wyborcza”, Aleksander Sławiński.

🖤 Szczytem bezczelności władz miasta stołecznego Warszawy jest ściganie ludzi za przedawnione długi w imię łatania dziury w warszawskim budżecie. Stołeczny ratusz robi to wszystko celem zatrzymania procesu upadku transportu miejskiego, a rządzące od lat stolicą KO (Koalicja Obywatelska) aby uniknąć publicznego blamażu przed społeczeństwem. W MZA (Miejskich Zakładach Autobusowych) coraz częściej warunki dyktują wakaty wśród pracowników. Sytuacja kierowców miejskich autobusów to normalny wyzysk ze strony pracodawcy, przy braku poszanowania ich ciężkiej służby na rzecz społeczeństwa.

❤️ „Na niektórych krańcach linii mogą skorzystać tylko z toi-toi-ów, nie wszędzie mają możliwość uzupełnienia zapasu pitnej wody. Klimatyzacja w kabinie kierowcy bywa niewydolna, a ci muszą być ubrani w długie spodnie i nie mogą ich nawet podwinąć. Kierowcy autobusów z Warszawy wskazują, że ich warunki pracy, szczególnie w trakcie upałów, mogłyby ulec poprawie” – piszę we wstępniaku do tekstu o sytuacji kierowców warszawskich autobusów miejskich MZA Magdalena Raducha, dziennikarka portalu Interia.pl.

🖤 Powodem trudnej sytuacji w warszawskich usługach publicznych jest sytuacja finansowa stolicy. Latami władze miejskie dorzucało się do prywatnych kieszeni m.in. organizatorów Euro 2012, a także grupy cwaniaków uczestniczących w reprywatyzacji kamienic komunalnych. Wypłacane były z kasy miejskiej ogromne sumy na odszkodowania dla czyścicieli za „nieprawne” użytkowanie przez Zarząd Gospodarowania Nieruchomościami (w ich mniemaniu) lokali mieszkalnych. Niemałą rolę w tym odgrywały również wyroki „wolnych sądów”. Władze miasta i gmin warszawskich sprzedawało latami atrakcyjne grunta pod budowę osiedli, aby nieliczni mogli zarobić na publicznym mieniu. Efektem tego jest nieciekawy stan budżetu miasta.

❤️ Efektem tego jest nieciekawy stan budżetu miasta. Ratusz mając w bliskiej perspektywie coraz większe braki w miejskiej kasie zaczął jeszcze za kadencji Hanny Gronkiewicz-Waltz szukać pieniędzy gdzie się tylko da i jak się da. Rozpoczął się drenaż kieszeni najsłabszych obywateli Warszawy. Postanowiono np. ścigać osoby z niezapłaconymi mandatami na koncie wystawionymi nawet z ubiegłego wieku! Zatrudniając do tego renomowane kancelarie prawne. Koszt ich obsługi już teraz przewyższa spodziewany przez władze ZTM-u zysk dla warszawskiego budżetu. Ten proceder ścigania gapowiczów skończy się prędzej czy później spektakularną klapą miasta. Jeszcze nie za prezydentury Rafała Trzaskowskiego, ale za czasów jego następcy na pewno tak.

🖤 Kolejnym przykładem istniejącej dziury w stołecznym budżecie były wydarzenia sprzed miesiąca. Pod koniec listopada omal nie doszło do strajku generalnego maszynistów WKD (Warszawskiej Kolei Dojazdowej podległej warszawskiemu ZTM-owi). Powodem były żądania podwyżki wynagrodzeń. Na razie jest spokój, strajk jest zawieszony. Rozmowy między zarządem WKD a związkami zawodowymi rozpoczną się 10 stycznia. Warto przypomnieć, że maszyniści domagają się 1000 złotych podwyżki, zarząd WKD jest skłonny dać im tylko 500 złotych. Jeśli nastąpi fiasko rozmów a strajk nic nie przyniesie, kolejna miejska spółka transportu publicznego stanie w obliczu zapaści kadrowej.

❤️ Budżet miasta z roku na rok się pruje, a łatanie go pieniędzmi warszawiaków staje się coraz trudniejsze. Nie wszystkich stać na życie w stolicy, przy obecnych cenach mieszkań do wynajęcia rośnie liczba pracujących bezdomnych. Żaden z warszawskich polityków nie chce tego przerwać. Za to samozadowolenie urzędników miejskich przekracza już wszystkie granice. Podejmowane przez nich głupie i nieprzemyślane decyzje przynoszą szkodę warszawiakom.

🖤 Jeśli idzie o transport publiczny mamy obecnie schizofreniczną sytuację. ZTM chwali się wzrostem liczby biletów a jednocześnie tnie liczbę kursów autobusów, tramwajów czy metra. Czyli coś jest nie tak? Najprawdopodobniej pieniądze jakie pochodzą od mieszkańców idą na pensję urzędników oraz obsługę prawną miasta i jego instytucji. Koło się zamyka. Skoro w MZA brakuje kierowców, Tramwajom Warszawskim motorniczych czy maszynistów w metrze, a za chwilę w WKD, to warto się pochylić nad tematem kosztów jakie przyniosła polityka ratusza przez ostatnie siedemnaście lat (albo dłużej).

❤️ Była i niestety jest przychylna reprywatyzacji, komercjalizacji mieszkalnictwa komunalnego w stolicy, również innych usług publicznych w mieście. Skutki już widać bo niektóre publiczne przedszkola zaczynają mieć problemy z naborem dzieci. Nie tylko z powodu niżu demograficznego. „Nauczycielki są przemęczone, grupy przeładowane. To norma. Jest duża rotacja, na czym cierpią głównie dzieci. Nie dziwię się nauczycielkom, które składają wypowiedzenia, ani rodzicom, którzy wolą wynająć na rok nianię” – mówi jedna z warszawianek portalowi Onet.pl. Słabo opłacana kadra pedagogiczna w stołecznych placówkach edukacyjnych jest ofiarą zarówno polityki władz centralnych jak i samorządowych.

🖤 Prędzej czy później drenaż kieszeni najuboższych warszawiaków zakończy się klęską polityki społecznej ratusza. Nie tylko wizerunkową, bo demograficzną już jest od pewnego czasu faktem.

#Warszawa #Reprywatyzacja #PolitykaSpołeczna #Trzaskowski #UsługiPubliczne

Czy jedynym skazanym w aferze reprywatyzacyjnej pozostaje... Janek Śpiewak? #reprywatyzacja

Paweł Lisiecki kreujący się na obrońcę lokatorów nie wszedł do sejmu.

Ulubieniec niektórych działaczy lokatorskich, kreowany przez rządowe media w Warszawie, przepadł.

PiS miał naprawić krzywdy ofiar reprywatyzacji. Zrobił szopkę w postaci komisji weryfikacyjnej. Niby zwracano kamienice miastu, a finał był wiadomy. Poza jedną kamienicą, nie wróciła żadna.

Sprawa zabójstwa Jolanty Brzeskiej, jak nie była rozwiązana, tak nie jest. Sprawa zaniedbań przy pierwszym śledztwie została umorzona dwa lata temu. Zmarnowano ponad siedem lat!

Lepiej nie mieć jakichkolwiek oczekiwań od nowego rządu w sprawie reprywatyzacji. Smutny to finał rzekomego naprawiania krzywd.

#Reprywatyzacja #MafiaReprywatyzacyjna

„Śledztwo, które miałem okazję ocenić, czytać. Było prowadzone skrajnie niechlujnie i nieodpowiedzialne” – Zbigniew Ziobro o sprawie zabójstwa Jolanty Brzeskiej, 2016 rok.

Sześć lat po tych „wielkich” słowach ministra sprawiedliwości, jego podwładny i zarazem jego człowiek prokurator, Piotr Myszkowiec, umarza śledztwo dotyczące zaniedbań przy prowadzeniu pierwszego śledztwa przez warszawskich policjantów i prokuratorów.

„Ci, którzy dopuścili się tej okrutnej zbrodni, muszą czuć oddech prokuratury” – mówił przed laty Zbigniew Ziobro.

Czy poczują faktycznie oddech prokuratury? To pokaże ten rok. Nie poczują oddechu za to osoby odpowiedzialne za zaniedbania przy pierwszym śledztwie z lat 2011-2013. Zresztą po buńczucznych zapowiedziach pana Ziobry latem 2016 roku można było się spodziewać takiego finału. Ze słowotoku ministra nic nigdy nie przekładało się na rzeczywistość. Kiedy podjął decyzję o wznowieniu śledztwa i powołania Komisji Weryfikacyjnej część środowisk warszawskich lokatorów przyjęła to z radością, "teraz się za nich zabiorą!"

Pomyśleli zapewne o benefitach z reprywatyzacji. Nic się takiego nie stało, a wręcz przeciwnie! Dało partii Tuska okazję to przedstawiania reprywatyzacji jako wyłącznie afery wykreowanej przez PiS. Komisja miała jeden cel. Wykreować Jakiego na nowego „szeryfa” Warszawy, który zrobi z układem PO w ratuszu porządek. Jaki nim nie został, a sprawa zabójstwa Brzeskiej ciągnie się od lat. Trudno uwierzyć, że po sześciu latach nic w sprawie zabójstw w Lesie Kabackim się nie dzieje.

Czy zatem Ziobro wie i ma dowody, ale czeka na odpowiednią chwilę celem użycia ich w odpowiednim momencie? Być może nie ma dowodów na bezpośredni udział panów M. w pozbawieniu życia Brzeskiej i nie chce się do tego przyznać publicznie przed wyborami. Zobaczymy jaki będzie tego finał. Ile jeszcze warszawscy lokatorzy mieszkań komunalnych i opinia publiczna będą przez Ministerstwo Sprawiedliwości wodzone za nos?! Przykre jest to, że sprawa Jolanty Brzeskiej jest używana do celów politycznych. Odbijana przez jedną i drugą stronę nic nieznaczącej wojenki PO – PiS niczym piłeczka pingpongowa.

Tragedia lokatorów, do których z dnia na dzień przychodzili ludzie celem ich nękania, aby wyprowadzili się już natychmiast ze swoich mieszkań. Gnojeni przez media, związki szlachty polskiej (wszechpolskiej) lokatorzy komunalnych kamienic za to, że nie chcą w pokorze opuścić kamienicy są teraz wykorzystywani przez partię rządzącą w perfidny sposób. Wielu z nich naprawdę wieży, że dzięki politykom z Nowogrodzkiej ich dramat się skończy. Tymczasem jeśli idzie o politykę mieszkaniową (częścią jej była warszawska reprywatyzacja) łączy PO (teraz KO) z PiS-em. Żadna z nich (jak reszta istniejących ugrupowań) nie jest zainteresowana tanim budownictwem mieszkaniowym.

Rozwiązanie sprawy zabójstwa Jolanty Brzeskiej pociągnęłoby za sobą ogromne straty wizerunkowe obu partii. Pokazałoby umoczenie działaczy politycznych z Warszawy i tych rządzących i tych z opozycji w sprawę okradania stołecznego miasta z zasobu komunalnego. Nie mówiąc o prawnikach z renomowanych kancelarii prawnych i sędziach od lat klepiących wyroki zwrotowe na korzyść czyścicieli. Trudno jest oczekiwać od ludzi, polityków chęci wyjaśnienia sprawy. Wyżej wymienione powody skłaniają do tej refleksji. I dziwić się można niektórym działaczom lokatorskim, że pokładają takie nadzieje w Zjednoczonej Prawicy, tylko dlatego, że proces reprywatyzacji przyśpieszył za rządów PO.

Warto też dodać na koniec, że za życia Jolanty Brzeskiej lokatorów mieszkających w ukradzionych miastu kamienicach nie chciała słuchać żadna partia polityczna zasiadająca w Radzie Miasta Stołecznego Warszawy.

#Reprywatyzacja

Varsavianiści! Ci znani i mniej znani ­- jest taka do was prośba, apel! Przestańcie opowiadać o przedwojennej warszawie ludziom jakby to była kolejna „baśń z 1000 i jednej nocy”. Nie sprowadzajcie życia w tamtym, już nieistniejącym mieście, tylko do rautów, bankietów rządowych i w rezydencjach arystokratów.

To nie było tylko miasto Eugeniusza Bodo czy Jadwigi Smosarskiej i innych gwiazd kina, czy teatru. Przede wszystkim było to miasto takich jak Zofia Fetlińska, żyjąca przy ulicy Powązkowskiej 30, na biednym osiedlu nieopodal cmentarza. Z powodu utraconej pracy i kończących się środków do życia popełnia samobójstwo razem z matką i siostrą. Bały się eksmisji, strach przed utratą dachu nad głową pchnął kobiety do tak drastycznego kroku. Rok wcześniej jej brat skutecznie targnął się na życie. W ciągu roku nie było już tej rodziny, rodziny Fetlińskich. Historia warszawy jest historią takich właśnie rodzin opisanych przez Filipa Springera w „13 pięter”. Książka Springera wzbudziła oburzenie i krytykę polskich liberałów, także wśród varsavianistów. Nie podobało im się jak autor przedstawia przedwojenną stolicę, ten „paryż północy”. Próba krytyki warszawy okresu międzywojennego jest uznawana za brak patriotyzmu i braku poszanowana świętego prawa własności. Jest przejawem roszczeniowości, brakiem umiejętności poradzenia sobie we współczesnym kapitalistycznym świecie.

Warto więc poznać historię warszawskich kamienic powstałych przed wybuchem drugiej wojny światowej. Ponieważ to jak powstawały i w jakim celu mówi bardzo wiele o rozwoju społecznym kapitalistycznej warszawy w XIX wieku i pierwszej połowie XX wieku. Większość warszawskich kamienic, które tak bardzo lubi hołubić spora część znawców i miłośników stołecznego grodu powstawała na przełomie XIX i XX wieku. Proces powstawania kamienic zaczął się sto lat wcześniej, w ostatnich latach I Rzeczypospolitej. Idee oświecenia obalały w całej europie stary feudalny porządek. Również w polsce przyniosły głębokie zmiany społeczne, w tym wzrost znaczenia mieszczaństwa.

Prawo o miastach (właściwie Miasta nasze królewskie wolne w państwach Rzeczypospolitej) ustanowił Sejm Czteroletni nazywany „Wielkim” w dniu 18 kwietnia 1791 roku. Potem to prawo zostało włączony do Konstytucji 3 maja, jako Artykuł III. Prawa o miastach położyły kres 20 warszawskim jurydykom (kościelnym i szlacheckich miastom) otaczających ówczesną warszawę. Powstawały przez ostatnie dwa wieki (XVI-XVIII w.), hamując tym samym rozwój miasta. Były wyłączone spod administracji władz miejskich warszawy, posiadając własne rady (ratusze) i własne sądy podległe właścicielom. Na gruntach dawnych jurydyk w ciągu XIX stulecia powstawały kamienice, a ulice przy których je stawiano swoimi nazwami nawiązywały do dawnych nazw kościelno-szlacheckich posiadłości.

Okazałe i mniej okazałe kamienice stawiali bankierzy i przemysłowcy. Stawiali także okazałe pałace jak np. Leopold hrabia Kronenberg, bankier i inwestor. Kazał zbudować budynek w stylu eklektycznym (powstał w latach 1868-1871) przy zbiegu ulicy Królewskiej i placu Małachowskiego. Był to symbol „własnej próżności” jak mawiał o swoim pałacu Kronenberg. Stare rezydencje magnackie, często zaniedbane, sprzedawano wraz z gruntami nowym właścicielom. Na ich miejscu budowano nowe kamienice. Wraz z rozwojem warszawskiego przemysłu, powstaniem kolei warszawsko – wiedeńskiej a potem kolei na terenie starej pragi wzrastała liczba ludności. Nie szedł za tym wzrost poziomu życia przybywających za pracą nowych mieszkańców warszawy. Raczej czekało ich rozczarowanie i powód do frustracji. Nie zawsze czekała na nich praca, często bieda, głód i przytułek dla bezdomnych, jeśli nie życie na ulicy. Władze carskie warszawy zwalczały bezdomność i karały za włóczęgostwo. Kto miał „szczęście” i prace mógł mieć ten „przywilej” mieszkania w jednej izbie (położonej w suterenie kamienicy) z kilkoma osobami.

Stawiane budynki w większości wcale nie były okazałe tak pod względem architektonicznym, jaki technicznym. Na przykład przy ulicy Krochmalnej położonej w dzielnicy północnej stały mało okazałe kamienice, gdzie obok siebie mieszkali biedni żydzi i polacy. W książce autorstwa Ireneusza Zalewskiego „Echa dawnej Warszawy. 100 adresów” w części pierwszej, na stronie 94 można zobaczyć zdjęcie kamienic położonych przy Krochmalnej 23. Wyglądały na takie, którym pisana była w przyszłości katastrofa budowlana a nie zachwyt i podziw przechodniów. Obok potężnej kamienicy na rogu ulic Lubeckiego i Miłej stała dwupiętrowa kamienica, która jeśli kiedykolwiek przeżywała okres świetności, to w latach dwudziestych minionego wieku był to okres dawno miniony.

Takich lichych kamienic budowanych w celach zarobkowych było więcej. W warszawie ściśniętej pod względem urbanizacyjnym pełno było kamienic studni. Nie doczekały się licznej dokumentacji w postaci fotografii, tak jak te najbardziej reprezentacyjne przy ul. Marszałkowskiej, al. Jerozolimskich, ul. Krakowskie Przedmieście czy ul. Nowy Świat. Ich powstawanie odbywało się często drogą korumpowania carskich urzędników miejskich. Imperium Romanowów stało korupcją, a warszawa nie była od tego wolna. Stawiano na przełomie XIX i XX wieku kamienice jak chciano i gdzie chciano. O ile się dało w tej ciasnej zabudowanej warszawskiej przestrzeni. Obok trzy lub czteropiętrowych budynków wznoszono jeszcze większe i jeszcze bardziej okazałe budynki. Dobrym przykładem architektonicznego miszmaszu warszawy przed II wojną światową był hotel „Savoy”. Kilkupiętrowy budynek przy ulicy Nowy Świat wyrastał ponad dachy sąsiednich kamienic. Nie przypadkiem powojenna zabudowa położona przy tej ulicy jest jednolita i zwarta. Jest wyrazem zaprzeczenia urbanistycznego chaosu z przed wojny. Sytuacja mieszkaniowa po 1918 roku najbiedniejszej części ludności warszawy nie uległa zmianie. Budownictwo czynszowe miało się dobrze. Dla dorobkiewiczów i przeróżnych cwaniaków nastały jeszcze lepsze czasy. Dzięki dotacjom z państwowej kasy, poprzez banki państwowe udzielające im kredytów stawiali kamienice czynszowe, na ogół mało reprezentacyjne.

Zniszczenia jakich dokonali Niemcy przez ponad pięć lat okupacji stolicy pokazały z jak tanich materiałów budowano kamienice. Nawet jeśli nieliczne przetrwały tragizm niszczenia przez okupanta, to czas zrobił swoje. Wystarczyły wiosenne roztopy i letnie podmuchy wiatru roku 1945, a rozpadały się jak domek z kart, zabijając swoich dzikich lokatorów. W następnych latach po wojnie też nie było lepiej. Były także takie przypadki, kiedy pracownicy BOS-u chcieli wyburzać kamienice lub zachowaną ich część, co spotykało się z oporem starych i nowych mieszkańców. Wtedy własnymi siłami razem zadbali o poprawę stanu technicznego budynku. Dzięki czemu od rozbiórki kamienicy odstępowali pracownicy BOS-u. Dzięki temu wiele kamienic w południowym śródmieściu istnieje do dziś.

Varsavianiści w większości od końca lat osiemdziesiątych minionego wieku opowiadają nam bajki o przedwojennych kamienicach. To prawda, że w czasach PRL-u nie zadbano o ich remonty i naprawy. Kazano żyć lokatorom w nienajlepszych warunkach mieszkaniowych. Nie zadbano również o uporządkowanie stanu prawnego lokali. Przez zaniedbania peerelowskich władz Warszawy i akceptację nowych po roku 1989, reprywatyzacja rozkręciła się do ogromnych rozmiarów. Mało kto chciał stanąć w obronie bezbronnych lokatorów, swoją cegiełkę poza pazernymi kamienicznikami dołożyli bezmyślni varsavianiści. Zapominają, że większość z nich nie jest warszawiakiem z pochodzenia, a nawet jeśli, to nie pochodzi z wyższej warstwy przedwojennego społeczeństwa stolicy. Trudno zrozumieć logikę ich rozumowania. Tą miłość do czasów przedwojennych, których nie znają i z którymi nie mają nic wspólnego.

Pochwała dawnego porządku przyczyniła się do dramatu lokatorów warszawskich kamienic. Varsavianiści powinni opowiadać o mieście takim jakie ono było, a nie baju, baju o warszawskich kamienicach nocą, baju, baju o przedwojennych elitach w dzień.

#Warszawa #Lokatorzy #Reprywatyzacja

"#Rozbrat mógł powstać i działa ze względu na to, że działka, którą zajmujemy, ma nieuregulowany status własnościowy. Władze miasta nie są zainteresowane potwierdzeniem swojego prawa do tej nieruchomości i w ten sposób oddają pole firmie słup, która próbuje dokonać jej dzikiej reprywatyzacji"

#Kapitalizm #Reprywatyzacja #Skłot #Poznań

https://krytykapolityczna.pl/kraj/reprywatyzacja-poznan-walka-rozbrat

Dzika reprywatyzacja w Poznaniu i walka o Rozbrat

Ze strony dziennikarzy słyszymy niejednokrotnie stwierdzenia, że prezydent Poznania wywodzi się z ruchów miejskich, więc powinien wspierać podobne do naszego ośrodki demokratyzacji życia społecznego. Stwierdzenie, że Jacek Jaśkowiak wywodzi się z ruchów miejskich jest jednak z gruntu fałszywe.

KrytykaPolityczna.pl

Gdyby tylko Trzaskowski umiał przepraszać ofiary reprywatyzacji i innych szkodliwych praktyk warszawskiego samorządu, tak jak za użycie słowa "dupiarz" w radiowym wywiadzie.

#Reprywatyzacja