Sprawa nowego pomysłu Załeńskiego o Panteonie Narodowym jest oczywista. Warto jednak zwrócić uwagę, na czas, w którym pojawiła się ta cała zadyma z UPA. To właśnie teraz Bruksela i Kijów omawiają sprawy przystąpienia Ukrainy do Unii i jeżeli ktoś liczył na to, że Ukraina dostanie fory, to niech o tym zapomni. W Brukseli liczy się ekonomia, gospodarka i twardy kurs euro. Każdy czynnik, który może zachwiać tymi wartościami, jest bezwzględnie eliminowany.
Domyślam się, że lista wymagań, jakie musi spełniać Kijów, wylała na tamtejszych polityków, a zwłaszcza na prezydenta kubeł zimnej wody. Choćby w perspektywie korupcji. Pamiętacie jak jakiś czas temu Załeński chciał zlikwidować tamtejsze CBA? Jakie sprowadzi moto protesty? I to podczas trwającego konfliktu z Rosją!
Uważam, że tamtejsza klasa polityczna zdała sobie sprawę, że spełnienie wymagań Unii Europejskiej będzie ich sporo kosztować, o ile są w ogóle możliwe do spełnienia, przynajmniej w czasie, na jakim Kijowowi zależy, czyli w perspektywie kilku, a nie kilkunastu lat. Dlatego, ktoś wpadł na pomysł, że warto odciągnąć uwagę Ukraińców od prawdziwych problemów, od słabości polityki wewnętrznej, słabości samych polityków i wskazać wroga zastępczego.
Tak, dobrze się domyślacie, padło na nas, bo Polska idealnie pasuje do tej roli. Nasze położenie, sytuacja polityczna i trwająca polaryzacja wpisują nas w ten model. Zwłaszcza że obecnie stoimy jakby w rozkroku pomiędzy Brukselą a Waszyngtonem i to bez jakiś konkretnych korzyści z obu stron. Dlatego Załeński waląc kijem po kracie, rozjusza Warszawę, drażni całą polską scenę polityczną, by ewentualną porażkę w akcesji do UE, zwalić właśnie na nas, chcę też przed KE pozować na ofiarę „wrednego sąsiada”…
#UPA #Ukraina #Polska