Cała wstecz - szmer

Luddyści mieli stanowić wymowny przykład jałowego oporu wobec nieuchronności postępu technologicznego. Ale w ich historii wszystko było inaczej, niż uczyły nas szkolne podręczniki. Skoro tak, to może trzeba by jeszcze raz przyjrzeć się temu, jak sobie ten postęp w ogóle wyobrażamy?

Zwolnienia w Krakowie to nie wyjątek. Tak znika spokój klasy średniej

https://szmer.info/post/13490075

Zwolnienia w Krakowie to nie wyjątek. Tak znika spokój klasy średniej - szmer

Kraków nie jest polskim Detroit ani Łodzią z lat 90. XX wieku. Jednak zwolnienia grupowe, także w prężnie rozwijającym się zagłębiu IT, w stolicy Małopolski są faktem. Zmiany nie spowodują katastrofy, ale już teraz odbierają klasie średniej poczucie bezpieczeństwa. Czy podobny los spotka inne duże polskie miasta?

Jak jeden człowiek zniszczył przemysł USA

https://szmer.info/post/13469945

Jak jeden człowiek zniszczył przemysł USA - szmer

Polecam - świetny tekst. https://pastebin.com/WMgg6qHx [https://pastebin.com/WMgg6qHx]

Aktywność kobiet w anarchiźmie i życiu społecznym. Anarchistów. Blog społeczny.

https://szmer.info/post/13395973

Aktywność kobiet w anarchiźmie i życiu społecznym. Anarchistów. Blog społeczny. - szmer

cross-postowane z: https://szmer.info/post/13119291 [https://szmer.info/post/13119291] > Tekst ten piszę po tym, gdy przeczytałam skandaliczny artykuł jednego tzw. anarchisty z Federacji Anarchistycznej na temat udziału kobiet w życiu publicznym. Jego wypowiedź operuje dokładnie takimi samymi sformułowaniami jak wypowiedzi tradycyjnych konserwatystów. > > Krytykuje on zwracanie uwagi na liczbę kobiet w partiach politycznych i dyskusjach publicznych, pisząc o tym, że aby było po równo kobiet i mężczyzn, szuka się tych pierwszych “na siłę”. Zadaje też kilka manipulacyjnych pytań: Czy taka forma działań międzypłciowych faktycznie promuje równość? Czy przypadkiem nie jest to usilne akcentowanie różnic na tle płci? Po co tak mocno podkreślać różnice między kobietami, mężczyznami czy osobami niebinarnymi, skoro problemy społeczne dotyczą prędzej czy później wszystkich, w różnych proporcjach? (Zauważmy, że widzi, że proporcje są różne, chociaż tyle…). > > Widać, że facet ten (a jakże!) nie czytał żadnej feministycznej literatury, nie mówiąc już o anarcho-feministycznej, gdyż znałby wtedy odpowiedzi na swoje pytania i może wtedy tak chętnie nie publikowałby kompletnych bzdur. Ciekawe jest, że dla niego nierówne jest nie tylko dążenie do tego, żeby kobiety stanowiły większość, ale żeby w ogóle stanowiły istotną część danej grupy! Pisze on, że powinien się wypowiadać ten, kto chce. > > > Nie widzi, nie wiem czy nie zna (byłoby to straszne) historii budowania kapitalizmu na wyzysku kobiet. Dopiero od niedawna kobiety w Europie mają pełne prawa wyborcze, mogą studiować i pracować zawodowo we wszystkich branżach. Wcześniej czasy oświecenia i tworzący się kapitalizm stworzył (nieznany w średniowieczu) podział na pracę produkcyjną męską i pracę reprodukcyjną kobiecą. I tą drugą odarł z wynagrodzenia i dał jej podrzedny status. Kobiety zaczęły być przypisywane do sfery “prywatnej” i niegodne było, aby zajmowały się sferą “publiczną”. Stąd, nawet dziś, nie mają równej pozycji, gdyż społeczeństwo odbiera je po prostu jako mniej wartościowe na rycku pracy, szczególnie w sferach technicznych i militarnych. Udawanie, że płeć nie istnieje, nie sprawi, że ona faktycznie zniknie! Obecnie kobiety pracujące mają przerwy na wychowanie dzieci, często zmuszone są brać mniejszy etat, gdyż wychowują dzieci i ich zarobki są niższe niż mężczyzn. Luka płacowa jest większa, niż wskazują często przytaczane dane. Po uwzględnieniu wykształcenia, stażu pracy i zawodu sięga nawet 12–21 proc. I nie zmniejsza się od kilkunastu lat. Mimo wszystkich kampanii mających na celu zwiększenie liczby dziewcząt w branży technicznej w innych krajach UE, nawet w bardziej neutralnych pod względem płci szkołach w Szwecji więcej dziewcząt wybiera karierę w sektorze zdrowia i edukacji niż w nauce i technologiach. > > Wszystko to dowodzi, że wpływ kulturowy jest wciąż silny, a stereotypy i uprzedzenia poznawcze mają ogromny wpływ na programowanie przyszłości dzieci. Ponieważ jednak wszystkie te różnice są konstruowane społecznie, możemy je przezwyciężyć, zmieniając nasz sposób myślenia o zawodowych rolach kobiet i zachęcając dziewczęta do studiowania kierunków ścisłych i odnoszenia w nich sukcesów. Nie ulega wątpliwości, że płeć nie jest wystarczającym powodem do zawężania puli talentów. W tym właśnie pomóc mają parytety. > > Dziewczynki i młode kobiety, które nie widzą wzorców innych kobiet np. w reprezentacji muzyczek zespołów rockowych, na kongresach anarchistycznych, wśród autorów wydawanych książek anarchistycznych, wśród opisywanych postaci anarchistycznych (ile znacie anarchistek, a ilu anarchistów?) nie będą wierzyć w swoje siły i możliwości. Dopiero dbanie o równowagę płci może ten problem pokonać, tak aby w przyszłości nie trzeba było zwracać na to uwagi! > > > Bo to właśnie brak parytetów sprawia, że decyzje podejmuje się na podstawie płci. Jednego z milionów przykładów na potwierdzenie tej tezy dostarcza fenomenalna książka „Niewidzialne kobiety. Jak dane tworzą świat skrojony pod mężczyzn” Caroline Criado Perez. Rzecz dotyczy pewnej amerykańskiej orkiestry filharmonicznej, w której grali sami mężczyźni. W ramach eksperymentu wprowadzono, wcześniej tam niestosowane, przesłuchania kandydatów za kotarą. Dzięki tej metodzie członkowie jury przestali widzieć, kto gra, ocenie podlegała tylko jakość wykonania. W ciągu kilkunastu lat liczba kobiet w orkiestrze wzrosła od całkowitej nieobecności do 45 proc. składu. Okazało się, że wcześniej oceniający nieświadomie uznawali brzmienie za gorsze, kiedy widzieli, że gra kobieta. > > Prawie całkowita nieobecność kobiet na najwyższych szczeblach kariery zawodowej, bez związku z ich kompetencjami w danej branży, to niestety smutna reguła. Jak pisze Criado Perez, kobiety stanowią tylko 11 proc. kadry kierowniczej w firmach technologicznych i zaledwie 7 proc. w firmach, które zajmują się finansowaniem start-upów, co przekłada się na to, że dofinansowanie najczęściej dostają start-upy prowadzone przez mężczyzn. Jak wynika z badań przeprowadzonych kilka lat temu przez Krytykę Polityczną i OKO.press, w Polsce kobiety stanowią tylko 14 proc. gości zapraszanych do najważniejszych programów publicystycznych, a mężczyźni bez poczucia niestosowności czy braku kompetencji omawiają w swoim gronie nawet takie tematy, jak ciąża i aborcja czy dostęp do tabletek dzień po. Niezbyt wesoło w kontekście brania pod uwagę kompetencji bez związku z płcią wygląda sytuacja w środowisku akademickim. Badacze z Yale University pod kierownictwem Corinne Moss-Racusin rozesłali do 127 profesorów i profesorek CV młodych naukowców starających się o zatrudnienie w roli kierownika laboratorium badawczego. Te same CV w zależności od tego, czy były podpisane męskim, czy żeńskim imieniem i nazwiskiem, były inaczej oceniane. Kandydatów męskich uznawano za bardziej kompetentnych, częściej oferowano im pracę, o którą się starali, i proponowano im wyższą pensję oraz wsparcie mentorskie niż kobietom. > > > > Te i setki innych badań oraz publikacji z Polski, Europy i świata pokazują, że równouprawnienie kobiet i mężczyzn wciąż pozostaje celem, do którego droga jest długa. A przecież anarchizm powinien przodować w tej działce i równość moglibyśmy zbudować już teraz. A nie za 134 lata, jak oszacowało rok temu Światowe Forum Ekonomiczne. I oczywiście parytety odgórnie narzucane są skandalem. Tak samo jak inne prawa narzucane odgórnie. Ale dbałość o to, żeby jednak były one przestrzegane przez nasze wolnościowe społeczności jest niezbędne i świadczy o dojrzałości emancypacyjnej ruchu. > > > > > Mam nadzieję, że autor tego obrzydliwego artykułu też w końcu coś poczyta na ten temat i przemysli swoje nastawienie. A z plusów z przymrużeniem oka, mogę dodać, że więcej anarchistek oznacza też mniej pracy dla anarchistów 😉 > Źródła w komentarzu. > > Anarchistka. Blog społeczny

Dostrzeżenie swojego przywileju tam, gdzie inni go nie mają, jest anarchistyczne

https://szmer.info/post/13221091

Prezydent uderzył wetem w rząd. Żarty skończą się w przyszłym roku [ANTONI DUDEK]

https://szmer.info/post/12939732

Prezydent uderzył wetem w rząd. Żarty skończą się w przyszłym roku [ANTONI DUDEK] - szmer

Lemmy

Czy obowiązki domowe są nieopłaconą pracą? Thomas Springwald

https://szmer.info/post/12910311

Czy obowiązki domowe są nieopłaconą pracą? Thomas Springwald - szmer

Jakiś czas temu na stronie Czerwonego Frontu ukazało się tłumaczenie (a właściwie tłumaczenie tłumaczenia) tekstu Davida Rey’a “Czy obowiązki domowe są nieopłaconą pracą? Błędne założenie teoretyczne prowadzi na reakcyjne pozycje w praktyce”. (https://czerwonyfront.org/czy-obowiazki-domowe-sa.../ [https://czerwonyfront.org/czy-obowiazki-domowe-sa.../]). Zwrócił on moja uwagę, jako że odnosi się od czegoś na czym może nie tyle się jakoś strasznie znam, ale czym kiedyś się bardzo interesowałem: relacji pomiędzy teorią marksistowską a teorią feministyczną. A jako że tekst Rey’a wydał mi się mierny i niezbyt uczciwy intelektualnie to postanowiłem wreszcie (po pięciu latach od publikacji, fiu fiu) podzielić się kilkoma uwagami na jego temat. W swoim tekście Rey usiłuje krytykować z pozycji “naukowego marksizmu” stanowisko marksistowskich feministek skupionych w ruchu “Płaca za Pracę Domową”: Mariarosy Dalla Costy, Silvii Federicii, Selmy James i innych (choć wymieniana jest tylko Federici, zapewne dlatego, że jest najbardziej znana). Więc najpierw trochę o nich. Ruch “Płaca za Pracę Domową” wyłonił się z toczonych na przełomie lat 60 i 70 XX wieku dyskusji na temat statusu wykonywanej w gospodarstwie domowym pracy opiekuńczej, znanych jako domestic labour debate (z grubsza: debata o pracy domowej). Dyskusje te miały charakter teoretyczny i toczone były mocno technicznym językiem ekonomii marksistowskiej, co jednak nie znaczy, że były tylko akademickim biciem piany. Wręcz przeciwnie. Wiele z wykształconych wówczas koncepcji stało się kluczowymi narzędziami feministycznej krytyki ekonomii i znalazło uznanie także poza środowiskiem ściśle marksistowskim. Niemniej jednak tworzone w ramach debaty teksty nie należą do szczególnie przystępnych i można wybaczyć każdej osobie, która nie siedzi głęboko w temacie, że odbija się od używanego w nich żargonu. Dużo trudniej jest jednak wybaczyć to komuś, kto próbuje je krytykować, szczególnie jeśli sam ma się za marksistę. Tekst Rey’a jest tylko “usiłowaniem krytyki” stanowiska Federici i jej kolerzanek właśnie dlatego, że autor niemal w ogóle nie odnosi się do tego, co było istotą tego stanowiska i stawką całej debaty o pracy domowej. Zamiast tego woli walczyć ze zmyślonym przez siebie chochołem. Przedmiotem krytyki Rey’a nie jest bowiem marksistowski feminizm, ale jedynie zupełnie wyrwane z kontekstu wyrażenie “nieopłacana praca kobiet”. Większa część tekstu poświęcona jest bowiem wykazaniu (za pomocą obfitych cytatów z Marksa i Engelsa), że w robotniczym gospodarstwie domowym, w systemie kapitalistycznym, gdzie tylko mąż pracuje zarobkowo, a żona wyłącznie zajmuje się domem* środki na zakup dóbr i usług niezbędnych do utrzymania rodziny pochodzą z pensji męża. Teza ta jest, prawdę mówiąc, zbyt trywialna aby poświęcać jej aż tyle uwagi (i powoływać się przy tym na Klasyków). Mniej trywialny jest oczywiście wypływający stąd wniosek, że w takiej sytuacji zarobki męża stanowią w jakiś sposób “wynagrodzenie dla żony” (“szach mat marksistki-feministki, praca kobiet nie jest wcale nieopłacana!”). Najważniejsze jest jednak to, że utrzymywanie, że stanowisko marksistowskiego feminizmu opierało się na założeniu, że gospodyni domowa jedzenie i ubrania dla siebie, męża i dzieci wyczarowuje z powietrza (lub może kradnie?), nawet nie zbliża się do uczciwej konfrontacji intelektualnej. To tylko chochoł skonstruowany przez samego Rey’a, nad którym odnosi on oczywiście zupełnie przewidywalne, ale dość żenujące zwycięstwo. Wbrew temu, co sugeruje autor tekstu opublikowanego przez Czerwony Front, wyrażenie “nieopłacana praca kobiet” nie stanowi teoretycznego rdzenia marksistowskiego feminizmu. To zupełnie potoczne wyrażenie, które oznacza dokładnie to, co oznacza: że za pracę wykonywaną w gospodarstwie domowym na rzecz rodziny nie tylko nie dostaje się żadnego wynagrodzenia, ale nie jest ona nawet rejestrowana w statystykach gospodarczych. To co natomiast jest teoretycznym rdzeniem marksistowskiego feminizmu, to twierdzenie, że praca reprodukcyjna wykonywana w gospodarstwie domowym jest produktywna dla kapitału. Ale do tego Rey już się nie odnosi. Być może dlatego, że nie był w stanie przebrnąć przez teksty Mariarosy Dalla Costy? Coś, co jestem w stanie zupełnie zrozumieć. Tyle że wypadałoby się wówczas o niej nie wypowiadać. Druga część tekstu Rey’a poświęcona jest krytyce postulatu “płacy za pracę domową”, który, zdaniem autora, gdyby został potraktowany dosłownie i rzeczywiście wprowadzony w życie, nie poprawiłby sytuacji materialnej ani gospodyń domowych, ani ich mężów, a jedynie doprowadził do spadku wynagrodzenia za pracę najemną. Znowu: jest to w zasadzie prawda. Podobnie jak to, że jedzenie nie bierze się z powietrza. Tyle że przywołane w formie zarzutu po raz kolejny zupełnie mija się z celem, choć tym razem być może w mniej oczywisty sposób. Jak zauważa Kathi Weeks postulat “płacy za pracę domową” należałoby traktować raczej jako prowokacje niż coś, co należałoby faktycznie wprowadzić w życie**. Postulat ten powstał właśnie jako próba przełożenia teoretycznych odkryć marksistowskiego feminizmu na język powszechnie zrozumiały. Jak bowiem inaczej wykazać kluczowe ekonomiczne znacznie jakiejś aktywności, niż domagając się za nią wynagrodzenia? Paradoksalnie Rey konfrontuje się z najbardziej bezpośrednio z marksistowskim feminizmem dokładnie w momencie, gdy sam zaczyna pochylać się nad losem kobiet. Pisze bowiem, że w przypadku pracy domowej mamy do czynienia nie z kapitalistycznym wyzyskiem, ale z (domowym) niewolnictwem. I to jest właśnie pogląd, przeciwko któremu cała debata o pracy domowej była zwrócona. Chodziło w niej bowiem o to właśnie, żeby wykazać, że charakter pracy domowej w społeczeństwach kapitalistycznych nie jest bynajmniej żadnym przeżytkiem z czasów antycznych (etapu “niewolniczego sposobu produkcji”), ale stanowi integralną część systemu kapitalistycznego. Jest to zresztą także centralna teza “Kalibana i czarownicy” Silvii Federici, która - pomimo wielu innych słabości tej książki - wydaje mi się dość dobrze uzasadniona. Ok, to tyle na razie. Rozumiem, że wypadałoby wreszcie wyłożyć, na czym tak naprawdę (moim zdaniem) polegał marksistowski feminizm. To może w przyszłości. Tymczasem można sobie na ten temat poczytać w książce Gender i Ekonomia Opieki (do wypożyczenia w Wolnej Bibliotece) albo na stronach Think Tanku Feministycznego [https://www.ekologiasztuka.pl/think.tank.feministyczny/ [https://www.ekologiasztuka.pl/think.tank.feministyczny/]] (skąd zresztą sam się o tym wszystkim dowiedziałem). * gwoli wyjaśnienia określenie “tylko mąż pracuje zarobkowo, a żona wyłącznie zajmuje się domem” nie jest opisem faktycznego stanu rodzin robotniczych w żadnym w zasadzie momencie historii. Przedmiotem dyskusji (zresztą zarówno u Rey’a jak i u Federici i Dalla Costy) jest tu pewien, nigdy całkowicie nie zrealizowany, model podziału ról płciowych. ** vide Weeks, Kathi The Problem with Work: Feminism, Marxism, Antiwork Politics, and Postwork Imaginaries, ‎Duke University Press, 2011

Stan przedzawałowy kapitalizmu - Wolnelewo

https://szmer.info/post/12887266

Stan przedzawałowy kapitalizmu - Wolnelewo - szmer

Lemmy

Brytyjski dyplomata: Są cztery scenariusze dla Iranu

https://szmer.info/post/12695237

Brytyjski dyplomata: Są cztery scenariusze dla Iranu - szmer

Lemmy