Aktywność kobiet w anarchiźmie i życiu społecznym. Anarchistów. Blog społeczny. - szmer
cross-postowane z: https://szmer.info/post/13119291
[https://szmer.info/post/13119291] > Tekst ten piszę po tym, gdy przeczytałam
skandaliczny artykuł jednego tzw. anarchisty z Federacji Anarchistycznej na
temat udziału kobiet w życiu publicznym. Jego wypowiedź operuje dokładnie takimi
samymi sformułowaniami jak wypowiedzi tradycyjnych konserwatystów. > > Krytykuje
on zwracanie uwagi na liczbę kobiet w partiach politycznych i dyskusjach
publicznych, pisząc o tym, że aby było po równo kobiet i mężczyzn, szuka się
tych pierwszych “na siłę”. Zadaje też kilka manipulacyjnych pytań: Czy taka
forma działań międzypłciowych faktycznie promuje równość? Czy przypadkiem nie
jest to usilne akcentowanie różnic na tle płci? Po co tak mocno podkreślać
różnice między kobietami, mężczyznami czy osobami niebinarnymi, skoro problemy
społeczne dotyczą prędzej czy później wszystkich, w różnych proporcjach?
(Zauważmy, że widzi, że proporcje są różne, chociaż tyle…). > > Widać, że facet
ten (a jakże!) nie czytał żadnej feministycznej literatury, nie mówiąc już o
anarcho-feministycznej, gdyż znałby wtedy odpowiedzi na swoje pytania i może
wtedy tak chętnie nie publikowałby kompletnych bzdur. Ciekawe jest, że dla niego
nierówne jest nie tylko dążenie do tego, żeby kobiety stanowiły większość, ale
żeby w ogóle stanowiły istotną część danej grupy! Pisze on, że powinien się
wypowiadać ten, kto chce. > > > Nie widzi, nie wiem czy nie zna (byłoby to
straszne) historii budowania kapitalizmu na wyzysku kobiet. Dopiero od niedawna
kobiety w Europie mają pełne prawa wyborcze, mogą studiować i pracować zawodowo
we wszystkich branżach. Wcześniej czasy oświecenia i tworzący się kapitalizm
stworzył (nieznany w średniowieczu) podział na pracę produkcyjną męską i pracę
reprodukcyjną kobiecą. I tą drugą odarł z wynagrodzenia i dał jej podrzedny
status. Kobiety zaczęły być przypisywane do sfery “prywatnej” i niegodne było,
aby zajmowały się sferą “publiczną”. Stąd, nawet dziś, nie mają równej pozycji,
gdyż społeczeństwo odbiera je po prostu jako mniej wartościowe na rycku pracy,
szczególnie w sferach technicznych i militarnych. Udawanie, że płeć nie
istnieje, nie sprawi, że ona faktycznie zniknie! Obecnie kobiety pracujące mają
przerwy na wychowanie dzieci, często zmuszone są brać mniejszy etat, gdyż
wychowują dzieci i ich zarobki są niższe niż mężczyzn. Luka płacowa jest
większa, niż wskazują często przytaczane dane. Po uwzględnieniu wykształcenia,
stażu pracy i zawodu sięga nawet 12–21 proc. I nie zmniejsza się od kilkunastu
lat. Mimo wszystkich kampanii mających na celu zwiększenie liczby dziewcząt w
branży technicznej w innych krajach UE, nawet w bardziej neutralnych pod
względem płci szkołach w Szwecji więcej dziewcząt wybiera karierę w sektorze
zdrowia i edukacji niż w nauce i technologiach. > > Wszystko to dowodzi, że
wpływ kulturowy jest wciąż silny, a stereotypy i uprzedzenia poznawcze mają
ogromny wpływ na programowanie przyszłości dzieci. Ponieważ jednak wszystkie te
różnice są konstruowane społecznie, możemy je przezwyciężyć, zmieniając nasz
sposób myślenia o zawodowych rolach kobiet i zachęcając dziewczęta do
studiowania kierunków ścisłych i odnoszenia w nich sukcesów. Nie ulega
wątpliwości, że płeć nie jest wystarczającym powodem do zawężania puli talentów.
W tym właśnie pomóc mają parytety. > > Dziewczynki i młode kobiety, które nie
widzą wzorców innych kobiet np. w reprezentacji muzyczek zespołów rockowych, na
kongresach anarchistycznych, wśród autorów wydawanych książek anarchistycznych,
wśród opisywanych postaci anarchistycznych (ile znacie anarchistek, a ilu
anarchistów?) nie będą wierzyć w swoje siły i możliwości. Dopiero dbanie o
równowagę płci może ten problem pokonać, tak aby w przyszłości nie trzeba było
zwracać na to uwagi! > > > Bo to właśnie brak parytetów sprawia, że decyzje
podejmuje się na podstawie płci. Jednego z milionów przykładów na potwierdzenie
tej tezy dostarcza fenomenalna książka „Niewidzialne kobiety. Jak dane tworzą
świat skrojony pod mężczyzn” Caroline Criado Perez. Rzecz dotyczy pewnej
amerykańskiej orkiestry filharmonicznej, w której grali sami mężczyźni. W ramach
eksperymentu wprowadzono, wcześniej tam niestosowane, przesłuchania kandydatów
za kotarą. Dzięki tej metodzie członkowie jury przestali widzieć, kto gra,
ocenie podlegała tylko jakość wykonania. W ciągu kilkunastu lat liczba kobiet w
orkiestrze wzrosła od całkowitej nieobecności do 45 proc. składu. Okazało się,
że wcześniej oceniający nieświadomie uznawali brzmienie za gorsze, kiedy
widzieli, że gra kobieta. > > Prawie całkowita nieobecność kobiet na najwyższych
szczeblach kariery zawodowej, bez związku z ich kompetencjami w danej branży, to
niestety smutna reguła. Jak pisze Criado Perez, kobiety stanowią tylko 11 proc.
kadry kierowniczej w firmach technologicznych i zaledwie 7 proc. w firmach,
które zajmują się finansowaniem start-upów, co przekłada się na to, że
dofinansowanie najczęściej dostają start-upy prowadzone przez mężczyzn. Jak
wynika z badań przeprowadzonych kilka lat temu przez Krytykę Polityczną i
OKO.press, w Polsce kobiety stanowią tylko 14 proc. gości zapraszanych do
najważniejszych programów publicystycznych, a mężczyźni bez poczucia
niestosowności czy braku kompetencji omawiają w swoim gronie nawet takie tematy,
jak ciąża i aborcja czy dostęp do tabletek dzień po. Niezbyt wesoło w kontekście
brania pod uwagę kompetencji bez związku z płcią wygląda sytuacja w środowisku
akademickim. Badacze z Yale University pod kierownictwem Corinne Moss-Racusin
rozesłali do 127 profesorów i profesorek CV młodych naukowców starających się o
zatrudnienie w roli kierownika laboratorium badawczego. Te same CV w zależności
od tego, czy były podpisane męskim, czy żeńskim imieniem i nazwiskiem, były
inaczej oceniane. Kandydatów męskich uznawano za bardziej kompetentnych,
częściej oferowano im pracę, o którą się starali, i proponowano im wyższą pensję
oraz wsparcie mentorskie niż kobietom. > > > > Te i setki innych badań oraz
publikacji z Polski, Europy i świata pokazują, że równouprawnienie kobiet i
mężczyzn wciąż pozostaje celem, do którego droga jest długa. A przecież
anarchizm powinien przodować w tej działce i równość moglibyśmy zbudować już
teraz. A nie za 134 lata, jak oszacowało rok temu Światowe Forum Ekonomiczne. I
oczywiście parytety odgórnie narzucane są skandalem. Tak samo jak inne prawa
narzucane odgórnie. Ale dbałość o to, żeby jednak były one przestrzegane przez
nasze wolnościowe społeczności jest niezbędne i świadczy o dojrzałości
emancypacyjnej ruchu. > >
> > > Mam nadzieję, że autor tego obrzydliwego artykułu też w końcu coś poczyta
na ten temat i przemysli swoje nastawienie. A z plusów z przymrużeniem oka, mogę
dodać, że więcej anarchistek oznacza też mniej pracy dla anarchistów 😉 > Źródła
w komentarzu. > > Anarchistka. Blog społeczny