OnePlus 15 oficjalnie wspiera przesyłanie plików przez Apple AirDrop

Po udostępnieniu przełomowej funkcji dla urządzeń z serii Google Pixel i Samsung Galaxy, wsparcie dla AirDrop za pośrednictwem Android Quick Share trafia na kolejne flagowce. Tym razem padło na OnePlusa 15.

Aktualizacja, na którą wielu czekało

Jak donoszą użytkownicy na oficjalnych forach marki oraz dziennikarze Android Authority, OnePlus 15 zaczął oficjalnie obsługiwać standard wymiany plików z urządzeniami Apple. Oznacza to, że użytkownicy tych smartfonów mogą teraz płynnie wysyłać i odbierać pliki prosto od posiadaczy iPhone’ów i Maców, korzystając z natywnego menu udostępniania.

Wszystko wskazuje na to, że jest to zmiana włączana po stronie serwera przez samo Google. Nie wymaga ona pobierania potężnych aktualizacji całego systemu, a funkcja po prostu zaczyna pojawiać się w opcjach udostępniania Quick Share. Oprócz OnePlusa 15, podobne raporty spływają od pierwszych użytkowników najnowszych smartfonów marek Oppo oraz Vivo.

OnePlus 15 – pierwsze wrażenia. Bestia w matowej czerni

Dlaczego to ważne?

Dla użytkowników OnePlus 15 to dodatek o tyle istotny, że model ten jest oficjalnie i szeroko sprzedawany na rynkach zachodnich (w tym w USA i Europie), gdzie dominacja iPhone’a jest największa. Do tej pory użytkownicy Androida na tych rynkach często czuli się wykluczeni z szybkiej, towarzyskiej wymiany plików.

Integracja mechanizmów Quick Share (rozwijanego przez Google i Samsunga) z protokołem wykorzystywanym przez Apple AirDrop to jeden z największych i najbardziej pozytywnych kroków w stronę interoperacyjności, jaki branża mobilna wykonała w ostatnich latach. Koniec z pytaniami: „Wyślesz mi to na maila, bo mam Androida?”.

#AirDrop #Android #Apple #Google #interoperacyjność #iOS #nowościAndroid #OnePlus #OnePlus15 #przesyłaniePlików #QuickShare

Świat dwóch prędkości. Amerykanie dostają mocne funkcje Gemini za darmo, a my musimy czekać

Google właśnie udostępniło bezpłatny dostęp do funkcji Personal Intelligence oraz Memory dla użytkowników w Stanach Zjednoczonych.

To potężne narzędzia, które sprawiają, że sztuczna inteligencja zyskuje dostęp do naszego kalendarza, poczty i zdjęć, stając się prawdziwie osobistym asystentem. Problem polega na tym, że podczas gdy za oceanem nowości trafiają pod strzechy bez opłat, w Europie nadal stoimy w przedpokoju technologicznych innowacji.

Zacznijmy od zmian czysto wizualnych, bo one są zauważalne od razu. Aplikacja Gemini na systemie Android zyskuje nowe szlify – charakterystyczna, kolorowa poświata nie będzie już tylko otaczać dolnego panelu przy wywoływaniu asystenta. Przeprojektowany interfejs rozświetli ramki całego ekranu smartfona. To estetyczny detal, który ma zapewnić wizualną spójność chociażby z opcją Circle to Search.

Prawdziwa ewolucja kryje się jednak pod maską. Narzędzie Personal Intelligence całkowicie zmienia sposób interakcji z modelem językowym.

Asystent w naszych prywatnych plikach

AI potrafi teraz samodzielnie i bezpiecznie przeszukiwać nasze aplikacje – od Gmaila i Kalendarza, przez Dysk, aż po Google Photos. Co to oznacza w praktyce? Sztuczna inteligencja wie, o której mamy lot, pamięta, jaki sprzęt kupiliśmy w zeszłym miesiącu z elektronicznym paragonem i potrafi na tej podstawie zaplanować nam cały wyjazd lub odpowiedzieć na wysoce sprecyzowane zapytanie. Odpowiedzi przestają być ogólnikowe, a stają się w stu procentach „nasze”.

Dodatkowo amerykański gigant szeroko udostępnia funkcję Memory. Algorytmy mogą teraz analizować historię naszych czatów, aby uczyć się naszych osobistych preferencji. Od teraz asystent nie zaczyna każdej rozmowy z pustą kartą. Pamięta, jakie mamy zainteresowania, jaki styl odpowiedzi preferujemy i płynnie odnosi się do poruszanych wcześniej tematów.

Cyfrowy podział i uzasadniona frustracja

Największe kontrowersje budzi jednak polityka dystrybucji tych rozwiązań. Od momentu styczniowej zapowiedzi Personal Intelligence było funkcją mocno elitarną, zarezerwowaną dla płatnego abonamentu. Właśnie udostępniono ją całkowicie bez opłat – ale wyłącznie użytkownikom za oceanem. Oznacza to, że osoby opłacające najwyższe plany subskrypcyjne w innych regionach świata (w tym w Polsce) są pozbawione narzędzi, które amerykański użytkownik darmowego konta otrzymuje od ręki.

Oczywiście, po części winę za takie opóźnienia ponoszą rygorystyczne przepisy o ochronie danych w Europie. Niemniej, patrząc z perspektywy entuzjasty technologii, trudno nie czuć rozgoryczenia. Giganci z Doliny Krzemowej ewidentnie tworzą środowisko użytkowników „pierwszej” i „drugiej” kategorii. Zamiast globalnej wioski i równego dostępu do najnowszych usług, serwuje nam się świat wielu prędkości, w którym my możemy co najwyżej czytać o tym, jak inteligentne i wygodne staje się życie na innym kontynencie.

Google Antigravity samodzielnie napisze i wdroży twoją aplikację

#AIWEuropie #aktualizacjaGemini #AsystentGoogle #GeminiAI #GeminiMemory #GoogleWorkspaceAI #nowościAndroid #PersonalIntelligence #sztucznaInteligencja

„To pilne!” – Google Phone pozwoli przebić się przez tryb „Nie przeszkadzać”

Ile razy zdarzyło Ci się dzwonić do kogoś w ważnej sprawie, tylko po to, by odbić się od poczty głosowej, bo ta osoba miała włączony tryb „Nie przeszkadzać”?

Google testuje rozwiązanie, które pozwoli oznaczyć połączenie jako pilne i ominąć blokadę. Ale spokojnie – wymaga to zgody obu stron.

Nowa funkcja, nazwana „Expressive Calling”, właśnie trafia do użytkowników wersji beta aplikacji Telefon Google (Google Phone). Jej głównym elementem jest możliwość nadania połączeniu statusu „Pilne” (Urgent).

Jak to działa?

Jeśli dzwonisz do kogoś i wiesz, że sprawa nie cierpi zwłoki, na ekranie wybierania numeru zobaczysz nową opcję: „Oznacz połączenie jako pilne” (Mark call as urgent).

Co widzi odbiorca?

Na jego ekranie pojawia się komunikat „To pilne!” (It’s urgent!) wraz z animowanym emoji syreny alarmowej.

Najważniejsze: jeśli w ustawieniach dany użytkownik, odbiorca pilnego połączenia, wyraził na to zgodę, takie połączenie zignoruje aktywny tryb „Nie przeszkadzać” i uruchomi dzwonek. W historii połączeń taka rozmowa zostanie trwale oznaczona etykietą „pilne”.

Haczyk? Na razie tylko dla wtajemniczonych

Funkcja jest obecnie we wczesnej fazie testów beta (wersja 203). Aby zadziałała, zarówno dzwoniący, jak i odbierający muszą korzystać z wersji beta aplikacji Telefon Google.

To jednak kwestia czasu, zanim rozwiązanie trafi do stabilnego kanału. Dla użytkowników Androida w Polsce to dobra wiadomość – aplikacja Google jest domyślnym dialerem w wielu popularnych smartfonach (Pixel, Motorola, Xiaomi, etc). To sensowna alternatywa dla systemowego „Emergency Bypass” w iOS, który działa zawsze dla danego kontaktu – tutaj decyzję o „pilności” podejmujemy przy każdym połączeniu indywidualnie.

Google Tłumacz przechodzi na Gemini. Koniec z dosłownym tłumaczeniem, czas na „Uniwersalnego Tłumacza” w słuchawkach

#Android #aplikacjeGoogle #ExpressiveCalling #GooglePhone #niePrzeszkadzać #nowościAndroid