Tajne godziny – powrót do świata Herrona

Jeśli należysz do grona czytelników, którzy pokochali serię Kulawe Konie, to „Tajne godziny” jest książką, obok której nie sposób przejść obojętnie. Mick Herron po raz kolejny udowadnia, że w świecie literatury szpiegowskiej ma coś wyjątkowego do powiedzenia — i co ważniejsze, potrafi to powiedzieć w sposób, który jednocześnie bawi, niepokoi i zmusza do myślenia.

Mick Herron

Herron to autor, który wyróżnia się na tle współczesnych twórców thrillerów przede wszystkim podejściem do bohaterów i samej idei szpiegostwa. W jego powieściach nie znajdziemy idealnych agentów rodem z kina akcji. Zamiast tego dostajemy ludzi zmęczonych, cynicznych, często popełniających błędy — ale przez to boleśnie prawdziwych. To właśnie ta „niedoskonałość” stała się znakiem rozpoznawczym serii Kulawe Konie i w „Tajne godziny” autor rozwija ją w jeszcze dojrzalszy sposób.

fot. Mikael Buck

Styl, który buduje napięcie

Jednym z największych atutów Herrona jest jego styl — oszczędny, precyzyjny, a jednocześnie przesiąknięty suchym, brytyjskim humorem. Dialogi są błyskotliwe i naturalne, a narracja prowadzona jest w sposób, który pozwala czytelnikowi stopniowo odkrywać kolejne warstwy historii. Autor nie spieszy się z ujawnianiem wszystkich kart, ale robi to tak umiejętnie, że napięcie rośnie niemal niezauważalnie, aż w pewnym momencie trudno się oderwać od lektury.

O czym są „Tajne godziny”?

Punktem wyjścia dla fabuły jest powołanie komisji Monochrome — organu, który ma prześwietlić działalność brytyjskich służb specjalnych i ujawnić wszelkie nieprawidłowości. Dwoje urzędników, Griselda Fleet i Malcolm Kyle, otrzymuje dostęp do najbardziej wrażliwych archiwów, co w teorii powinno oznaczać początek gruntownego rozliczenia systemu.

W praktyce jednak śledztwo od początku napotyka opór. Kolejne przeszkody, niedopowiedzenia i subtelne próby sabotowania prac sprawiają, że Monochrome zaczyna przypominać instytucję skazaną na powolne wygaszenie. Sytuacja zmienia się dopiero w momencie pojawienia się tajemniczej teczki oznaczonej kryptonimem OTIS — dokumentu, który najwyraźniej skrywa coś znacznie poważniejszego, niż ktokolwiek chciałby przyznać.

Wraz z tym odkryciem historia zaczyna zataczać coraz szersze kręgi. W tle pojawiają się wydarzenia z Berlina tuż po zjednoczeniu Niemiec, a także ślad prowadzący do byłego agenta, którego ktoś próbuje uciszyć. Herron nie zdradza wszystkiego od razu — zamiast tego stopniowo buduje napięcie, sugerując, że stawką nie jest jedynie wyjaśnienie przeszłości, lecz coś znacznie większego: kontrola nad narracją, odpowiedzialnością i samą istotą działania służb.

Na tym tle przewija się szeroki wachlarz postaci — od polityków i ich doradców, przez urzędników i karierowiczów, po zmęczonych systemem operacyjnych „wyrobników”. Wszyscy funkcjonują w ramach swoich ról, wykonując codzienne obowiązki, ale — jak sugeruje sam tytuł — to, co robią poza oficjalnym obiegiem, w tych „sekretnych godzinach”, najlepiej odsłania ich prawdziwą naturę.

Znajomy klimat, nowe spojrzenie

„Tajne godziny” to książka, która idealnie wpisuje się w klimat znany z Kulawych Koni, choć jednocześnie oferuje coś świeżego. Zamiast skupiać się wyłącznie na bieżących wydarzeniach, Herron zagląda głębiej — w przeszłość, w mechanizmy działania służb i w konsekwencje decyzji podejmowanych „po cichu”, z dala od opinii publicznej. To powieść o tym, że prawdziwe dramaty nie zawsze rozgrywają się na oczach świata — często dzieją się właśnie w tych tytułowych „tajnych godzinach”.

Biurokracja, polityka i chaos

Dla fanów serii szczególnie satysfakcjonujące będzie to, jak autor rozwija znane motywy: biurokrację, wewnętrzne rozgrywki w służbach, polityczne naciski i absurdalne decyzje podejmowane przez ludzi na szczytach władzy. Herron ma wyjątkowy talent do pokazywania, że największym zagrożeniem dla wywiadu nie zawsze są wrogowie zewnętrzni, lecz chaos, ambicje i błędy popełniane we własnych strukturach.

Ironia i lekkość mimo ciężaru tematów

Co ważne, mimo że książka porusza poważne tematy, nie jest ciężka w odbiorze. Autor balansuje między napięciem a ironią, dzięki czemu lektura jest niezwykle angażująca. Ten charakterystyczny ton — lekko sardoniczny, momentami wręcz kąśliwy — sprawia, że nawet najbardziej gorzkie obserwacje dotyczące świata polityki i służb specjalnych mają w sobie coś przyciągającego.

Konstrukcja, która wciąga

Herron doskonale rozumie też konstrukcję fabuły. „Tajne godziny” nie jest prostą historią prowadzoną od punktu A do punktu B. To raczej misternie utkany obraz, w którym różne wątki zazębiają się i uzupełniają, tworząc spójną, wielowymiarową całość. Autor nie traktuje czytelnika jak biernego odbiorcy — wymaga uwagi, ale nagradza ją w pełni satysfakcjonującym doświadczeniem.

Dla fanów Kulawych Koni

Dla osób, które znają Kulawe Konie, ta książka będzie jak powrót do dobrze znanego świata — świata, w którym nic nie jest czarno-białe, a bohaterowie muszą radzić sobie nie tylko z zagrożeniami zewnętrznymi, ale i własnymi słabościami. Jednocześnie „Tajne godziny” pokazuje, że Herron nie stoi w miejscu jako autor. Jego warsztat jest coraz bardziej dopracowany, a sposób opowiadania historii — jeszcze pewniejszy i bardziej wyważony.

Szpiegostwo z charakterem

To także świetny przykład literatury szpiegowskiej, która nie polega wyłącznie na akcji, ale stawia na atmosferę, charakter i konsekwencję. Jeśli w Kulawych Koniach cenisz inteligentny humor, realistyczne podejście do pracy wywiadu i bohaterów, którzy są bardziej ludzcy niż heroiczni — ta książka spełni wszystkie te oczekiwania, a nawet je przewyższy.

Podsumowując

„Tajne godziny” to pozycja obowiązkowa dla fanów Micka Herrona. To książka dojrzała, wciągająca i napisana z ogromnym wyczuciem gatunku. Autor po raz kolejny udowadnia, że szpiegowska opowieść może być jednocześnie inteligentna, zabawna i głęboko refleksyjna. Jeśli szukasz historii, która zostanie z tobą na dłużej — zdecydowanie warto sięgnąć właśnie po tę.

„Tajne godziny” mają swoją Polską premierę dziś. Książkę można kupić w dobrych księgarniach za 49,99PLN. Polecam.

Myślenie w czasach, które dopiero się zaczynają

#dobraKsiążka #insignis #książki #KulaweKonie #MickHerron #TajneGodziny

Myślenie w czasach, które dopiero się zaczynają

Są książki, które trafiają idealnie w moment. I są takie, które ten moment definiują. „Maszyna myśląca” autorstwa Stephena Witta zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. Bo to nie jest ani klasyczna biografia, ani typowa książka technologiczna. To raczej opowieść o świecie, który właśnie się wydarza – na naszych oczach, w czasie rzeczywistym.

I może właśnie dlatego czyta się ją z lekkim niepokojem.

Bo z jednej strony – fascynacja. Z drugiej – trudne do zignorowania pytanie: dokąd my właściwie zmierzamy?

To już nie jest science fiction

Najciekawsze w tej książce jest to, że ona w ogóle nie próbuje udawać futurystyki. Nie ma tu wizji odległej przyszłości rodem z filmów science fiction. Wręcz przeciwnie – wszystko, o czym czytamy, dzieje się teraz.

I to „teraz” jest chyba najbardziej niepokojące.

Żyjemy w czasach, w których jedno pokolenie doświadcza skoku cywilizacyjnego większego niż kilka wcześniejszych razem wziętych. Sztuczna inteligencja przestaje być ciekawostką, a staje się fundamentem świata – takim samym jak elektryczność czy internet. I Witt doskonale to czuje. Nie moralizuje, nie straszy, ale prowadzi nas przez tę zmianę tak, że trudno pozostać obojętnym.

Czytając tę książkę, miałem dokładnie to samo wrażenie, które towarzyszy mi od miesięcy: jednocześnie ekscytację i lekki stres. Fascynację tym, co możliwe, i obawę o to, co nieuniknione.

Człowiek, który postawił wszystko na jedną kartę

W centrum tej historii stoi Jensen Huang – postać absolutnie filmowa. Imigrant z Tajwanu, który jako dziecko trafia do Ameryki, przechodzi przez dość brutalną szkołę życia, by ostatecznie zbudować jedną z najważniejszych firm XXI wieku.

Ale „Maszyna myśląca” nie jest laurką. To nie jest historia genialnego wizjonera, który od początku wiedział wszystko najlepiej. To raczej opowieść o uporze. O konsekwencji. O podejmowaniu decyzji, które w danym momencie wydają się kompletnie nieracjonalne.

Najważniejsza z nich? Wiara w to, że GPU – karty graficzne – mogą być czymś znacznie więcej niż tylko narzędziem do renderowania gier.

Dziś brzmi to banalnie. W latach 90. było herezją.

Huang zignorował krótkoterminową logikę rynku, presję inwestorów i zdrowy rozsądek wielu analityków. Postawił na obliczenia równoległe i rozwijał tę wizję przez lata, często balansując na granicy porażki. Witt świetnie pokazuje, że sukces Nvidii nie wynika z jednego genialnego ruchu, ale z całej serii decyzji, które dopiero razem stworzyły fundament pod rewolucję AI.

Nvidia – od gamingu do „fabryki AI”

Nvidia w tej książce to coś więcej niż firma. To wręcz infrastruktura współczesnego świata technologii.

Zaczynamy od czasów pecetów, kart graficznych i gier pokroju Quake’a, które napędzały rozwój GPU. Potem pojawiają się momenty krytyczne – pierwsze porażki, widmo bankructwa, decyzje podejmowane pod ogromną presją.

Aż w końcu dochodzimy do momentu przełomowego.

Do chwili, w której okazuje się, że to właśnie te same układy, które renderowały piksele w grach, są idealne do trenowania sieci neuronowych. Że ich zdolność do przetwarzania tysięcy operacji jednocześnie czyni je fundamentem nowoczesnej sztucznej inteligencji.

I nagle wszystko zaczyna się układać.

Witt świetnie opisuje moment „AlexNet” – kiedy sieć neuronowa wytrenowana na kartach Nvidii deklasuje konkurencję i pokazuje, że przyszłość AI właśnie się zaczęła. To jeden z tych fragmentów książki, które czyta się jak thriller, mimo że mówimy o… macierzach i obliczeniach.

Technologia, która zmieniła zasady gry

Jedną z największych zalet tej książki jest to, jak autor tłumaczy rzeczy skomplikowane. Bo umówmy się – obliczenia równoległe, architektura GPU, platforma CUDA czy trenowanie modeli AI to nie są tematy, które czyta się lekko przy kawie.

A jednak tutaj to działa.

Witt potrafi przełożyć inżynierię na język historii. Pokazać, dlaczego decyzja o rozwijaniu CUDA przez dekadę – mimo że nie przynosiła zysków – była jednym z najważniejszych ruchów w historii firmy. Jak budowanie „fosy technologicznej” sprawiło, że Nvidia nie tylko wygrała wyścig, ale wręcz zmieniła jego zasady.

To książka, która uświadamia jedną rzecz: dzisiejsza AI nie istnieje w próżni. Ona stoi na bardzo konkretnym fundamencie sprzętowym. I bez tego fundamentu nie byłoby ani modeli językowych, ani generowania obrazów, ani autonomicznych systemów.

AI, które zaczyna rozumieć więcej, niż powinna

Najbardziej intrygujące są jednak fragmenty dotyczące samej sztucznej inteligencji.

Moment, w którym pojawia się pojęcie emergencji – zdolności modeli do radzenia sobie z zadaniami, których nigdy wcześniej nie widziały – jest jednocześnie fascynujący i niepokojący. Bo nagle okazuje się, że twórcy tych systemów sami do końca nie rozumieją, co się właściwie wydarzyło.

To już nie jest tylko narzędzie.

To coś, co zaczyna wykazywać cechy… których się nie spodziewaliśmy.

A jednocześnie Jensen Huang pozostaje zadziwiająco spokojny. Dla niego AI to wciąż narzędzie – potężne, przełomowe, ale jednak narzędzie. Witt nie narzuca tu jednej narracji, tylko zostawia czytelnika z pytaniami. I to chyba jego największa siła.

Książka o przyszłości, która już trwa

„Maszyna myśląca” to książka, którą trudno jednoznacznie sklasyfikować. To trochę biografia, trochę reportaż technologiczny, trochę analiza biznesowa, a momentami wręcz filozoficzna refleksja nad kierunkiem, w którym zmierza świat.

Ale przede wszystkim to książka o zmianie.

O tym, jak seria decyzji jednego człowieka może wpłynąć na losy całej branży. Jak upór i wizja potrafią przekształcić firmę od kart graficznych w kluczowego gracza globalnej rewolucji. I jak technologia, która miała służyć rozrywce, staje się fundamentem nowej ery.

Jeśli czytaliście „Quo vAIdis” Andrzej Dragan albo lubicie biografie w stylu Walter Isaacson, poczujecie się tu jak w domu. Tylko że tym razem historia dzieje się szybciej. Znacznie szybciej.

I nie mamy luksusu patrzenia na nią z dystansu.

Bo jesteśmy jej częścią.

Na koniec – refleksja

Po lekturze zostaje ze mną jedno zdanie, choć nigdzie nie jest wprost napisane: my dopiero zaczynamy.

To nie jest kulminacja rewolucji AI. To jej początek.

I może właśnie dlatego warto tę książkę przeczytać teraz – zanim przyzwyczaimy się do świata, który jeszcze chwilę temu wydawał się niemożliwy.

#insignis #JensenHuang #książka #MaszynaMyśląca #nvidia #StephenWitt

Bookiety:
»[Recenzja] „Wszystko, co chcesz wiedzieć o wszechświecie: FAQ” Jorge Cham, Daniel Whiteson«

W połowie trzeciej dekady XXI wieku mamy więc FAQ na (praktycznie) wszystko, z Kosmosem włącznie. Takim właśnie kompendium jest książka „Wszystko, co chcesz wiedzieć o Wszechświecie: FAQ”, spółki autorskiej Jorge Cham (robotyk) - Daniel Whiterson (fizyk), mającej już na swoim koncie napisaną w takiej samej konwencji książkę „Nie mamy pojęcia!” (2017), o niewyjaśnionych tajemnicach fizyki.

https://www.fahrenheit.net.pl/ksiazki/recenzje/bookiety/recenzja-wszystko-co-chcesz-wiedziec-o-wszechswiecie-faq-jorge-cham-daniel-whiteson/

#Fahrenheit_zin #recenzja #Insignis #TomaszKokowski #PiotrMocniak #KatarzynaZegadłoGałecka #JakubRadzimiński #MariaBrzozowska #TomaszBrzozowski #JorgeCham #DanielWhiteson #Wszystkocochceszwiedziećowszechświecie #FAQ

iMagazine 12/2025 – Zimowe uaktualnienie nastroju

Drodzy Czytelnicy i Przyjaciele iMagazine,

Święta to moment, w którym technologia zwalnia, a my – choć na chwilę – próbujemy zrobić to samo. Życzymy wam, aby ten czas był tak ciepły, jak ekran waszego ulubionego urządzenia ustawiony na Night Mode, i tak spokojny, jak bateria, która po raz pierwszy od miesięcy wytrzymuje cały dzień bez ładowania.

Niech te święta przyniosą wam magię równie wyjątkową, co premierowe funkcje, które potrafią nas zachwycić nawet wtedy, gdy myślimy, że widzieliśmy już wszystko. Życzymy wam radości większej niż ta po odpakowaniu nowego sprzętu i inspiracji, która – jak dobre oprogramowanie – pojawi się dokładnie wtedy, kiedy będzie najbardziej potrzebna.

Dziękujemy, że kolejny rok byliście z nami: czytaliście, komentowaliście, inspirowaliście i rozpalaliście naszą pasję do technologii, designu i codziennych historii, które dzieją się między jednym tapnięciem a drugim. To dzięki wam iMagazine jest miejscem pełnym energii i niekończącej się ciekawości.

Niech nadchodzący rok będzie stabilny jak najlepsze aktualizacje, ekscytujący jak niespodziewane keynote’y i pełen nowych możliwości – zarówno tych cyfrowych, jak i absolutnie analogowych.

Wesołych Świąt i technologicznie pięknego Nowego Roku!

Zespół iMagazine

Spis treści

Aktualności

  • Aktualności

Podróże

  • Japonia | Wojtek Pietrusiewicz
  • Oman: od gwarnego targu w Nizwie po noc pod gwiazdami na Wahiba Sands | Ela Różalska

Prezentowniki

  • Prezentownik Apple 2025 – technologia, która robi różnicę | Dominik Łada
  • Prezentownik 2025 – inteligentne prezenty, które mają sens | Dominik Łada
  • Brzmienia, które obdarowują — audio 2025 | Dominik Łada
  • Jaki telewizor pod choinkę? | Paweł Okopień
  • Podaruj bliskim (lub sobie) czas. Prezentownik Narwal | Dariusz Hałas
  • Prezenty Smart Home A.D. 2025 – technologia, która naprawdę ułatwia życie | Dominik Łada
  • Garmin – prezenty dla doskonałej kondycji A.D. 2025 | Dominik Łada
  • Prezenty dla aktywnych A.D. 2025 – sprzęt, który naprawdę chce się używać | Dominik Łada
  • Mój lifestylowy list do Świętego Mikołaja A.D. 2025 | Dominik Łada
  • Prezentownik książkowy 2025 – propozycje od Insignis | Dominik Łada

Productivity

  • Moje ulubione gadżety USB-C w 2025 roku | Michał Śliwiński

Audio

  • Bowers & Wilkins Px8 S2 McLaren Edition – duże słuchawki na co dzień | Paweł Hać
  • Blaupunkt Party Box PB6LED. Przenośne centrum dowodzenia imprezą | Dariusz Hałas
  • JBL Sense Lite – wiele do zaoferowania | Paweł Hać
  • Nothing Ear (3) | Paweł Hać

Sprzęt

  • Pierwsze wrażenia z przesiadki: iPad Pro 11” M2 na iPad Pro 11” M5 | Dominik Łada
  • OnePlus 15. Maratończyk na sterydach | Dariusz Hałas
  • Motorola edge 70 Nowa definicja smukłości | Agnieszka Serafinowicz
  • DJI Romo P – robot, który wygląda jak z muzeum sztuki nowoczesnej i sprząta jak… dron? | Dominik Łada
  • Mercusys Halo H25BE | Paweł Hać
  •  To, co przydaje się na lata | Krzysztof Kołacz
  • SteelSeries Apex, Aerox & Arctis – mocny zestaw | Paweł Hać
  • Nomad Stratos — tytan, sport i odrobina Voltowego szaleństwa | Dominik Łada

Mobilność

  • Mazda 6e – cisza w cieniu Alhambry | Dominik Łada
  • Mercedes-Benz CLA 250+ Nowy król wydajności? | Dariusz Hałas
  • Renault 5 E-Tech Roland Garros Gem, set i mecz dla Francji | Dariusz Hałas
  • Lexus NX350h – cichy prestiż | Paweł Hać

Software

  • Zapomnij o grach Prawdziwa rewolucja spatial computing dzieje się gdzie indziej | Dariusz Hałas
  • Apple Sports w Polsce – nowa, szybka i bezpłatna aplikacja dla kibiców | Dominik Łada

Gry

  • Call of Duty: Black Ops 7 – ja wysiadam | Paweł Hać
  • Dispatch | Paweł Hać

Porady

  • Wyłącz uruchamianie aparatu z zablokowanego ekranu | Maciej Skrzypczak
  • Jaki powerbank można przewozić samolotem? Moje doświadczenia po IFA 2025 w Berlinie | Dominik Łada

Felietony

  • Tim Cook może ustąpić ze stanowiska CEO Apple Inc. już w 2026 roku | Dominik Łada
  • DMA miał obniżyć ceny i zwiększyć konkurencję. | Dominik Łada
  • Nowy interfejs aplikacji Trening w watchOS 26 — i dlaczego również mnie doprowadza do szału | Dominik Łada
  • Czas człowieka w erze AI | Krzysztof Kołacz
  • Jaki to był rok dla Apple? | Krzysztof Kołacz
  • Wino na Wigilię – odrobina kwasowości, szczypta słodyczy i cała masa przyjemności | Piotr Wdowiak
  • 20 minut, które zmieniły wojnę. Analiza obrony Izraela to dzwonek alarmowy dla Polski | Dariusz Hałas

Film

  • Heweliusz | Jan Urbanowicz
  • The Office PL 5 | Jan Urbanowicz
  • Premiery streamingowe listopad 2025 | Jan Urbanowicz

Muzyka

  • Dziś wybranie najlepszych słuchawek TWS niemal graniczy z cudem | Paweł Winiarski

Podcasty

  • Podcasty | Dominik Łada

Makowa kuchnia

  • Ciasto cytrynowo-jabłkowe | Małgorzata Łada

#blaupunkt #cisco #djiRomo #heweliusz #imagazine #insignis #ipadProM5 #japonia #jbl #mercusys #motorolaEdge70 #narwal #nomad #nothing #nowosc #oman #oneplus15 #prezentownik #prezentownik2025 #steelseries #swieta2025

Bookiety:
»[Recenzja] „Z Merlinem przez wszechświat” Neil deGrasse Tyson«

Autor na pytania często proste, zapewne trywialne w oczach tak wybitnego naukowca, odpowiada w sposób dosłownie „łopatologiczny”, ale nie pozbawiony lekkości i sporych dawek humoru.

https://www.fahrenheit.net.pl/ksiazki/recenzje/bookiety/recenzja-z-merlinem-przez-wszechswiat-neil-degrasse-tyson/

#Fahrenheit_zin #recenzja #Insignis #PiotrWojnarowicz #KarolinaZelewska #NeildeGrasseTyson #ZMerlinemprzezwszechświat #JakubRadzimiński #MariaBrzozowska #TomaszBrzozowski #StephenJTyson #MerlinsTouroftheUniverse

Nie-fantastyka:
»Neil deGrasse Tyson „Z Merlinem przez wszechświat”«

Wczoraj (12 listopada 2025 roku) nakładem wydawnictwa Insignis ukazała się książa Neila deGrasse'a Tysona "Z Merlinem przez wszechświat. Planety, gwiazdy, galaktyki, czarne dziury – kosmiczna podróż aż po krańce poznania".

https://www.fahrenheit.net.pl/ksiazki/o-ksiazkach/nie-fantastyka/neil-degrasse-tyson-z-merlinem-przez-wszechswiat/

#Fahrenheit_zin #Insignis #KarolinaZelewska #NeildeGrasseTyson #ZMerlinemprzezwszechświat #JakubRadzimiński #MariaBrzozowska #TomaszBrzozowski #StephenJTyson

Recenzje fantastyczne:
»[Recenzja] „Nowe wieki ciemne. Kolonia” Max Kidruk«

Do tej pory do moich ulubionych marsjańskich opowieści należały „Piaski Marsa” Arthura C. Clarke’a i trylogia Kima Stanleya Robinsona, gęsto wypchana wątkami ekologicznymi oraz niezadanymi pytaniami o to, czy człowiek ma prawo przekształcać obce światy według swojej woli. Ostatnio jednak wielka dwójka stała się wielką trójką, a to za sprawą powieści Maxa Kidruka „Nowe wieki ciemne. Kolonia”.

https://www.fahrenheit.net.pl/ksiazki/recenzje/fantastyczne/recenzja-nowe-wieki-ciemne-kolonia-max-kidruk/

#Fahrenheit_zin #HannaFronczak #recenzja #Insignis #Kolonia #MarekStankiewicz #recenzjaksiążki #IwonaCzapla #Nowewiekiciemne #MaxKidruk #MonikaŻuberMamakis #KarolinaZelewska #KaterinaKoszelewa #FedirHonca #НовіТемніВіки #Колонія

Fantastyka:
»Max Kidruk „Nowe wieki ciemne. Kolonia”«

Kolonia to pierwszy tom serii Nowe wieki ciemne opowiadającej o świecie w XXII wieku. To historia o tym, że człowiek mimo wszystkich osiągnięć cywilizacji wcale się nie zmienia i ani wydłużenie ludzkiego życia, ani nawet dojście do stadium gatunku dwuplanetarnego nie zapewnią ludzkości zbawienia.

https://www.fahrenheit.net.pl/ksiazki/o-ksiazkach/fantastyka/max-kidruk-nowe-wieki-ciemne-kolonia/

#Fahrenheit_zin #Insignis #Kolonia #książka #MarekStankiewicz #IwonaCzapla #Nowewiekiciemne #MaxKidruk #MonikaŻuberMamakis #KarolinaZelewska #KaterinaKoszelewa

Recenzje fantastyczne:
»[Recenzja] „Level Up 1. Re-Start” Dan Sugralinow«

Książki z ogólnie pojętego gatunku LitRPG nie są może kompletną nowością na rynku, ale z pewnością stanowią niszę niszy. W dużym skrócie: to gatunek literacki łączący konwencje gier RPG (Role Playing Game) z powieściami science-fiction i fantasy. Na naszym rynku można takie cuda znaleźć chociażby w wydawnictwie Insignis, które kilka lat temu wypuściło cykl „Droga Szamana”. A jak się prezentuje „Level Up 1 Re-Start” Dana Sugralinowa? Cóż… różnie.

https://www.fahrenheit.net.pl/ksiazki/recenzje/fantastyczne/recenzja-level-up-1-re-start-dan-sugralinow/

#Fahrenheit_zin #recenzja #Insignis #AnnaSzumacher #PiotrSokołowski #DanSugralinow #LeszekKazimierski #PiotrMocniak #KatarzynaZegadłoGałecka #LevelUp1ReStart #RestartLevelUp1 #LevelUp

Fantastyka:
»Dan Sugralinow, „Level Up 1. Re-Start”«

W końcu lipca 2025 roku, nakładem Wydawnictwo Insignis ukazała się powieść Dana Sugralinowa "Level Up 1. Re-Start".

https://www.fahrenheit.net.pl/ksiazki/o-ksiazkach/fantastyka/dan-sugralinow-level-up-1-re-start/

#Fahrenheit_zin #Insignis #Fantastyka #książka #PiotrSokołowski #DanSugralinow #LevelUp1 #ReStart #LeszekKazimierski #PiotrMocniak #KatarzynaZegadłoGałecka