iMagazine 6/2026 – szybkość…

Czerwiec w świecie Apple oznacza jedno – WWDC. Już za chwilę dowiemy się, jak będą wyglądały systemy operacyjne, z których będziemy korzystać przez kolejne lata. Jakie niespodzianki przygotowano dla użytkowników iPhone’ów, iPadów, Maców, Apple Watchy i Vision? Odpowiedzi poznamy niebawem. Ja tradycyjnie wybieram się do Apple Park, a pełne podsumowanie konferencji znajdziecie w lipcowym wydaniu iMagazine.

Tymczasem mamy dla Was numer, który doskonale wypełni czas oczekiwania. Jak zwykle jest grubo, różnorodnie i bardzo ciekawie. Osobiście szczególnie polecam materiał o Prioracie – regionie znanym przede wszystkim z wybitnych win, ale równie zachwycającym dla miłośników rowerów szosowych. To jedno z tych miejsc, które raz odwiedzone zostają w pamięci na długo.

Mocnym punktem numeru jest także motoryzacja. Zabieramy Was na Porsche Experience 2026, jeździmy legendarnym 911, a także najnowszymi modelami Maserati, Volkswagena i Xpenga. Nie zabrakło też technologicznych nowości od DJI, świeżych zegarków Amazfit i iGPSPORT, nowych kosiarek od MOVA i Ankera/eufy, świetnego audio oraz felietonów, które – mam nadzieję – skłonią Was do refleksji.

Szczególnie zapraszam do przeczytania mojego tekstu o sztucznej inteligencji. To felieton, do którego zbierałem się bardzo długo. Bo prawda jest taka, że nie boję się AI. Boję się tego, co z nią zrobimy.

Miłej lektury!

Spis treści

Galeria iMagazine

  • ANNA MARIA ZYGMUNT | @annamariazygmunt

Aktualności

  • Aktualności

Podróże

  • Cztery dni w Prioracie. Nasze „Rowerowe Spa” w katalońskim raju | Dominik Łada

Productivity

  • Jak zadbać o kondycję swojego mózgu? | Michał Śliwiński

Lifestyle

  • Lifestyle | Dominik Łada
  • Dlaczego Porsche Experience On Track to pozycja obowiązkowa | Wojtek Pietrusiewicz

Audio

  • Audio Pro C5 MkII W Classic Dune – towarzysz pracy | Paweł Hać
  • Sony 1000X The ColleXion – recenzja po 2 tygodniach | Wojtek Pietrusiewicz
  • Beyerdynamic AMIRON 200 – open-ear dla aktywnych, ale nie dla każdego | Dominik Łada

Sprzęt

  • DJI Osmo Pocket 4 Creator Combo – pierwszy krok do świata mobilnego filmowania | Dominik Łada
  • Amazfit Cheetah 2 Pro – wreszcie smartwatch dla biegaczy, a nie smartwatch „z bieganiem” | Dominik Łada
  • iGPSPORT VeRun – duathlonista | Paweł Hać
  • Logitech Signature Comfort Plus – biurowy komfort w czasach, gdy biuro jest wszędzie | Dominik Łada
  • Particula GoBalance Play – można inaczej | Paweł Hać
  • Baseus PicoGo AM52 Qi2.2 – powerbank, który po prostu używasz | Dominik Łada
  • MOVA LiDAX Ultra 1600 – zaawansowana pielęgnacja trawnika bez plątaniny kabli | Dariusz Hałas
  • eufy C15 Robot, który widzi ogród tak jak ty | Dariusz Hałas
  • Mikrofalówka, która nie jest tylko mikrofalówką | Dariusz Hałas

TV

  • Telewizory Samsung 2026 – sztuka z charakterem i AI | Paweł Okopień

Mobilność

  • Ewolucja ikony: Porsche 911 992.2 Targa 4 GTS | Wojtek Pietrusiewicz
  • Fizyka pod maską. Efektywność napędu, czyli właściwie co? | Dariusz Hałas
  • Volkswagen Golf GTI Edition 50. Król przedniej osi | Dariusz Hałas
  • Maserati Nettuno V6. Mechaniczna dusza | Dariusz Hałas
  • Maserati Grecale Trofeo. Sztuka, która jeździ | Dariusz Hałas
  • Nowy Xpeng G9 AWD Performance. Ewolucja w tempie błyskawicy | Dariusz Hałas

Software

  • Brim – inteligentny tracker nawodnienia | Dominik Łada

Gry

  • Pragmata | Paweł Hać

Porady

  • Jak „pozbyć się” Liquid Glass z iUrządzenia | Maciej Skrzypczak

Higiena Cyfrowa

  • Jak i kiedy zacząć oczyszczać technologiczne przedpole? | Krzysztof Kołacz

Felietony

  • Nie boję się AI. Boję się tego, co z nią zrobimy | Dominik Łada
  • Pięć seriali Apple TV, które warto nadrobić w wakacje | Krzysztof Kołacz
  • Spóźnieni w wersji Beta? | Krzysztof Kołacz
  • Kobiece oblicze Tokaju | Piotr Wdowiak

Film

  • Margo jest spłukana | Jan Urbanowicz
  • Jack Ryan: Wojna Duchów | Jan Urbanowicz
  • Premiery streamingowe czerwiec 2026 | Jan Urbanowicz

Muzyka

  • Jak bardzo zmieni się jeszcze rynek muzyczny? | Paweł Winiarski

Podcasty

  • Podcasty | Dominik Łada

Makowa kuchnia

  • Zapiekanka z jabłkami i budyniem | Małgorzata Łada
#AI #AmazfitCheetah2Pro #Anker #Baseus #Beyerdynamic #DJIOsmoPocket4 #eufy #iGPSport #iMagazine #JackRyan #logitech #Maserati #MOVA #Particula #PorscheExperience2026 #Priorat #Sharp #sony #tokaj #vw #Xpeng

Test iMagazine – Opel Corsa Electric GS. Sleeper na prąd [galeria]

Ten samochód przy bliższym poznaniu burzy pierwsze, powierzchowne wrażenie.

Kiedy odebrałem do testów najnowszego Opla Corsę Electric w topowej wersji GS (topowej wśród odmian „cywilnych”, bo jest jeszcze znacznie mocniejsza i droższa odmiana GSE) patrzyłem na pokrytego białym lakierem hatchbacka z kontrastującym czarnym dachem i czarnymi felgami. Auto proporcjonalne, ale z zewnątrz niespecjalnie zdradzające swój temperament. Dopiero pierwsze kilometry za kierownicą uświadomiły mi, że ten niepozorny wóz potrafi mocno zaskoczyć.

Radość z jazdy

To, co absolutnie ratuje ten model i stanowi jego najmocniejszą stronę, to właściwości jezdne. Po włączeniu trybu Sport, elektryczna Corsa aż rwie się do przodu. Zaskakująco dobrze się prowadzi, a swoim charakterem, zwartością i zwinnością w zakrętach znacznie bardziej przypomina gokartowe Mini niż typowego, ułożonego przedstawiciela segmentu B. Za dynamikę odpowiada nowszy i mocniejszy wariant napędu. Pod podłogą pracuje silnik elektryczny o mocy 156 KM, który dostarcza 260 Nm natychmiastowego momentu obrotowego.

Przyspieszenie do setki zajmuje 8,1 sekundy. O ile na papierze ta wartość może nie zrywać czapek z głów, tak w codziennym gąszczu ulic sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Sprint od 0 do 50 km/h trwa nieco ponad 3 sekundy. Taka reakcja na wciśnięcie pedału przyspieszenia sprawia, że testowana Corsa GS staje się drogowym sleeperem, który spod świateł bez najmniejszego wysiłku zostawia w tyle znacznie agresywniej wyglądające samochody. Najważniejsze jest jednak to, że auto daje kierowcy poczucie kontroli nie tylko w jeździe na wprost, jak wiele mocnych elektryków.

Koszty i rynkowa matematyka

Jeżeli ktoś szuka po prostu rzetelnego i taniego auta na codzienne dojazdy, spalinowa Corsa z silnikiem o mocy 100 KM kusi bardzo rozsądną ceną promocyjną od 75 500 zł. Decyzja o przejściu na prąd wymaga niestety głębszego sięgnięcia do kieszeni. Najtańsza elektryczna odmiana startuje w cenniku od 110 500 zł. Jest to jednak wersja oparta na starszej architekturze z mniejszym akumulatorem o pojemności 50 kWh i słabszym, 136-konnym silnikiem.

Osobiście radzę ten wariant ominąć – jest po prostu mniej efektywny. Znacznie lepszym wyborem jest testowany, bogatszy wariant GS z nowym układem napędowym (156 KM) i powiększoną do 51 kWh baterią, na który trzeba przeznaczyć minimum 123 300 zł.

Prawda o zasięgu i pułapki ładowania

Zgodnie z oficjalnymi danymi technicznymi i procedurą WLTP, Corsa z silnikiem 156 KM potrafi pokonać do 429 kilometrów na jednym ładowaniu. W rzeczywistej eksploatacji takie deklaracje można potraktować z lekkim przymrużeniem oka. Realny zasięg wynosi raczej niecałe 300 km. Aby zbliżyć się do wartości z katalogu, trzeba by ograniczyć się wyłącznie do powolnej, zachowawczej ekojazdy.

Zużycie energii zależy przede wszystkim od środowiska. Osiągnięcie wyników na poziomie 14–17 kWh/100 km przy niskich prędkościach i w ruchu miejskim, gdzie często możemy odzyskiwać energię nie jest żadnym wyzwaniem. Sytuacja zauważalnie zmienia się po wjechaniu na autostradę – tam aerodynamika jest nieubłagana, a komputer pokładowy wyraźnie pokazuje wartości przekraczające 22 kWh/100 km.

A jak wygląda uzupełnianie energii? Producent obiecuje ładowanie na szybkiej stacji prądu stałego (DC o mocy 100 kW) od 20% do 80% w około 30 minut. W praktyce, dobicie od 10% do bezpiecznych 80% zajmie wam mniej niż 40 minut, co jest wynikiem całkowicie akceptowalnym. Należy jednak pamiętać o złotej zasadzie podróżowania tym autem w trasie: nie ma absolutnie żadnego sensu ładować Corsy do pełna. Czas pompowania elektronów od poziomu 80% do 100% przekracza ten od 10% do 80%, a oczekiwanie na maksymalny zasięg potrafi zabrać nawet kolejną bitą godzinę.

Szarości we wnętrzu i technologiczne kompromisy

Mimo wysokiej pozycji w cenniku, testowana wersja GS nie epatuje w środku luksusem. Znajdziemy tu materiałową tapicerkę z serii Banda White – czarną z białymi wstawkami – a sportowe fotele przednie regulowane są manualnie, kierowcy w sześciu, a pasażera w czterech kierunkach. Kokpit otula nas nieco zachowawczą, szaro-ciemną tonacją, z wyczuwalną obecnością twardych plastików. W tej klasie konkurencyjny Citroen C3 udowadnia, że kabina niedużego wozu potrafi być znacznie bardziej ożywiona stylistycznie.

Auto tygodnia #58 – Citroën ë-C3: wygodny, miejski elektryk w cenie auta spalinowego [galeria]

Corsa broni się za to zaskakującym pragmatyzmem w drugim rzędzie. Kanapa oferuje naprawdę przyzwoitą ilość miejsca – usiądą tam dorośli pasażerowie, którzy mieliby spore problemy, by zmieścić się do tyłu nowego, elektrycznego Renault 5.

Rozczarowanie przychodzi natomiast po otwarciu klapy. Elektryczna Corsa dysponuje bagażnikiem o pojemności zaledwie 267 litrów. Na dodatek pod maską próżno szukać jakiegokolwiek przedniego bagażnika (tzw. frunka) na kable zasilające. To definiuje ten wóz jako auto stworzone głównie na krótsze dystanse.

Ostatnim elementem wymagającym odrobiny cierpliwości są multimedia. System pokładowy obsługiwany przez 10-calowy kolorowy ekran dotykowy jest poprawny, ale interfejs potrafi działać dość ślamazarnie. Na całe szczęście na pokładzie znalazła się bezprzewodowa obsługa aplikacji Android Auto oraz Apple CarPlay. Wystarczy połączyć smartfon, przykryć powolne menu Opla sprawdzonymi mapami i po prostu cieszyć się jazdą. A ta, w wydaniu elektrycznej Corsy GS, gwarantuje naprawdę sporo czystej frajdy.

Ocena ogólna Opel Corsa Electric GS: 4/6

  • Design: 4/6
  • Jakość wykonania: 3,5/6
  • Oprogramowanie: 3,5/6
  • Wydajność: 4,5/6

Plusy:

  • Zaskakująco dobre, niemal gokartowe właściwości jezdne i pewność w zakrętach.
  • Świetna dynamika przy niskich prędkościach (0-50 km/h w nieco ponad 3 sekundy).
  • Bardzo przyzwoita ilość miejsca na tylnej kanapie na tle klasowych rywali.
  • Bezproblemowa, bezprzewodowa obsługa Apple CarPlay oraz Android Auto, która skutecznie zastępuje fabryczny system.
  • Rozsądne zużycie energii w codziennej, spokojnej eksploatacji (14-17 kWh/100 km).

Minusy:

  • Wnętrze zdominowane przez twarde plastiki i dość smutną, zachowawczą tonację.
  • Ślamazarnie działające fabryczne oprogramowanie multimedialne.
  • Bardzo skromny bagażnik (267 litrów) i brak dodatkowego schowka z przodu (frunka) na kable.
  • Męcząco długi czas ładowania w zakresie 80-100%, skutecznie zniechęcający do uzupełniania baterii do pełna w trasie.
  • Wyraźnie rosnące zużycie energii na drogach szybkiego ruchu.

Opel Corsa Electric GS – galeria










#CorsaElectricGS #elektromobilność #iMagazine #Opel #OpelCorsa #samochodyElektryczne #segmentB #sleeper #testyAut

Inwestycje i podatki. Grupa Volkswagen podsumowuje produkcję w Polsce

Grupa Volkswagen opublikowała szczegółowy raport dotyczący swojej działalności przemysłowej i handlowej w Polsce za miniony rok.

Z opublikowanych danych finansowych wynika, że niemiecki koncern dominuje na rynku sprzedaży nowych aut, dostarczając niemal sto siedemdziesiąt tysięcy pojazdów, ale stanowi również jeden z głównych filarów lokalnej gospodarki. Skala produkcji w krajowych zakładach, idąca w setki tysięcy samochodów i miliony komponentów, bezpośrednio przekłada się na znaczące wpływy do budżetu państwa.

Produkcja aut i komponentów dla pojazdów elektrycznych

Zakłady zlokalizowane w Wielkopolsce i na Dolnym Śląsku pracują na maksymalnych obrotach. Tylko w ubiegłym roku linie montażowe fabryki Volkswagen Poznań opuściło dwieście trzydzieści sześć tysięcy samochodów, przy czym aż siedemdziesiąt procent części użytych do ich budowy pochodziło od krajowych dostawców.

Równie imponująco wyglądają statystyki produkcji samych podzespołów. Poznańska odlewnia wygenerowała blisko pięć milionów elementów, z czego kluczową część stanowił niemal milion obudów przekładni przeznaczonych wprost dla w pełni elektrycznych pojazdów z rodziny ID. Z kolei fabryka Volkswagen Motor Polska w Polkowicach zamknęła rok wynikiem sześciuset dwudziestu tysięcy zmontowanych silników spalinowych, utrzymując niesamowite tempo rynkowe na poziomie jednej nowej jednostki zjeżdżającej z taśmy co trzydzieści sekund.

Rozbudowa fabryk i rozliczenia fiskalne

Koncern przygotowuje się jednocześnie do kolejnego etapu technologicznej transformacji. W zakładzie we Wrześni oficjalnie rozpoczęto wartą półtora miliarda złotych rozbudowę infrastruktury produkcyjnej. Inwestycja ta ma na celu przygotowanie linii montażowych do produkcji całkowicie elektrycznego modelu eCrafter nowej generacji. Fabryka ta jest obecnie zasilana z przyzakładowej farmy fotowoltaicznej o mocy ponad osiemnastu megawatów, co pozwala na pokrycie jednej czwartej rocznego zapotrzebowania całego kompleksu na energię elektryczną.

Skala tej przemysłowej machiny ma bezpośrednie, weryfikowalne odzwierciedlenie w rozliczeniach podatkowych. Spółki należące do Grupy Volkswagen wpłaciły do polskiego budżetu z tytułu podatku dochodowego od osób prawnych ponad siedemset czterdzieści milionów złotych za sam rok rozliczeniowy. Obecnie niemiecki koncern zatrudnia w Polsce przeszło dwadzieścia dwa tysiące pracowników w ponad dwudziestu spółkach i podmiotach joint venture, czyniąc nasz kraj drugim największym ośrodkiem produkcyjnym tego producenta w całej Europie.

Volkswagen odkrywa tajniki platformy MQB evo

#biznes #eCrafter #iMagazine #podatki #produkcjaSamochodów #przemysł #samochodyElektryczne #Volkswagen #VolkswagenPoznań

Czteroramienny robot Helios. Orbit Robotics stworzyło maszynę do pracy w mikrograwitacji

Szwajcarska firma Orbit Robotics zaprezentowała projekt robota Helios, zaprojektowanego specjalnie do pracy na stacjach kosmicznych.

Urządzenie wyróżnia się nietypową, czteroramienną konstrukcją, która stanowi inżynieryjną odpowiedź na specyficzne wyzwania związane z brakiem grawitacji. Maszyna ma wyręczyć astronautów w wielu rutynowych pracach. Nie na Ziemi.

Mechanika i stabilizacja w przestrzeni kosmicznej

W warunkach mikrograwitacji tradycyjne, dwunożne konstrukcje humanoidalne tracą swoją użyteczność. Zamiast nóg, Helios wykorzystuje cztery ramiona. Taki układ pozwala maszynie na jednoczesne ustabilizowanie swojej pozycji za pomocą dwóch kończyn i wykonywanie precyzyjnych prac pozostałą parą rąk. Inżynierowie zrezygnowali z ciężkich silników w każdym stawie. Zamiast tego zastosowano napęd ścięgnowy, w którym silniki umieszczono bliżej barków, a siła przenoszona jest za pomocą systemu linek i rolek. Zmniejsza to masę samych ramion, zachowując wymagany zakres ruchu. Dodatkowo w łokciach wykorzystano przeguby toczne, co zapewnia płynność działania, kluczową dla zachowania stabilności robota w przestrzeni pozbawionej ciążenia i unikania niekontrolowanych wstrząsów.

Optymalizacja kosztów i czasu załogi

Wdrożenie tego typu maszyn na orbitę ma wyraźne uzasadnienie ekonomiczne. Z danych przytaczanych przez inżynierów wynika, że rutynowe prace konserwacyjne pochłaniają około 35 procent czasu pracy astronautów na stacji, a sam cykl rozładunku towarów może trwać niemal 50 godzin. Koszt jednej roboczogodziny członka załogi ISS szacuje się na 140 tysięcy dolarów. Odciążenie ludzi z powtarzalnych zadań logistycznych, takich jak inwentaryzacja czy przenoszenie sprzętu, przyniesie wymierne oszczędności finansowe i pozwoli astronautom skupić się na właściwych badaniach naukowych.

Szybszy od nauczyciela. System SAIL sprawi, że roboty w końcu przestaną się ślamazarzyć

#Helios #iMagazine #inżynieria #Kosmos #Nauka #OrbitRobotics #robotyka #stacjaKosmiczna #technologie

Stellantis przechodzi na architekturę STLA One. Baterie strukturalne i instalacja 800 V

Koncern Stellantis ogłosił wprowadzenie nowej, globalnej architektury pojazdów o nazwie STLA One, która zadebiutuje na rynku w 2027 roku.

Płyta podłogowa ma docelowo połączyć i zastąpić pięć dotychczas używanych platform, stanowiąc bazę dla samochodów z kluczowych segmentów B, C oraz D. To strategiczny i czysto inżynieryjny ruch mający na celu obniżenie kosztów produkcji i drastyczne uproszczenie globalnej gamy modelowej grupy.

Integracja strukturalna i instalacja 800 V

Z technologicznego punktu widzenia STLA One wprowadza rozwiązania, które stają się rynkowym standardem w walce o wydajność i zasięgi aut elektrycznych. Platforma jest w pełni przystosowana do instalacji o napięciu 800 V, co bezpośrednio przełoży się na znaczne skrócenie czasu uzupełniania energii. Koncern stawia przy tym na szerokie zastosowanie tańszych i pozbawionych krytycznych surowców ogniw litowo-żelazowo-fosforanowych (LFP). Najważniejszą zmianą konstrukcyjną jest jednak wdrożenie architektury cell-to-body. Akumulator przestaje być jedynie podwieszanym modułem, a staje się integralnym elementem struktury nośnej pojazdu, co pozwala na jednoczesną redukcję masy oraz optymalizację przestrzeni we wnętrzu.

Będzie to również pierwsza w historii Stellantis płyta podłogowa fabrycznie integrująca zaawansowane oprogramowanie STLA Brain oraz system SmartCockpit. Konstrukcja zakłada także zastosowanie technologii steer-by-wire, czyli elektronicznego układu kierowniczego pozbawionego fizycznego połączenia kierownicy z kołami. Generalnie wygląda na to, że Stellantis zamierza wreszcie gonić konkurencję. Problem w tym, że konstrukcje typu cell-to-body, instalacje 800 V czy steer-by-wire już dziś ma wiele modeli aut dostępnych na rynku.

Standaryzacja na masową skalę

Unifikacja technologiczna ma przynieść dwudziestoprocentową poprawę efektywności kosztowej. Ambicje koncernu są ogromne – do 2035 roku na architekturze STLA One ma powstać ponad trzydzieści różnych modeli, a docelowy wolumen produkcji przekroczy dwa miliony egzemplarzy.

Cały projekt wpisuje się w szeroki plan restrukturyzacji, według którego do końca obecnej dekady połowa wszystkich samochodów opuszczających fabryki Stellantis będzie budowana na zaledwie trzech globalnych platformach. Strategia ta pozwoli inżynierom na ponowne wykorzystywanie nawet siedemdziesięciu procent wspólnych komponentów w różnych pojazdach kilkunastu marek należących do grupy.

Rozwód po kanadyjsku. Stellantis oddaje fabrykę, LG bierze wszystko. Co to mówi o kondycji rynku EV?

#800V #BEV #biznes #iMagazine #LFP #motoryzacja #samochodyElektryczne #steerByWire #Stellantis #STLAOne #technologia

Wi-Fi 7 i porty 10 Gb/s. TP-Link wprowadza do Polski router Archer BE805

Na polskim rynku debiutuje nowy, zaawansowany router TP-Link Archer BE805.

Urządzenie pracujące w standardzie Wi-Fi 7 zostało zaprojektowane z myślą o najbardziej wymagających środowiskach sieciowych. Sprzęt wyceniony na około 2300 złotych oferuje gigantyczną przepustowość bezprzewodową oraz potężne zaplecze dla połączeń kablowych, stanowiąc solidny fundament dla profesjonalistów i posiadaczy domowych serwerów.

Ogromna przepustowość i standard BE19000

Sercem nowego modelu jest obsługa trzypasmowego standardu BE19000. Router wykorzystuje częstotliwość 6 GHz oraz szerokość kanału 320 MHz, co pozwala na osiągnięcie łącznej prędkości transmisji na poziomie 19000 Mb/s. Największą przepustowość, sięgającą 11520 Mb/s, urządzenie rezerwuje dla wspomnianego pasma 6 GHz, oddając dodatkowo 5760 Mb/s w paśmie 5 GHz oraz 1376 Mb/s w paśmie 2,4 GHz.

Za stabilność sygnału i efektywne zarządzanie ruchem przy dziesiątkach podłączonych sprzętów odpowiada dziesięć wbudowanych anten oraz pakiety technologii optymalizacyjnych, w tym Multi-Link Operation, OFDMA, MU-MIMO oraz zaawansowany Beamforming.

Zaplecze dla serwerów NAS i bezpieczna sieć

Niezwykle istotnym elementem Archera BE805 jest jego fizyczne zaplecze komunikacyjne. Inżynierowie TP-Link wyposażyli urządzenie w jeden port WAN 10 Gb/s oraz jeden port LAN o identycznej przepustowości 10 Gb/s. Konfigurację uzupełniają cztery standardowe gigabitowe złącza LAN oraz dwa porty USB w standardzie 3.0. Obecność portów 10 Gb/s sprawia, że router staje się doskonałym centrum zarządzania dla domowych i małych biurowych serwerów NAS, gdzie kluczowa jest błyskawiczna komunikacja w sieci lokalnej i praca na dużych plikach.

Oprogramowanie sprzętu pozwala na bezproblemową budowę ekosystemu EasyMesh i wykorzystuje najnowszy protokół bezpieczeństwa WPA3 wraz z ochroną HomeShield. Konstrukcja natywnie obsługuje również funkcje klienta oraz serwera VPN. Całym środowiskiem sieciowym, w tym konfiguracją zabezpieczeń, można wygodnie i zdalnie zarządzać z poziomu dedykowanej aplikacji mobilnej TP-Link Tether.

Szybki internet za miastem z dużym rabatem. TP-Link tnie ceny systemów Wi-Fi 7

#ArcherBE805 #hardware #iMagazine #NAS #router #siećDomowa #Sprzęt #technologie #TPLINK #WiFi7

BYD Sealion 5 DM-i wyceniony w Polsce. Rodzinny SUV z hybrydą plug-in debiutuje na rynku

Chińska ofensywa na polskim rynku motoryzacyjnym nabiera tempa. Koncern BYD oficjalnie zapowiedział wprowadzenie do oferty modelu SEALION 5 DM-i, czyli rodzinnego SUV-a z segmentu C.

Auto trafi do krajowych salonów sprzedaży w czerwcu 2026 roku, a jego cennik otwiera kwota 136 500 złotych.

Technologia Super Hybrydy DM i kontrowersyjne ładowanie

Z inżynieryjnego punktu widzenia sercem pojazdu jest napęd typu plug-in, określany przez producenta mianem Super Hybrydy DM, który generuje łączną moc systemową na poziomie 212 KM. Układ ten łączy 1,5-litrowy silnik spalinowy, charakteryzujący się wysoką sprawnością cieplną (producent podaje że jest ona rzędu 43 procent, co jest wyjątkowo wysoką wartością), z jednostką elektryczną. Zastosowanie akumulatora o pojemności 18,3 kWh pozwala na pokonanie do 86 kilometrów wyłącznie na prądzie, natomiast przy w pełni zatankowanym pojeździe całkowity zasięg ma wynosić do 1016 kilometrów.

Deklarowane przez producenta średnie zużycie paliwa to 2,1 litra na sto kilometrów przy emisji CO2 na poziomie 48 g/km (oczywiście to zużycie homologacyjne, czyli podawane przy założeniu, że bateria pojazdu jest pełna). Przyspieszenie od zera do setki w bogato wyposażonej wersji Design zajmuje 8,1 sekundy.

Pewnym rozczarowaniem z technologicznego punktu widzenia może być jednak zintegrowana ładowarka pokładowa, która obsługuje moc zaledwie 3,3 kW. Wiele hybryd plug-in już obsługuje szybkie stacje DC, co sprawia, że jesteśmy w stanie naładować taki pojazd np. podczas zakupów w galerii handlowej. Tutaj potrwa to dłużej, zatem ogranicza to sensowność tego pojazdu do sytuacji, kiedy możemy się ładować we własnym garażu (albo np. w miejscu pracy, przez wiele godzin).

Cyfrowe wnętrze i zasilanie zewnętrznych urządzeń

Kabina pojazdu została zaprojektowana z myślą o pięciu pasażerach, a przestrzeń bagażowa oferuje pojemność 463 litrów. W centrum deski rozdzielczej umieszczono charakterystyczny dla marki obrotowy ekran dotykowy o przekątnej 12,8 cala z pełną obsługą systemów Apple CarPlay i Android Auto, uzupełniony przez 8,8-calowy wyświetlacz zegarów.

Producent zdecydował się na wykończenie foteli oraz kierownicy wegańską skórą. Bogate wyposażenie wersji Design obejmuje między innymi automatyczne reflektory LED, adaptacyjny tempomat oraz system utrzymania pasa ruchu. Ciekawym rozwiązaniem jest implementacja technologii Vehicle-to-Load (V2L), która po zastosowaniu odpowiedniego, opcjonalnego adaptera pozwala na zasilanie zewnętrznych urządzeń elektrycznych bezpośrednio z baterii trakcyjnej samochodu.

Podstawowym kolorem nadwozia będzie Atlantis Blue. Za pozostałe warianty z palety, czyli Obsidian Black, Time Grey oraz Polar White, klienci będą musieli dopłacić 3900 złotych.

1000 koni mechanicznych i debiut w Europie. BYD rzuca wyzwanie producentom supersamochodów modelem DENZA Z

#BYD #BYDSealion5 #hybrydaPlugIn #iMagazine #motoryzacja #nowości #PHEV #samochodyZChin #Sealion5DMI #SUV

Samsung stawia na sztuczną inteligencję. Przegląd oferty telewizorów na 2026 rok

Samsung zaprezentował pełną linię telewizorów na bieżący rok, obejmującą serie Micro RGB, OLED, Neo QLED, Mini LED oraz modele lifestyle’owe z rodziny The Frame.

Fundamentem nowej generacji ekranów jest szeroka integracja oprogramowania Vision AI, które w tym roku trafia do wszystkich modeli obsługujących rozdzielczość 4K. Południowokoreański producent wplata w swój system rozwiązania oparte na platformach Perplexity i Microsoft Copilot, zmieniając sposób przetwarzania obrazu oraz dźwięku w czasie rzeczywistym.

Zaawansowane algorytmy i bezprzewodowe moduły

Sercem nowych funkcji jest system skalowania AI 4K Pro, który do analizy i poprawy jakości materiałów źródłowych wykorzystuje sieć 128 modeli neuronowych. Algorytmy odpowiadają również za zarządzanie dźwiękiem. Zastosowany układ sztucznej inteligencji potrafi w czasie rzeczywistym odseparować ścieżkę dialogową od muzyki i efektów specjalnych, pozwalając widzowi na niezależną regulację ich głośności.

Najciekawsze zmiany inżynieryjne zaszły w segmencie telewizorów OLED. Tegoroczny flagowiec, model S99H, został wyposażony w bezprzewodowy moduł One Connect. Rozwiązanie to pozwala na podłączenie wszystkich urządzeń peryferyjnych do zewnętrznej skrzynki, która może znajdować się w odległości nawet dziesięciu metrów od ekranu, przesyłając do niego obraz o parametrach dochodzących do 8K i 120 Hz.

Z kolei dla graczy przygotowano wariant S90H, w którym zastosowano matową matrycę z panelem o częstotliwości odświeżania 165 Hz oraz natywnym wsparciem dla technologii synchronizacji obrazu NVIDIA G-Sync i AMD FreeSync Premium Pro.

Ewolucja technologii Micro RGB i nowa seria The Frame

Na absolutnym szczycie portfolio marki pozostają ekrany wykonane w technologii Micro RGB, reprezentowane przez serie Samsung R95H oraz R86H. Modele te, dostępne w rozmiarach sięgających astronomicznych 115 cali, opierają się na strefowym, precyzyjnym sterowaniu jasnością poszczególnych subpikseli. Producent wyposażył je w powłokę skutecznie redukującą odblaski oraz autorski procesor, który dba o maksymalne pokrycie referencyjnej przestrzeni barw.

Innowacje dotknęły również najpopularniejszą serię lifestyle’ową. Nowością w ofercie jest telewizor The Frame Pro, którego grubość obudowy zredukowano do niespełna 25 milimetrów. Podobnie jak flagowe ekrany OLED, model ten wykorzystuje bezprzewodowy wariant modułu One Connect i oferuje matową matrycę z odświeżaniem 144 Hz. Ofertę uzupełniają klasyczne ekrany Neo QLED oraz Mini LED, dysponujące procesorami nowej generacji oraz parametrami odświeżania dopasowanymi do różnych półek cenowych, od 60 do 144 Hz.

Samsung z rekordem „zielonych” certyfikatów. Kino domowe ma teraz mniejszy ślad (węglowy)

#iMagazine #MicroRGB #NeoQLED #OLED #Samsung #SmartTV #Sprzęt #sztucznaInteligencja #Telewizory #theFrame #VisionAI

Zaporowa cena i prawdziwa rozszerzona rzeczywistość. Okulary Snap Spectacles wyprzedzą Android XR

Firma Snap, właściciel popularnego komunikatora Snapchat, przygotowuje się do jesiennej premiery nowej generacji swoich okularów rozszerzonej rzeczywistości z serii Spectacles.

Według najnowszych przecieków branżowych, urządzenie ma zadebiutować z niezwykle wysoką ceną sięgającą 2500 dolarów. Choć kwota ta pozycjonuje sprzęt w kategorii niszowych produktów premium, ruch ten ma kluczowe znaczenie strategiczne. Wypuszczając produkt w tym roku, Snap zamierza wyprzedzić rynkową ofensywę konkurencyjnej platformy Android XR, nad którą pracują między innymi Google i Samsung.

Prawdziwe AR kontra wyświetlacze przezierne

Astronomiczna cena okularów wynika z fundamentalnej różnicy w inżynieryjnym podejściu do technologii. Większość obecnych lub nadchodzących urządzeń konkurencji skupia się na podstawowych powiadomieniach. Dostępne już na rynku, wyceniane na 800 dolarów inteligentne okulary Ray-Ban od Mety, pełnią w praktyce funkcję prostych wyświetlaczy przeziernych (HUD), z kolei platforma Google w swojej pierwszej iteracji ma stawiać głównie na strumieniowanie dźwięku.

Inwazja na prywatność w oprawkach Ray-Ban. Meta ignoruje rosnący gniew społeczny

Inżynierowie Snapa idą inną drogą, stawiając na pełnoprawną rzeczywistość rozszerzoną. Nowe Spectacles mają umożliwić precyzyjne osadzanie i śledzenie wirtualnych obiektów trójwymiarowych w fizycznej przestrzeni użytkownika. Osiągnięcie tego efektu wymaga zastosowania zaawansowanych systemów mapowania otoczenia i znacznie wydajniejszych, zminiaturyzowanych podzespołów obliczeniowych.

Walka o harmonogram

Zestawienie dat rynkowych debiutów pokazuje, że przed branżą elektroniki ubieralnej stoi gorący okres technologicznych przetasowań. Google oficjalnie potwierdziło, że własne okulary wyposażone w wyświetlacze wprowadzi na rynek dopiero w 2027 roku. Z kolei nadchodzące w tym roku rozwiązania od marki XREAL przypominają raczej klasyczne gogle VR niż sprzęt do noszenia na co dzień. W tej sytuacji Snap zyskuje istotne okno czasowe na zaprezentowanie pełni swoich możliwości. Oficjalne szczegóły architektoniczne nowych okularów prawdopodobnie zostaną ujawnione w czerwcu, podczas zaplanowanego wystąpienia przedstawicieli firmy na targach Augmented World Expo.

#AndroidXR #Google #hardware #iMagazine #Meta #okularyAR #rozszerzonaRzeczywistość #snap #Spectacles #technologie

Google przypuszcza szturm na macOS. Gemini Spark przejmie kontrolę nad lokalnymi plikami

Gigant z Mountain View zapowiedział potężną aktualizację swojej natywnej aplikacji Gemini dla komputerów Mac.

Kluczową nowością zaplanowaną na tegoroczne lato jest wdrożenie narzędzia o nazwie Gemini Spark. To działający w tle, autonomiczny agent sztucznej inteligencji, którego zadaniem nie jest już tylko odpowiadanie na pytania, ale realne wykonywanie akcji w systemie operacyjnym. Podczas gdy standardowe modele potrafią jedynie generować tekst czy analizować podane dane, Spark otrzyma możliwość bezpośredniej ingerencji w lokalne pliki na dysku oraz automatyzacji procesów na pulpicie.

Google I/O 2026: Gemini 3.5 Flash wkracza do akcji. Przełomowy model zrewolucjonizuje pracę agentów AI

Rozwiązanie to będzie ściśle zintegrowane z oknami otwartymi w systemie, co pozwoli na płynną współpracę z uruchomionymi programami. Zaawansowane możliwości agenta nie będą jednak darmowe. Dostęp do funkcji automatyzujących pracę na macOS zostanie udostępniony wyłącznie subskrybentom najwyższego planu Google AI Ultra.

Kontekstowe dyktowanie i rozumienie intencji

Drugą fundamentalną zmianą w natywnej aplikacji jest całkowite przeprojektowanie interfejsu głosowego. Inżynierowie Google wdrażają mechanizm tolerujący naturalny, rwany sposób mówienia, pełen zawahań, potocznych wtrąceń i zmiany myśli w połowie zdania. Użytkownicy komputerów Mac będą mogli wywołać asystenta poprzez przytrzymanie klawisza funkcyjnego, co aktywuje dyskretny panel u dołu ekranu.

Sztuczna inteligencja wykorzysta pełen kontekst tego, co aktualnie wyświetla się na monitorze, aby zamienić swobodną wypowiedź w precyzyjnie sformatowany tekst, wstawiając go dokładnie w miejscu ustawienia kursora. W praktyce oznacza to na przykład możliwość zaznaczenia dokumentów w systemowym Finderze i podyktowania ogólnej komendy, którą algorytm samodzielnie zinterpretuje, przekształci w profesjonalną wiadomość i wklei bezpośrednio do okna tworzenia nowej wiadomości e-mail. To poziom integracji, który do tej pory był zarezerwowany wyłącznie dla natywnych narzędzi systemowych Apple.

#AI #Apple #automatyzacja #Gemini #GeminiSpark #Google #iMagazine #Mac #macOS #Oprogramowanie #sztucznaInteligencja