Dekada Brexitu, czyli jak kompletnie nie uczyć się na własnych błędach
Nowa funkcja WordPressa przypomina mi własne notatki z poprzednich lat i dzięki niej właśnie uświadomiłem sobie, że jutro mija dekada od największego (największego dotychczas 😉) aktu politycznej głupoty w historii Europy XXI wieku. Czy musiało do tego dojść? Znowu cytując klasyka: „Widocznie musiało, skoro doszło”.
Medialna iluzja i imperialna nostalgia
Brexit stanowi idealną metaforę współczesnej rzeczywistości medialnej. Latami grany w mediach temat, bez jakiegokolwiek związku z rzeczywistością, został rozpalony do takiego poziomu, że referendum zakończyło się wynikiem, na którym nikomu nie zależało. Co ciekawe, potem klasa polityczna, nie chcąc przyznać się do błędu, brnęła dalej w temat, który okazywał się coraz bardziej samobójczy. Produkowała po drodze kolejne mrzonki i iluzje, które również w komplecie okazały się nierealistyczne, oparte na daleko posuniętym myśleniu życzeniowym oraz nostalgii za czasami imperialnymi. Rezultaty były niewiele mniejsze niż katastrofalne – zarówno dla rozwoju Wielkiej Brytanii, jak i dla samych nadziei związanych z Brexitem.
Rzeczywistość uderza w Wyspy
Dekadę później wyspa ugina się pod problemami, które sama wytworzyła. Bliskich kulturowo imigrantów z Europy Środkowej zastąpiono tabunami uchodźców. Nieźle działający, choć kurczący się przemysł zarżnięto, pozbawiając go największego i najbliższego rynku zbytu. Usługi finansowe, niegdyś filar brytyjskiej ekonomii, również mają się coraz gorzej. Służba zdrowia zamiast obiecanego dofinansowania przechodzi z kryzysu w kryzys. Rządzący laburzyści, mimo ogromnego mandatu, po roku rządów obiektywnie nie mają innego pomysłu niż zmiana premiera. A największy dowcip? Liderem sondaży jest partia, która wprowadziła Anglików w to całe szambo. Logiczne, nieprawdaż?
Spełnione proroctwa i amerykański sojusz
Największy paradoks? Wszystkie te problemy były wskazywane w trakcie kampanii w 2016 roku! Wszystkie! I spełniły się co do jednego. Co za to się nie ziściło? Żadna z postulowanych brexitowych korzyści! Żadna! Długi urosły, rozwój stanął. W USA zamiast sojusznika jest Trump, który całe „specjalne stosunki” ma głęboko w okrężnicy. Pozostało jedyne wyjście: powrót do Unii. Ale tu nie obejdzie się bez Canossy i będzie drogo – bardzo drogo. Czy jest jednak inne wyjście?
No chyba że oddadzą całość władzy w ręce Reform UK. I nawet z punktu widzenia reszty Europy próby naprawienia przez Nigela Farage’a tego, co zepsuł, będą zabawne. Ale jednak ludzi szkoda. Nawet tak niezwykłych w swoim przywiązaniu do imperialnych iluzji jak przeciętny obywatel Wielkiej Brytanii.
Unijna lekcja przetrwania
Lekcję Europa odrobiła. Miała być seria „exitów”, ale dziś nawet niedawni apologeci w stylu Zgromadzenia Narodowego we Francji czy AfD w Niemczech odżegnują się od tak samobójczych koncepcji. UE okazała się złem absolutnym, ale w tej swojej totalności – absolutnie koniecznym. Zwłaszcza że niedawny idealny sojusznik za oceanem okazał się oszalałym starcem z postępującą demencją. Na tle wyczynów pomarańczowego króla UE jawi się jako byt nie tylko stabilny, ale wręcz ostoja umiarkowania i rezerwy. A bez „hamulcowego” w postaci Wielkiej Brytanii jest zdolna także do o wiele szybszych decyzji.
Puenta? Czasami, jak się piłuje gałąź, na której się siedzi, warto posłuchać ostrzeżeń. I to dobra rada nie tylko w kwestii polityki.
#brexit #Francja #gospodarka #Niemcy #trump #UE #UK #USA








