Nazajutrz
Ameryka posiada znakomite zdolności do obalania reżimów w drodze militarnej interwencji. Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Poważne wątpliwości budzi jednak zdolność USA do stworzenia czegoś więcej niż państwo upadłe lub amerykański protektorat, utrzymywany w jako takim stanie przez miliardy dolarów łapówek i dotacji.
Kuba na celowniku walca
Teraz, po paśmie „sukcesów” w Syrii, Libii, Afganistanie, Iraku czy ostatnio w Wenezueli i Iranie, amerykański walec za cel obrał sobie Kubę. Kuba, ze względu na bankrutujący ustrój realnego socjalizmu oraz faktyczną blokadę morską, jest właściwie na łasce i niełasce Stanów Zjednoczonych. Kraj jest systematycznie doprowadzany do stanu katastrofy gospodarczej i humanitarnej. To wszystko dzieje się w oczekiwaniu na kapitulację reżimu i zmianę władzy na… I tu kończą się pomysły, a zaczyna pobożne życzenie.
Pomysłu na nazajutrz po upadku władzy na Kubie nie ma i nigdy nie było. W USA żyje masa ludzi, którzy kiedyś uciekli z wyspy i dziś funkcjonują w sferze iluzji co do tego, jak można rządzić tym krajem. Wierzą, że 10 milionów Kubańczyków z radością przyjmie „wolność” dowiezioną na amerykańskich bagnetach. Departament Stanu jest wyczyszczony z fachowców, a jego zadaniem stała się nie tyle analiza realnej sytuacji, ile wspieranie iluzji szefa, Marco Rubio (będącego potomkiem kubańskich uciekinierów), oraz uberszefa Donalda Trumpa, który oczekuje natychmiastowego i absolutnego sukcesu. Co może pójść nie tak?
Widmo haitańskiej anarchii
Eksperci ostrzegają, że Kuba znajduje się na krawędzi totalnego załamania struktur państwowych. A to jest już punkt bez powrotu. Przykład leży niedaleko – na Haiti. Moment, w którym plajtuje administracja i służby porządkowe, oznacza zamknięcie okna pogodowego, w którym możliwa jest relatywnie tania stabilizacja kraju. Zamiast tego zaczyna się walka z anarchią i załamaniem porządku społecznego.
Pamiętajmy, że ze względu na bliskość Florydy, w takim momencie znaczna część Kubańczyków może zostać zmuszona do ucieczki z kraju. Jak USA poradzą sobie z kilkumilionową falą migracyjną? Nie wątpię, że wola polityczna do masowego zawracania (lub nawet porzucenia na morzu) Kubańczyków na tratwach by się znalazła, ale czy znajdzie to akceptację społeczną?
Dziedzictwo cukrowego kolonializmu i pułapka Portoryko
Tym bardziej że nawet w najlepszych okolicznościach doprowadzenie gospodarki Kuby do porządku nie będzie proste. To nie jest uprzemysłowiony przez socjalizm kraj europejski, ale utrzymywany przez lata przez ZSRR rezerwat u wybrzeży USA, który nigdy nie uwolnił się od dziedzictwa cukrowego kolonializmu. Opieranie gospodarki wyłącznie na turystyce jest możliwe, ale przy tej wielkości populacji i ogromnej konkurencji na Karaibach nie zapewni to oczekiwanego rozwoju. Alternatywnych modeli gospodarczych w okolicy brak.
Z czego jak czego, ale z tego najlepiej powinny zdawać sobie sprawę same Stany Zjednoczone, które od lat usiłują doprowadzić do porządku własny protektorat w postaci Portoryko. Dodajmy: bez większych sukcesów. Do wszystkich tych czynników dochodzi jeszcze przyroda. Karaiby są regularnie dewastowane przez katastrofy naturalne, a opinia o idyllicznej rzeczywistości szybko weryfikuje się po zobaczeniu pierwszego huraganu.
Lekcja, której zabrakło
Czy te obawy powstrzymają Trumpa? Absolutnie nie! Kuba to „nisko wiszący owoc”. Wydaje się (i słusznie), że wystarczy ją kopnąć, by się przewróciła. I to prawda. Ale daleko nie cała. Po przewróceniu trzeba to wszystko podnieść i poskładać. I to właśnie wtedy koszty idą w miliardy, a ofiary w setki tysięcy.
Każdy z nas rozkręcił kiedyś jakąś zabawkę. Po poskładaniu działała średnio, a w ręku zostawały nam śrubki. Donald Trump ewidentnie został przez nianię pozbawiony tej ważnej, życiowej lekcji pokoju i pokory.
#DonaldTrump #geopolityka #Haiti #Kuba #trump #USA #ZSRR