Trump gardzi słabymi – geopolityczno-psychologiczna omyłka PiS-u
Postawa zarówno Karola Nawrockiego, jak i większości polityków PiS-u wobec USA ogólnie, a Donalda Trumpa w szczególności, jest tyleż żałosna w swojej służalczości, co przeciwskuteczna. Ostatnie półtora roku prezydentury pokazuje dość jednoznacznie, że cechy osobiste Donalda Trumpa zdecydowanie przeważają nad kwestiami takimi jak interes strategiczny kraju czy dyplomatyczne konwenanse.
Mit „klasztoru i przeora”
W tej sytuacji kontynuowanie tej silnie wasalnej, momentami wręcz karykaturalnej postawy można już zupełnie realnie określić mianem strategicznego błędu. Traktowanie Ameryki jako obiektywnego nosiciela interesów, które są w dużej mierze niezależne od doraźnego kierownictwa (wyrażane przysłowiem „dłużej klasztora niż przeora”), jest obecnie naiwne i nie znajduje odzwierciedlenia w rzeczywistości. Świat na dobre i na złe stał się zakładnikiem narcystycznej osobowości prezydenta USA – należy więc grać według zasad psychologii, a nie logiki dyplomacji.
Psychologia narcyzmu: szacunek tylko dla silnych
A psychologia każe narcyzowi się opierać. Tylko silni zyskują szacunek; słabi i wasalni są wykorzystywani do maksimum, a następnie porzucani, gdy stracą przydatność. Lojalność dla Trumpa nie istnieje – szanuje on wyłącznie egoizm i siłę. Widać to dobrze po klęsce wszystkich „zaklinaczy Trumpa”, którzy jako tako radzili sobie podczas pierwszej kadencji; obecnie mamy do czynienia wyłącznie z zarządzaniem chaosem. Decyzja o wycofaniu zaplanowanej obecności wojsk USA w Polsce i stopniowym redukowaniu sił w Niemczech jest funkcją tej samej polityki opartej na zasadzie akcja-reakcja. Tymczasem szacunek i uwagę zyskuje Kanada, która zdecydowała się na otwarte zanegowanie strategii USA i twardy opór wobec gróźb dotyczących zarówno jej niezależności, jak i integralności terytorialnej.
Portret „kulej kaczki” w cieniu kryzysu
Można zresztą dostrzec, że coraz więcej światowych przywódców widzi w Trumpie de facto „kulawą kaczkę” (lame duck) – lidera niezdolnego do pełnej realizacji własnej polityki i pozbawionego nadziei na kontynuację władzy. Na zapleczu zaognia się walka „delfinów” o schedę, a sam Trump desperacko stara się zachować jakiekolwiek karty na okres po jesiennych wyborach połowicznych. Trwająca blokada cieśniny i pogarszająca się raptownie sytuacja gospodarcza w USA wprowadza wśród politycznego zaplecza i u samego prezydenta stan desperacji graniczącej z paniką. Wizyta w Chinach stanowi tego najlepszy przykład – jej wyniki są co najmniej rozczarowujące, także w kontekście konfliktu z Iranem.
Europa musi stanąć okoniem
Europa powinna więc strategicznie, ale i w sposób zintegrowany, „stanąć okoniem”, jednoznacznie artykułując niezadowolenie z eskalacji z Iranem oraz słabnącej roli USA w świecie. Nie należy bać się kolejnych ataków szału prezydenta – są one i tak nieuniknione. Zresztą, o ile polska prawica tego nie dostrzega, o tyle dość jednoznacznie amerykosceptyczną postawę zajmują jej dotychczasowi sojusznicy: Meloni we Włoszech, RN we Francji, a nawet AfD w Niemczech (mimo wsparcia ze strony Muska i Vance’a).
Wobec tego wasalne bicie pokłonów zespołu Nawrocki-PiS jest nie tylko krótkowzroczne, ale wprost niebezpieczne. Podwórkowi bandyci szanują tylko silnych i bezczelnych. Skoro tacy ludzie są u władzy, trzeba się zaadaptować. Wydawało się, że akurat Karol Nawrocki tę „uliczną” filozofię powinien zrozumieć najlepiej.
#DonaldTrump #Francja #geopolityka #Niemcy #PIS #Polska #UE #USA #Włochy




