"Uwaga, Anarchista!" Rozdział 1 - Augustin Souchy - szmer
Rozdział 1: Od nonkonformisty do antimilitarysty Mój ojciec był jednym z
pierwszych socjaldemokratów na Śląsku (p. 6). Pewnego dnia – miałem wtedy około
ośmiu lat – chłopiec, z którym się bawiłem, nazwał mnie z drwiną i pogardą
„socjaldemokratą” (p. 6). Gdy zapytałem matkę, dlaczego to słowo miało być
obelgą, położyła tajemniczo palec na ustach i powiedziała mi, że socjaldemokraci
byli kiedyś wyjęci spod prawa (p. 6). W 1890 roku, zaledwie dwa lata przed moim
narodzeniem, uchylono tak zwane „ustawy antysocjalistyczne” (Sozialistengesetz)
(p. 6). Matka opowiadała mi o nękaniu, jakiego doświadczała nasza rodzina, gdy
to prawo jeszcze obowiązywało (p. 6). Policja często przychodziła do naszego
domu w poszukiwaniu zakazanych pism (p. 6). Jednak nielegalne ulotki, broszury i
listy były dobrze ukryte na strychu, a socjalistyczna gazeta była tak zręcznie
umieszczona w klatce dla ptaków, że stróże prawa nigdy niczego nie znaleźli (p.
6). Po klęsce rewolucji rosyjskiej w 1905 roku do naszego nadgranicznego miasta,
Raciborza, przybyli rewolucjoniści z „Królestwa Polskiego” – będącego wówczas
częścią Imperium Rosyjskiego (p. 6). Wielu z nich odwiedzało nasz dom, a ich
opowieści i dyskusje o rewolucji i socjalizmie były dla trzynastoletniego
chłopca ważnym wydarzeniem i objawieniem (p. 6). Przed moimi oczami duchowymi
urósł nowy świat i od tamtej pory moim marzeniem było zostać rewolucjonistą (p.
6). Nie musiałem długo marzyć: kilka miesięcy później mój starszy brat i ja
uczestniczyliśmy w obchodach urodzin cesarza i obaj demonstracyjnie pozostaliśmy
na swoich miejscach, podczas gdy śpiewano hymn imperialny „Heil Dir im
Siegerkranz” (Chwała Ci w wieńcu zwycięzcy) (pp. 6-7). Zostaliśmy szorstko
wyrzuceni z sali (p. 7). Dumni z naszej odwagi, wracając do domu, śpiewaliśmy
refren studenckiej pieśni z 1848 roku, którą często słyszeliśmy z ust naszego
ojca (p. 7): Jeśli ludzie zapytają cię, co porabia Absalom (Wilhelm), Powiedz
im, że już dynda, Lecz nie na sznurze i nie na drzewie, Ale na tym marzeniu o
republikańskich Niemczech (p. 7). Nasz uparty opór wywołał wielkie poruszenie i
oczywiście miał nieprzyjemny epilog w szkole (p. 7). W kolejnych latach z innych
miast przyjeżdżali mówcy socjaldemokratyczni na spotkania i wykłady, których
nigdy nie opuszczałem (p. 7). Wydarzenia te były tematem dyskusji przez długie
tygodnie (p. 7). Bardzo wyraźnie pamiętam wykład Adolfa Hoffmana, członka
parlamentu (p. 7). Jego zjadliwe przerywanie podczas sesji parlamentarnych oraz
jego broszura o Dziesięciu Przykazaniach (Dziesięć Przykazań a klasa
posiadająca) uczyniły go jednym z najpopularniejszych polityków (p. 7). Nigdy
nie przepuścił okazji do dowcipnych i sarkastycznych uwag – „Pan Oldenburg
Januschau łże jak najęty” – co przyniosło mu wiele upomnień regulaminowych (p.
7). Klerykalna gazeta Lokalanzeiger opublikowała karykaturę pokazującą go z
płonącą pochodnią w jednej ręce i „Biblią Dziesięciu Przykazań” w drugiej, ku
przestrodze wszystkich dobrze myślących obywateli (p. 7). Był to jednak
najskuteczniejszy efekt propagandowy, jakiego mój ojciec, jeden z organizatorów,
mógł sobie życzyć (p. 7). Sala była wypełniona po brzegi, a mówca wyjaśnił
słuchaczom drogi i cele socjaldemokracji w prosty, łatwo zrozumiały sposób (p.
7). Jako czternastoletni chłopiec przeczytałem już książkę Augusta Bebela Z
mojego życia (p. 7). Bebel cieszył się w naszej rodzinie wielkim szacunkiem (p.
7). Przed wejściem do polityki był mistrzem tokarskim, tak jak mój ojciec (p.
7). Zacząłem czytać bez wybredzania wszelką literaturę socjalistyczną, jaka
wpadła mi w ręce (p. 7). Powoli, ale nieubłaganie zacząłem wątpić w nieomylność
doktryny chrześcijańskiej i stałem się agnostykiem (p. 7). Proces ten
zapoczątkował mój brat Franz, który pewnego niedzielnego poranka namówił mnie do
odwiedzenia pomnika Eichendorffa zamiast pójścia do kościoła, jak to mieliśmy w
zwyczaju (p. 7). Romantyczna pieśń, którą śpiewaliśmy podczas tej wędrówki, „O
doliny szerokie, o góry wyniosłe, o zielone lasy”, była dla nas modlitwą do
natury i znaczyła dla naszych dusz więcej niż śpiewanie mistycznych psalmów w
kościele (pp. 7-8). Mój ojciec ateista oczywiście pochwalił naszą eskapadę, ale
moja katolicka matka udzieliła nam nagany (p. 8). Postanowiliśmy odtąd nic nie
mówić w domu (p. 8). Nie mogłem już znieść życia w małym miasteczku (p. 8). Głód
wiedzy i żądza przygód sprawiły, że wyjechałem (p. 8). Nocna podróż w przedziale
kolejowym czwartej klasy dowiozła mnie do Berlina kosztem 9,50 marki (p. 8).
Tutaj znajdował się punkt startowy mojego życia jako działacza: uczestnictwo w
spotkaniach, rozdawanie ulotek, dyskusje i nauka (p. 8). Jako syn starego
członka partii i socjalista w drugim pokoleniu, ponownie spotkałem Adolfa
Hoffmana i zostałem przedstawiony Eduardowi Bernsteinowi, Karlowi Liebknechtowi,
Juliusowi Borchardtowi, Clarze Zetkin i innym luminarzom socjaldemokracji (p.
8). Podczas rozmowy, którą odbyłem z Fidusem na święcie przesilenia letniego w
Friedrichshagen, wspomniano o eseju Gustava Landauera „Nowa droga ku
wspólnocie”; podczas jego lektury na moim duchowym horyzoncie pojawiła się nowa
jasna gwiazda (p. 8). Teraz zacząłem czytać dzieła Maxa Stirnera, Eugena
Dühringa, Piotra Kropotkina i w ten sposób zapoznałem się z innym wariantem
socjalizmu (p. 8). To, co wydało mi się najbardziej pociągające, to
przeniesienie odpowiedzialności za realizację socjalizmu z centrum na peryferie,
to znaczy z organu ustawodawczego na samych ludzi pracy (p. 8). Stało się dla
mnie jasne, że wolność wszystkich można osiągnąć tylko wtedy, gdy opiera się ona
na samoświadomości jednostki (p. 8). Jeśli wybrany przedstawiciel przyjmuje
odpowiedzialność na kilka lat, jak ma to miejsce w demokracji
przedstawicielskiej, samostanowienie ludu staje się fikcją (p. 8). Socjalizm,
jak go teraz rozumiałem i jakiego realizacji pragnąłem, powinien stać się – poza
rozwiązaniem czystego problemu walki o chleb – praktyczną filozofią społeczną
dotyczącą wszystkich aspektów życia wspólnotowego (p. 8). Zacząłem wątpić w
całkowitą słuszność aspektu materialistycznego czy ekonomicznego oraz w
obiektywny, deterministyczny bieg historii (p. 8). Ponieważ straciłem już wiarę
w chrześcijański dogmat, wystąpiłem z kościoła, gdy tylko osiągnąłem
pełnoletniość (p. 8). Po tym przyjąłem „monizm”, filozofię szeroko akceptowaną w
kręgach postępowych (p. 8). Później, pod wpływem francuskiego filozofa J. H.
Boexa-Borela, którego książka o pluralizmie (Le Pluralisme, Essai sur la
Discontinuité et l’Héterogenéité des Phenomènes, 1909) wywarła na mnie głębokie
wrażenie, odrzuciłem również monizm, ponieważ nie wydawał mi się dawać jasnej
odpowiedzi na moje poszukiwanie prawdy (pp. 8-9). Całkowicie porzuciłem zasadę
„Jedności” zarówno filozoficznie, jak i politycznie – jeden bóg, jeden kosmiczny
motyw przewodni, jeden (wybrany) naród, jeden wódz – na długo przed tym, zanim
faszyzm rozwinął z niej swoją totalitarną doktrynę społeczną (p. 9). Nie
potrafiłem rozwiązać zagadki wszechświata, ale nie potrafili tego również
filozofowie teologiczni i ateistyczni (p. 9). Na spotkaniu wyborczym w Neukölln,
gdzie Clara Zetkin zabiegała o głosy na Socjaldemokratyczną Partię, Gustav
Landauer wyjaśniał swoje idee dotyczące socjalizmu i postanowiłem pójść za tym
drugim (p. 9). Osobowość Gustava Landauera odpowiadała wyobrażeniu, jakie
stworzyłem sobie o nim podczas czytania jego książek (p. 9). Jego wysoka
sylwetka, wysokie czoło, wizjonerskie oczy i wysoce intelektualne rysy twarzy
oprawionej w brodę przypominającą Chrystusa, nadawały mu wyraz wyraźnej charyzmy
(p. 9). Dwa lata przed tym spotkaniem, w 1908 roku, on i jego polityczni
przyjaciele założyli Federację Socjalistyczną (p. 9). Opierając się na
filozofiach Proudhona, Bakunina i Kropotkina, Landauer sformułował jej program
(p. 9). Dla niego socjalizm był nowym systemem kulturowym wspieranym przez
federacje niezależnych organizacji gospodarczych i komunalnych, wymieniających
swoje produkty „sprawiedliwie” między sobą i ostatecznie zastępujących
kapitalizm oraz państwo (p. 9). Celem była republika socjalistyczna, która
według Landauera była „Anarchią” w pierwotnym sensie tego słowa i „Ładem
Federacji przez Wolontariat” (p. 9). To był ten rodzaj socjalizmu, który
uważałem za intuicyjnie pociągający (p. 9). Nie było tam formalnej polityki
przyjmowania członków, kart członkowskich ani składek (p. 9). Wieczorami
pomagałem w centrali przy Wrangelstrasse 34 w Berlinie O przy wysyłce
Socjalisty, dwutygodnika redagowanego przez Gustava Landauera (p. 9). Zecer, Max
Müller, zajmował się składaniem tekstu w zamian za pokój i utrzymanie, a
właściciel małej drukarni, Wilhelm Habicht, wykonywał drukowanie po obniżonej
stawce (p. 9). Sam Landauer nie prosił o żadną gratyfikację finansową za swoje
teksty (p. 9). Na naszych regularnych wieczornych spotkaniach krzywo patrzono na
alkohol i palenie (p. 9). Był wśród nas także młody Serb, który, jak nam
opowiadał, głosił ewangelię abstynencji w ogródku piwnym swojego ojca, po czym
został wysłany w świat, by rozejrzeć się za „doświadczeniem” (p. 9). Istniało
piętnaście lokalnych oddziałów; jeden z nich, nazwany „Akcja”, został założony w
Monachium przez Ericha Mühsama (pp. 9-10). Nie byliśmy
rewolucjonistami-amatorami, którzy starali się stworzyć nowy porządek społeczny
siłą; nie byliśmy też samotnymi marzycielami (p. 10). Opieraliśmy nasze
stanowisko na rzeczywistości (p. 10). Naszym zdaniem Socjaldemokratyczna Partia
nie spełniła oczekiwań w obliczu najbardziej palących problemów tamtego czasu z
powodu swojego dogmatyzmu i oportunizmu (p. 10). Dogmatyczne było jej
lekceważenie ruchu spółdzielczego, który główni ideolodzy partii, Karol Marks i
Fryderyk Engels, pogardliwie nazywali „burżuazyjnym znachorstwem” (p. 10).
Jednak w 1910 roku, gdy Międzynarodowy Kongres Socjalistyczny w Kopenhadze,
wykluwając się ze swojej marksistowskiej skorupy, opowiedział się za tworzeniem
spółdzielni, niemiecka partia poszła w jego ślady (p. 10). Za oportunistyczne
uważaliśmy zaniechanie propagandy antymilitarnej, która miałaby ogromne
znaczenie w zmilitaryzowanych Prusach (p. 10). Ponadto zainteresowaliśmy się
ruchem reformy rolnej (p. 10). Choć w zakładaniu spółdzielni rolniczych nie
widzieliśmy rozwiązania wszystkich bolączek społecznych, uważaliśmy je za
fundamentalne modele porządku socjalistycznego (p. 10). Uczestniczyliśmy we
wszystkich masowych ruchach na rzecz sprawiedliwości społecznej, postępu
kulturowego, a przede wszystkim na rzecz zachowania pokoju (p. 10). Gdy
ekspansja światowego handlu doprowadziła do tarć między konkurującymi
mocarstwami, symptomy nieuchronnego globalnego konfliktu stawały się coraz
bardziej widoczne (p. 10). Pojawienie się niemieckiego okrętu wojennego we
francusko-marokańskim mieście portowym Agadir, wojna w Trypolisie między
Włochami a Turcją, wojny bałkańskie, w których Austro-Węgry i Serbia – ta
ostatnia popierana przez Rosję – stanęły naprzeciw siebie, były pewnymi oznakami
zbliżającej się katastrofy (p. 10). Ludzie, poprzez akcję bezpośrednią, mogli
zabezpieczyć zachowanie pokoju (p. 10). Krajem, w którym należało podjąć
inicjatywę akcji bezpośredniej, krajem o największym potencjale wojennym, były
Niemcy (p. 10). Od partii nacjonalistycznych nie oczekiwano oczywiście żadnego
zdecydowanego zaangażowania na rzecz pokoju (p. 10). Zainicjowanie działań
należałoby do Socjaldemokratycznej Partii, reprezentowanej w Reichstagu przez
znaczną liczbę posłów oraz ściśle powiązanej i popieranej przez wszechpotężne
związki zawodowe (p. 10). Jaka jednak była postawa partii w obliczu tych
brzemiennych w skutki problemów? (p. 10) Na Kongresie Socjalistów w Stuttgarcie
w 1907 roku francuski antymilitarysta Gustave Hervé zainicjował dyskusję na
temat działań antywojennych mających zapobiec wojnie, przede wszystkim o
najskuteczniejszym działaniu – strajku generalnym (p. 11). Niemieccy
socjaldemokraci byli w opozycji (p. 11). Dla nich „strajk generalny” był niczym
innym jak „generalnym nonsensem” (p. 11). W niektórych kręgach marksistowskich
głoszono dogmatyczne podejście, że wojna była koniecznym następstwem kapitalizmu
i można jej zapobiec jedynie przez ustanowienie porządku socjalistycznego (p.
11). Socjaldemokratyczna Partia będzie bronić „Ojczyzny” przed każdym atakiem
sił zewnętrznych, zwłaszcza ze strony zacofanej i słabo rozwiniętej gospodarczo
Rosji (p. 11). To rozumowanie legło u podstaw „socjapatriotyzmu” (p. 11).
Szowinistyczne partie podsuwały hasło „Duch narodu niemieckiego będzie
zbawieniem świata” (p. 11). Niestety! Dla „socjapatriotów” niemiecki mundur
wojskowy był ważniejszy niż międzynarodowe czerwone insygnia… Projekt rezolucji
wzywający robotników do akcji bezpośredniej przeciwko wojnie i żądający od
socjalistów głosowania przeciwko wypowiedzeniu wojny oraz kredytom wojennym
spotkał się z wetem socjaldemokratów (p. 11). Hervé, rozczarowany, zrezygnował,
a później sam stał się szowinistą (p. 11). Jedynymi socjaldemokratami
opowiadającymi się za działaniem byli Karl Liebknecht i Róża Luksemburg (p. 11).
Występ ten powtórzył się na Międzynarodowym Kongresie Socjalistów w Kopenhadze w
1910 roku (p. 11). Tym razem to Anglik Keir Hardie w imieniu swojej partii
zaapelował do socjalistów wszystkich krajów o wspólną walkę z wojną i
militaryzmem (p. 11). Zaproponował on nie tylko rozbrojenie, ale walkę o
całkowitą eliminację mentalności militarnej (p. 11). Rezolucja, sformułowana i
przedłożona przez niego oraz Francuza Vaillanta, postulowała międzynarodową
kampanię antywojenną oraz strajk generalny robotników przemysłu wojennego i
transportu międzynarodowego (p. 11). Ponownie niemieccy socjaldemokraci
odrzucili projekt rezolucji, w przeciwieństwie do szwedzkich socjaldemokratów,
którzy wykazali pozytywne nastawienie (p. 11). Aby zapobiec rozłamowi w
międzynarodówce, projekt poddano pod głosowanie (p. 11). W ten sposób niemieccy
socjaldemokraci byli głównymi przeciwnikami konsekwentnej strategii
antymilitarnej (p. 11). Bebel z zadumą krytykował w niemieckim Reichstagu
błyszczące guziki na tunikach niemieckiej armii, które mogły służyć jako wygodny
cel dla wroga (p. 11). Oświadczył również, że on sam – jako stary człowiek,
jakim wtedy był – byłby całkowicie gotów chwycić za broń w wojnie przeciwko
carskiej Rosji (p. 11). My, młodzi socjaliści, trzymaliśmy jednak stronę naszych
francuskich i angielskich przyjaciół (p. 12). Chcieliśmy walczyć z wojną i
militaryzmem z całą naszą młodzieńczą energią (p. 12). Federacja Socjalistyczna
utworzyła komitet ad hoc w celu przygotowania spotkania robotników, by omówić
sposoby i środki realizacji działań na rzecz pokoju (p. 12). Wierzyliśmy
również, podobnie jak socjaliści francuscy i angielscy, że strajk generalny jest
lepszy niż wojna generalna (p. 12). Byliśmy pewni, że antymilitarna i
syndykalistycznie zorientowana francuska klasa robotnicza wykaże solidarność z
wszelkimi antywojennymi działaniami zainicjowanymi w Niemczech (p. 12). Pokój na
świecie zależał teraz od solidarności niemieckiej i francuskiej klasy
robotniczej (p. 12). Gustav Landauer napisał broszurę zatytułowaną Zniesienie
wojny przez samostanowienie ludu: Pytania do niemieckich robotników.
Wydrukowaliśmy 100 000 egzemplarzy. Jednak przed rozpoczęciem ich dystrybucji
informator Prawitz Reimann powiadomił policję, która 4 grudnia 1911 roku
skonfiskowała wydrukowane egzemplarze, ponieważ zawierały wezwanie do strajku
generalnego. Konfiskata była nielegalna; w przepisach nie było prawa, które
zabraniałoby opuszczenia miejsca pracy lub podjęcia strajku. Niemniej jednak
wyrok sądu w Berlinie podtrzymał działania policji 25 marta 1912 roku. Broszura
pozostała na liście literatury zakazanej, a wszystkie egzemplarze oraz skład
drukarski zostały zniszczone. Żadnej osobie nie można było postawić zarzutów ze
względu na fakt, że obciążający artykuł był podpisany jako „Anonim”. Dopiero
wiele lat później, w 1919 roku, broszura została opublikowana pod nazwiskiem
Landauera w tomie jego zebranych esejów zatytułowanym Świadectwo. W tym miejscu
chcę zrobić dygresję od przedstawiania kolejnych wydarzeń, aby opowiedzieć o
osobistym przeżyciu. 18 marca 1912 roku wraz z kilkoma towarzyszami złożyliśmy
wieniec na grobie ofiar masakry z 1848 roku w Friedrichshain (p. 12).
Opuszczając cmentarz, zostałem aresztowany przez policję i przesłuchiwany przez
wiele godzin w kwaterze głównej (p. 12). Dochodzenie policyjne wykazało, że
urodziłem się w Niemczech, byłem zameldowany na policji i nie miałem przeszłości
kryminalnej. Następnie zostałem zwolniony z aresztu policyjnego (p. 12).
Zostałem aresztowany tylko dlatego, że byłem nowym przybyszem w ruchu i jako
taki nie byłem znany policji (p. 12). Choć członkostwo w wolnościowej
organizacji socjalistycznej nie było nielegalne, każdy, kto korzystał z tego
konstytucyjnego prawa, był obserwowany, kontrolowany i nękany przez policję tego
prusko-niemieckiego autorytarnego państwa. W 1912 roku uniknięto przekształcenia
konfliktu bałkańskiego w ogólnoeuropejską wojnę. Jednak po zabójstwie
austriackiego arcyksięcia Franciszka Ferdynanda i jego żony przez serbskiego
nacjonalistę Principa w Sarajewie 28 czerwca 1914 roku, niebezpieczeństwo
konfliktu zbrojnego między europejskimi mocarstwami stało się palące. Teraz
brzemienny w skutki test miał ustalić, czy pragnienie pokoju u ludzi przeważy
nad szowinistycznym nacjonalizmem, czy idee humanistycznego socjalizmu będą
silniejsze niż międzynarodowy interes kapitału. 29 lipca 1914 roku
przedstawiciele Międzynarodówki Socjalistycznej spotkali się w Brukseli, aby
zająć stanowisko w obliczu zagrożenia nadchodzącą wojną. W toku dyskusji stało
się ewidentne, że u niemieckich i austriackich socjaldemokratów uczucie narodowe
było znacznie silniejsze niż ich przywiązanie do socjalistycznego
internacjonalizmu. Karl Legien, delegat niemieckich związków zawodowych, dał
swojemu francuskiemu odpowiednikowi Léonowi Jouhaux jednoznacznie do
zrozumienia, że w przypadku wojny niemieccy robotnicy pomaszerują, a nie podejmą
strajk, podczas gdy zaledwie kilka dni wcześniej organ prasowy francuskich
związków, La Bataille Syndicaliste, opowiedział się za strajkiem generalnym jako
środkiem zapobiegania wojnie. W ten sposób Socjaldemokratyczna Partia,
najsilniejsza sekcja Międzynarodówki Socjalistycznej, stała się odpowiedzialna
za podżeganie do wojny poprzez głosowanie w Reichstagu (reprezentowanym przez
110 deputowanych) za przyznaniem kredytów wojennych. Cztery miesiące później, 2
grudnia, frakcja socjaldemokratyczna w Reichstagu zagłosowała ponownie za
dodatkowymi kredytami wojennymi. Tylko Karl Liebknecht i Otto Rühle zgłosili
sprzeciw. Później dołączyli do nich inni. Gdy wybuchła wojna, byłem w Wiedniu i
odwiedziłem grupę komunistycznych anarchistów założoną przez Rudolfa Grossmana
(Pierre’a Ramusa). Choć policja doskonale wiedziała, że był to ruch pokojowych
kropotkinowców i tołstojowców, byliśmy poddawani częstemu nękaniu. Wkrótce po
wybuchu działań wojennych zostałem aresztowany i deportowany do kraju mojego
urodzenia. Moja prawa ręka została skuta kajdankami z lewą ręką towarzysza
niedoli. Nawet w nocy nie zdejmowano kajdanek . Po dwóch dniach zostałem
przekazany komendantowi garnizonu małego śląskiego miasteczka jako osoba
podejrzana . Na nakazie zatrzymania widniała uwaga zapisana wielkimi literami,
podkreślona czerwonym atramentem: „UWAGA! ANARCHISTA” . Etykieta ta powinna była
zostać naklejona na moje czoło, bo w walizce nie miałem dynamitu. Następnie
zostałem przyjęty do szpitala z powodu ostrego, ale niegroźnego stanu serca.
Zwolniony na rekonwalescencję, nie wróciłem, aby uniknąć powołania do wojska.
Wojna za Cesarza i Ojczyznę nie była moją wojną. Jeszcze kilka słów o Gustavie
Landauerze, którego idee są wciąż błędnie rozumiane, ponieważ nie uważał
parlamentu za instrument urzeczywistniania socjalizmu. Brakowało mu dwóch cech
niezbędnych dla polityka: próżności i pragnienia wygodnego życia. Żył i umarł
jako ubogi człowiek. Kiedy Kramer-Badoni nazwał go „prorokiem osobliwego,
sentymentalnego anarchizmu”, najwyraźniej nie wiedział, że Landauer był jednym z
pierwszych, którzy postulowali ustanowienie ligi narodów dla zabezpieczenia
trwałego pokoju. Na Boże Narodzenie 1916 roku wysłał list do ówczesnego
prezydenta amerykańskiego, Woodrowa Wilsona, w którym pisał między innymi: W
obecnym czasie koniecznością powinno być, aby kraje uczestniczące w tej wojnie,
to znaczy wszystkie państwa walczące, a także neutralne, nalegały, w
porozumieniu ze swoimi szanownymi wybranymi przedstawicielami, na zapis w
traktacie pokojowym, który wzywa – w określonym terminie – do zwołania
międzynarodowego kongresu państw. Decyzje tej organizacji powinny być wiążące i
powinna ona – niezależnie od tymczasowego traktatu pokojowego – poddać pod swoją
jurysdykcję dwie sfery, które niestety dotychczas uważano za wewnętrzne sprawy
polityczne każdego państwa, i uczynić je wspólnymi sprawami wszystkich państw:
(1) zbrojenia, (2) nadzór nad prawami konstytucyjnymi każdego państwa w celu
zagwarantowania przejęcia odpowiedzialności przez cały naród za politykę rządu
danego państwa za pomocą bezpiecznych instytucji prawnych. Landauer prosił w tym
liście o międzynarodową konferencję rozbrojeniową. Ponowne zbrojenie, jak mówił,
nie mogło być jedynie wewnętrzną sprawą polityczną państw, ale powinno być
regulowane przez zgodne z prawem instrumenty międzynarodowego kongresu, którego
decyzje byłyby wiążące i wykonalne. Nie wiadomo jednak, czy list Landauera
kiedykolwiek dotarł do Wilsona . Mimo to kilka tygodni później Wilson ogłosił
swój słynny manifest, w którym wyłożył podobne idee. A dwa lata później w
Genewie utworzono Ligę Narodów. Rozdział 2: 1914–1919: Dezerter w Skandynawii W
starych, dobrych czasach – dobrych tylko dla starszych ludzi opłakujących
minione dni swojej młodości – biedni byli biedniejsi, a warunki życia mas były
gorsze niż dzisiaj . Jednak przed I wojną światową cieszyliśmy się wolnościami,
które teraz utracono . Przed 1914 rokiem każdy mógł podróżować po całej Europie
bez żadnego dokumentu tożsamości, pod warunkiem, że posiadał bilet kolejowy lub
okrętowy na podróż z kontynentu na kontynent. Paszporty były wymagane jedynie
przy podróżach do kolonii lub carskiej Rosji . Po zabójstwie amerykańskiego
prezydenta Williama McKinleya przez polskiego anarchistę Leona Czolgosza w 1901
roku podejrzani podróżni przybywający do USA byli dokładnie sprawdzani.
Sprawdzani? Gdy niemiecki imigrant został zapytany, czy jest anarchistą i
odpowiedział z udawaną naiwnością: „Jestem stolarzem meblowym”, otrzymywał
pozwolenie na lądowanie bez większych korowodów . Dzięki tej swobodzie
przemieszczania się, która trwała przez pierwszy miesiąc wojny, mogłem bez trudu
przedostać się do Szwecji. W Sztokholmie przedstawiono mnie Emilowi Manusowi
Swenssonowi, który jako przeciwnik wojny w Szwecji doświadczył tych samych
kłopotów, co ja w Prusach . Zignorował wezwanie komisji poborowej . Gdy policja
przyszła go zabrać, zawinął się w dywan tak krótki, że wystawały mu nogi . W tym
stroju został doprowadzony do koszar, ale zwolniony po krótkim czasie .
Pozostaliśmy przyjaciółmi na całe życie .